Reklama

Reklama

Kruczek: Kamil już wcześniej popełniał ten błąd

Kamil Stoch, po słabszym skoku w serii finałowej, zajął ósme miejsce w konkursie na obiekcie HS 106 narciarskich mistrzostw świata w Val di Fiemme. Trener Łukasz Kruczek wie, jaki błąd popełnił jego podopieczny i podkreśla, że zdarzał mu się on już wcześniej.

Po zawodach trener Łukasz Kruczek odpowiadał na pytania dziennikarzy.

Wie pan już co się stało w finałowym skoku Kamila Stocha?

Łukasz Kruczek: - Tak. Popełnił błąd, który zdarzał mu się także tutaj, w pierwszych skokach treningowych. Po niezłym wyjściu z progu, trochę przykurczył górną część ciała. To spowodowało, że zaczęło go skręcać. W tym momencie zawodnik bardziej się ratuje, niż może coś z tego skoku wyciągnąć. W takich sytuacjach zazwyczaj jest problem z lądowaniem i tak też było tym razem. Stąd wzięły się niższe noty od sędziów.

Reklama

Stoch mówił, że nie może doczekać się, by zobaczyć powtórki tego skoku.

- To był skok, który trzeba przeanalizować, bo został w nim popełniony błąd. Trzeba będzie wyciągnąć wnioski, żeby w przyszłości było jak najmniej takich pomyłek.

Pana zdaniem o tym błędzie zdecydowało to, co w tym momencie działo się w głowie Stocha?

- Głowa decyduje o wszystkim. Na pewno grały w nim pewne emocje. Bezsprzecznym pozostaje jednak fakt, że popełnił błąd techniczny. W każdym konkursie jest tak, że jeżeli jest się w połowie dystansu, to trzeba wykonać drugi krok.

To nie pierwszy konkurs, w którym Stochowi zabrakło tego drugiego kroku.

- Rzeczywiście było kilka takich i jeszcze pewnie kilka się zdarzy. To nie jest tak, że sytuacja jest rozwiązana. W przeszłości mieliśmy wielu zawodników, którzy mieli problem nawet z pierwszym krokiem po dobrych kwalifikacjach. Myślę jednak, że Kamil bardzo szybko się po tym wszystkim pozbiera.

Wie pan jak mu w tym pomóc?

- Myślę, że nie trzeba go jakoś specjalnie odbudowywać. Nie jest zdruzgotany. Wiele razy był w gorszych sytuacjach. To jest zawodnik, który bardzo przeżywa niepowodzenia i na pewno będzie miał teraz ciężkie chwile, ale szybko się pozbiera.

A propos tego pierwszego kroku, to mówimy chyba o Dawidzie Kubackim. Odpadł po pierwszej serii.

- To dobry przykład. Wiązaliśmy z jego występem duże oczekiwania. Poza tym on sam miał takie wobec siebie. Dobrze skakał na treningach i nie można było się przyczepić do jego prób. Przychodzi jednak moment, kiedy trzeba wykonać ten pierwszy skok konkursowy i pojawia się odrobina zawahania.

Zadowolony może pan być za to z Macieja Kota, który zajął 11. miejsce.

- Maciek miał dla odmiany słabsze treningi. Nie mógł się wstrzelić w tę skocznię, ale dzisiaj się pozbierał i skakał naprawdę dobrze. Zasługuje na słowa pochwały.

Z Val di Fiemme Wojciech Kruk-Pielesiak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL