Kolejnego skandalu skoki narciarskie mogą nie przetrwać. FIS wprowadziła wielkie zmiany
To, co wydarzyło się w czasie mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Trondheim w rywalizacji skoczków narciarskich, mogło całkowicie obrzydzić tę dyscyplinę kibicom sportu. Norwegowie dopuścili się manipulacji na niebywałą do tej pory skalę i stracili swoje medale. W toku śledztwa okazało się, że przewinień dopuszczały się także inne kraje, a kontrolerzy Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) na jednych patrzyli przychylnym okiem, a innych karcili. Po zimie działacze zabrali się do pracy, przewietrzyli struktury wśród kontrolerów i wprowadzili bardzo surowe zasady. To ma być koniec świętych krów w skokach, a konkursy mają być o wiele bardziej sprawiedliwe. Czy rzeczywiście tak będzie? To wszystko zależy od kontrolerów. Teraz od nich zależy przyszłość tej dyscypliny sportu.

W skrócie
- Po skandalu w Trondheim FIS przeprowadziła poważne reformy, wymieniając kontrolerów i zaostrzając przepisy dotyczące sprzętu.
- Wprowadzono nowy system żółtych i czerwonych kartek, mający ukrócić manipulacje oraz zapewnić równość w traktowaniu zawodników.
- Zmodyfikowano zasady dotyczące kombinezonów i kontroli sprzętu, a przyszłość dyscypliny zależy teraz od konsekwentnych działań kontrolerów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Jedną z pierwszych decyzji Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) po skandalu była zmiana w strukturach kontrolerów sprzętu. Szefem został Austriak Juergen Winkler, który zastąpił Christiana Kathola. Ten twierdził, że decyzję o odejściu podjął już w lutym, ale wygląda na to, że prawdopodobnie został poproszony o odejście, bo jednak był twarzą jednego z największych skandali w skokach narciarskich, jakiego dopuścili się Norwegowie.
W strukturach znalazło się też miejsce dla innego Austriaka Mathiasa Hafele, który w ostatnich latach pracował w polskiej reprezentacji.
Mathias Hafele - człowiek, z którym wiązane są duże nadzieje. Zaczyna się walka o uratowanie reputacji skoków narciarskich
To człowiek, który uważany jest za specjalistę od sprzętu, a przede wszystkim się na nim zna, co tylko może pomóc skokom narciarskim.
Potrzebny był taki człowiek w FIS, jak Mathias Hafele. On zna się doskonale na sprzęcie i na tym, jak uszyte są kombinezony. Od dłuższego czasu nie było w federacji nikogo, z kim można byłoby porozmawiać i kto pracowałby na kombinezonach. Z jednej strony to bardzo dobrze, że Mathias jest w FIS. Z drugiej - wiedział, co my mamy i na czym on robił przewagę nad rywalami, kiedy pracował u nas. I to zostało teraz ukrócone. Zaakceptowaliśmy to, a jeśli będzie restrykcyjna kontrola, to jesteśmy za. Kibicuję Mathiasowi w tym, by miał współpracowników, którzy pójdą z nim w jedną stronę i w tym by miał odwagę do podejmowania trudnych decyzji
- W osobie Mathiasa Hafele FIS zatrudniła profesjonalistę, który zna się na rzeczy, wie, co robi i wie, jak kontrolować sytuację. Ustalił pewne granice i usprawnił proces. To stanowisko zostało generalnie bardzo dobrze przyjęte w środowisku narciarskim - dodał Stefan Horngacher, trener niemieckich skoczków, cytowany przez "Die Welt".
FIS ma za sobą - jak to mówił Sandro Pertile, dyrektor Pucharu Świata - "wyjątkowo trudne miesiące". Organizacja musiała pracować nad tym, co zrobić, by znowu odbudować wiarygodność skoków narciarskich, a ta została mocno nadwątlona przez skandal w Trondheim. Na dodatek FIS ucierpiała wizerunkowo, bo początkowo mocno opierała się kontroli kombinezonów Norwegów. Organizacja postanowiła wyciągnąć wnioski i starała się opracować przepisy w ten sposób, aby manipulacje nie miały miejsca. Zaczyna się walka o reputację skoków i odzyskanie utraconego zaufania.
- Problem ze sprzętem całkowicie zaostrzył się ubiegłej zimy. Może to jednak dobrze, że tak się stało, bo dzięki temu sprawy zostaną dokładniej przeanalizowane, a przepisy zoptymalizowane. Musimy odzyskać zaufanie. To, co się stało, zdecydowanie nie służy temu sportowi. Ale jesteśmy na dobrej drodze. Mamy wielką nadzieję, że w końcu wszystko będzie sprawiedliwe i znów będziemy mogli rozmawiać o skokach narciarskich - mówił Horngacher na łamach "Die Welt".
