Kosmiczny skok Kamila Stocha, tego rekordu nikt nie pobił do dziś. Teraz ma wielki problem
Jeszcze trzy lata temu Kamil Stoch oddał niebywały skok w Engelbergu, ustanawiając niepobity do dziś nieoficjalny rekord skoczni, a następnie w pięknym stylu wygrał - po raz trzeci w karierze - Turniej Czterech Skoczni. Teraz natomiast nasz trzykrotny mistrz olimpijski ma wielki problem, zmagając się z olbrzymim kryzysem formy, a polscy fani skoków narciarskich z niepokojem czekają na to, jak w Niemczech i Austrii spisze się nasza kadra dowodzona przez trenera Thomasa Thunrbichlera.

Wczoraj minęła trzecia rocznica kosmicznego skoku Kamila Stocha, który w 2020 roku podczas treningu ustanowił nieoficjalny rekord skoczni Gross-Titlis-Schanze w Engelbergu, szybując aż 146 metrów. To rezultat, którego nikt dotąd nie zdołał pobić. - To się niestety nie zapisze na kartach historii, bo w treningu rekordy się nie liczą, ale fajnie było się przelecieć - mówił potem Kamil Stoch w rozmowie z serwisem Skijumping.pl.
I choć tamta genialna próba rzeczywiście nie mogła zostać zapisana w oficjalnych kronikach w rubryce rekordów, zapadła zapewne w pamięci wieku kibiców skoków narciarskich. Do historii za to na pewno przeszło to, co Kamil Stoch zrobił uskrzydlony po wyjeździe z Engelbergu już podczas Turnieju Czterech Skoczni. I gdy Piotr Żyła rywalizował z Andrzejem Stękałą o "Złotego Bażanta", nasz trzykrotny mistrz olimpijski zdeklasował rywali w walce o Złotego Orła.
Kamil Stoch rozpoczął wówczas z wysokiego - choć nie najwyższego - "C", zajmując drugie miejsce w Oberstdorfie, a następnie otarł się o podium w Ga-Pa, zajmując czwartą lokatę. W austriackiej części Turnieju Czterech Skoczni nie miał już jednak sobie równych, wygrywając w Innsbrucku oraz Bischofshofen. Dzięki temu wygrał Turniej Czterech Skoczni z ogromną przewagą nad Niemcem Karlem Geigerem oraz swoim reprezentacyjnym kolegą - Dawidem Kubackim.
Skoki narciarskie. Turniej Czterech Skoczni tuż, tuż. A Kamil Stoch z kryzysem formy
Teraz polscy fani skoków narciarskich mogą tylko żyć tymi wspomnieniami, bowiem nic nie zapowiada, by reprezentanci Polski mieli bić się o czołowe lokaty. Ba, w zaistniałych okolicznościach ucieszyłyby nas zapewne po prostu miejsca podopiecznych trenera Thomasa Thurnbichlera w czołowej dziesiątce.
Sam Kamil Stoch przekonuje, że jego skoki wracają do optimum, a brakuje mu "tylko" odpowiedniej pewności siebie i dobrego timingu na progu.
Pozycję najazdową mam względnie ustabilizowaną. No i z tego już można cokolwiek robić. To są skoki jeszcze takie nie full pewne, w sensie takim, że nie ma w nich takiej pełnej energii, pełnego zaangażowania. One są jeszcze takie "a zobaczymy, co będzie". Przez to nie ma jeszcze takiego dobrego odejścia z progu, ale to już jest myślę dobra baza, z której można coś zrobić
Można jednak obawiać się tego, że w najbliższej odsłonie Turnieju Czterech Skoczni Kamil Stoch zajmie najniższą pozycję w klasyfikacji generalnej od wielu lat - nie licząc sezonu 2021/22, gdy po nieudanych kwalifikacjach w Innsbrucku został wycofany ze startu w Bischofshofen, przez co został sklasyfikowany na 53. pozycji. Wcześniejszy najgorszy wynik w TCS zanotował w kampanii 2015/16 zajmując 23. lokatę.
Oczywiście, tak wielkiego mistrza jak Kamil Stoch nie można nigdy skreślać. Wiara w jego świetne występy podczas najbliższej odsłony rywalizacji o Złotego Orła opierać się może jednak jedynie na nadziei, a nie na jakichkolwiek racjonalnych przesłankach.











