Koszmar Stocha w Innsbrucku. Krok od opuszczenia Turnieju Czterech Skoczni. "Coś poważnego"
74. Turniej Czterech Skoczni wchodzi w swoją kluczową - austriacką fazę. Skoczkowie już przenieśli się na "kapryśną Bergisel", a więc jedną ze skoczni, którą bardzo lubi Kamil Stoch. Nasz mistrz po dwóch konkursach jest 19. w klasyfikacji generalnej TCS-u. W Innsbrucku 38-latek przeżył już swój koszmar. Po latach przyznał, że obawiał się bardzo poważnej kontuzji i mógł wycofać się z rywalizacji.

Kamil Stoch w swojej karierze jedne z najlepszych chwil przeżywał na przełomie lat - podczas kolejnych edycji Turniejów Czterech Skoczni. Dobra passa rozpoczęła się w 2017 roku, gdy Stoch pierwszy raz w swojej karierze wygrał upragnionego Złotego Orła, który przeznaczony jest dla triumfatora imprezy.
W tym sezonie szansę na wygraną w klasyfikacji generalnej 74. Turnieju Czterech Skoczni graniczą dla Stocha z cudem, który wymagałby wielkiej pomocy ze strony matki natury. Polak po dwóch konkursach zajmuje bowiem 19. miejsce w klasyfikacji TCS-u ze stratą ponad 100 punktów do pierwszego Domena Prevca.
Stoch był o krok od wycofania. Koszmar mistrza w Innsbrucku
Jeśli jest jednak skocznia, która miałaby jakkolwiek wywrócić klasyfikację generalną do góry nogami, to z pewnością mowa o "kapryśnej Bergisel", która w przeszłości niszczyła marzenia wielu naprawdę znakomitym skoczkom. Kamil Stoch nigdy nie ukrywał jednak, że skakanie w Innsbrucku jest dla niego przyjemnością.
Na obiekcie położonym tuż przy cmentarzu Stoch przeżywał wiele pięknych chwil, dwukrotnie tam wygrywał i dwa dodatkowe razy stawał na podium. W 2017 roku przeżył jednak swój osobisty koszmar. W trakcie 65. Turnieju Czterech Skoczni nasz mistrz był bowiem o krok od wycofania.
To wiązało się z upadkiem, który Stoch zaliczył w serii próbnej przed zawodami. Wówczas Kamil niebezpiecznie upadł na bark, a do konkursu przystępowałby w koszulce lidera turnieju. Wizja pierwszego w karierze zdobycia Złotego Orła była więc dla naszego mistrza niezwykle zachęcająca.
Po latach Kamil wspomina to, co wydarzyło się wówczas na skoczni w Innsbrucku. - Walczyłem o zwycięstwo w turnieju i upadłem w serii próbnej. Pamiętam, że bardzo bolał mnie bark. Miałem podejrzenia, że stało się coś bardzo poważnego. Trener Horngacher przyszedł do mnie i powiedział, że decyzja należy do mnie - rozpoczął w rozmowie ze "Skijumping.pl" Stoch.
- Ja przez chwilę biłem się z myślami, co powinienem zrobić, ale na zasadzie takiej, czy dam radę skakać. Poprosiłem tylko fizjoterapeutę, aby zakleił mi rękę tejpami, żebym mógł tylko podnieść delikatnie rękę do telemarku. Miałem świadomość, że jest szansa wygrać ten turniej. Zacisnąłem zęby i skakałem - podsumował nasz mistrz.
Stochowi pewnie nieco pomogło także szczęście, bo tamten konkurs w Innsbrucku miał tylko jedną serię, a Kamil zakończył go na czwartym miejscu. Koszulkę lidera TCS-u stracił, ale w Bischofshofen pokonał rywali, nie zostawiając im złudzeń, co ostatecznie przełożyło się na triumf w klasyfikacji generalnej turnieju.











