Kolejny absurd w Pucharze Świata. "Przecież to jest chore". Burza po konkursie w Vikersund
- Trudno mi w ogóle powiedzieć coś sensownego na ten temat. Taki konkurs nie powinien się odbyć - grzmiał po ostatnich zawodach cyklu Raw Air wiceprezes Tatrzańskiego Związku Narciarskiego Rafał Kot w rozmowie z "WP Sportowe Fakty". Oburzenie działacza wywołał nie tylko przebieg konkursu, lecz również postawa jego organizatorów. Ci wprowadzili ogromne zamieszanie, które skonsternowało kibiców.

Dość zaskakujący przebieg miał ostatni konkurs cyklu Raw Air, rozgrywany w niedzielę. Sobotnie zawody zostały odwołane z powodu trudnych warunków, a organizatorzy postanowili, że jedna seria zostanie przeniesiona na następny dzień. W tej sytuacji skoczkowie rywalizowali od 11:00, a kilka godzin później ponownie musieli stawić się na skoczni w Vikersund, tym razem już zgodnie z planem.
W trudnych i zmiennych warunkach nie poradzili sobie Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Dość powiedzieć, że ich próby kolejno na 105 i 146 metrów były kompromitujące. Ostatni konkurs Raw Air podzielony został na trzy serie - w pierwszej brało udział 30 skoczków, w kolejnej najlepsza 20., a w finałowej tylko 10 zawodników.
Był jasny plan na ten skok - dodał już nieco poważniej. - Chciałem to "puścić", iść na całość. Wszystko poszło do przodu, zero odbicia. Zastanawiałem się, czy odciągnąć głowę, ale myślę sobie - lepiej nie, bo się zaraz rozbiję o bulę. To najlepsze podsumowanie tego sezonu. Przykre, ale trzeba podejść do tego z dystansem i humorem
Aleksander Zniszczoł uratował honor polskich skoczków w Vikersund
Znów najlepszy z Polaków okazał się Aleksander Zniszczoł. 30-latek znalazł się w finałowej dziesiątce, a jakby tego było mało, w pierwszym skoku poleciał aż na 243. metr, tym samym poprawiając swój osobisty rekord. Po udanych zawodach nie krył przed kamerami radości.
- Do teraz nie potrafię uwierzyć, jak ja z takiego skoku tyle zaleciałem. Normalnie sunąłem po ziemi przez cały lot. Wyszedłem troszkę za wcześnie i za bardzo do kierunku. Tam jeszcze troszkę "przyciąłem" na buli. Ale potem to już się super leci - zdradził w rozmowie z "Eurosportem".
Polski działacz oburzony organizacją zawodów Raw Air. "Taki konkurs nie powinien się odbyć"
Wiele cierpkich słów natomiast na temat przebiegu rywalizacji, a także postawy organizatorów zawodów miał wiceprezes Tatrzańskiego Związku Narciarskiego Rafał Kot. W rozmowie z "WP Sportowe Fakty" dał upust swoim emocjom, mocno krytykując organizację konkursu w Vikersund.
Trudno mi w ogóle powiedzieć coś sensownego na ten temat. Taki konkurs nie powinien się odbyć. Eksperci i dziennikarze, a być może sami zawodnicy mogli poczuć się zdezorientowani, co dopiero kibice, którzy oglądają skoki raz na pół roku. Panował jeden wielki organizacyjny chaos. To się nie powinno wydarzyć. FIS ponownie zaskoczyła. Bynajmniej nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu
Organizatorzy przyjęli dość nietypowe kryteria w kwestii kolejności startowej skoczków w drugiej serii. Kontrowersyjny pomysł spotkał się z dezorientacją ze strony kibiców. Skoczkowie na belce powinni zasiadać według miejsc zajmowanych w cyklu Raw Air, jednak zdecydowano inaczej. Oburzenie eksperta wywołała również procedura sprawdzania sprzętu zawodników.
- Jak można dopuścić do sytuacji, w której skoczek oddaje jedną próbę i rzekomo spełnia normy, nie zmienia kombinezonu i po drugiej zostaje zdyskwalifikowany. Przecież to jest chore. FIS strzela sobie w plecy i po piętach. W plecy, ze względu na nieprecyzyjne kontrole, po piętach z tytułu dziwnych, nielogicznych decyzji. Absurd w tej dyscyplinie nie jest niczym niespotykanym. Wielka szkoda - dodał działacz.
Sezon zimowyw skokach narciarskich zmierza już ku końcowi. Do rozegrania pozostały już tylko dwa konkursy indywidualne i jeden drużynowy w Planicy.
