To największa zmiana przed zimą. Będą żółte i czerwone kartki. System nie jest jednak jasny, ale ma odstraszać
Centralnym punktem zmian jest system żółtych i czerwonych kartek. Każdy skoczek, który zostanie zdyskwalifikowany lub nie zostanie dopuszczony do startu, otrzyma żółtą kartkę. Każde kolejne naruszenie przepisów skutkować będzie czerwoną kartką i zawieszeniem w kolejnych zawodach. Czerwona kartka pozbawi skoczka występu w trwającym oraz następnym weekendzie zawodów. W tej sytuacji kwotę startową będzie traciła także reprezentacja, której zawodnik zostanie ukarany. Nie będzie można go zastąpić innym skoczkiem. To ma zniechęcić poszczególne kadry do kombinowania.
Nie mam jeszcze pewności, jak dokładnie będzie funkcjonował system żółtych i czerwonych kartek. Z pewnością ma działać odstraszająco, zwłaszcza że może prowadzić do wykluczenia z kolejnych zawodów. Problem w tym, że nadal brakuje jasnych wytycznych, za jakie konkretnie przewinienia będą one przyznawane. Rozmawiałem o tym z Mathiasem Hafele, który przyznał, że decyzja będzie należeć do kontrolerów, lecz na razie nie określono jednoznacznych kryteriów
- W Klingenthal mieliśmy dyskwalifikację za przepuszczalność materiału, ale badanie dotyczyło miejsca, w którym znajduje się wklejany czip, co naturalnie wpływa na wynik pomiaru. Niżej wszystko było w normie. Wtedy też pojawiło się pytanie, czy taka sytuacja kwalifikowałaby się na żółtą kartkę. Ludzie z FIS nie potrafili jednak udzielić jednoznacznej odpowiedzi - dodał polski trener, który ściśle współpracuje z Horngacherem.
System kartkowy będzie obowiązywał na wszystkich szczeblach rozgrywek FIS - w Pucharze Świata, Pucharze Kontynentalnym i zawodach FIS Cup.
- Akceptujemy system kartkowy. Mogą być jednak z tym problemy. W przypadku grupy krajowej, jeśli zawodnik X dostanie kartkę, a potem dostanie ją też w Pucharze Kontynentalnym i w konsekwencji otrzyma czerwoną kartkę, to stracimy wtedy miejsce w Pucharze Świata. I będę musiał powiedzieć jednemu ze stałych kadrowiczów, że niestety nie pojedzie na zawody przez czerwoną kartkę kolegi. To byłaby dla nas szalenie trudna decyzja, ale zakładamy, że do takiej sytuacji nie dojdzie. Wiemy jednak, jak kontrolerzy podchodzą do grupy krajowej, którą możemy wystawić w konkursach w Polsce. Wtedy chcą jeszcze bardziej się wykazać. Dlatego będziemy musieli się bardzo pilnować - powiedział Maciusiak.
- Zgadzam się z tym, że powtarzające się naruszenia przepisów powinny pociągać za sobą konsekwencje. Czy rzeczywiście doprowadzi to do większego szacunku? To się dopiero okaże. Niektóre kraje traktują przepisy bardzo poważnie, inne mniej, a potem są konfrontowane z ich naruszeniami - dodał Austriak Heinz Kuttin, trener kadry niemieckich skoczkiń narciarskich.
Zmiana w kombinezonach, to będzie teraz kluczowy pomiar
Jeżeli chodzi o kombinezony, to w nich zmienił krój i kształt, co powoduje, że wyglądają na węższe. Obwody jednak pozostały takie same. Zmiany zostały dokonane w szczególności wokół końcówek rękawów i nogawek. Zostały one precyzyjniej zdefiniowane, aby zapewnić mniej miejsca na manipulację. Pomiary ud wokół krocza mają z kolei pozostawiać mniej miejsca na obniżenie kroku, co pomaga w fazie lotu. Ponadto rękawice posiadają określoną grubość i długość. Ujednolicono również dopasowanie butów oraz wkładek.
Obecnie kombinezony są wyraźnie bardziej dopasowane i widać poprawę. Dla mniejszych nacji to ważna zmiana, bo dzięki ograniczeniu liczby kombinezonów oraz zakazowi ich ciągłego modyfikowania zmniejszył się dystans do najlepszych. Nie mamy takich możliwości testowych jak silniejsze drużyny, więc obecne przepisy pozwalają nam realniej rywalizować
Pomimo obnażenia tego systemu podczas ostatniego czempionatu w Norwegii, system znakowania czipami kombinezonów pozostanie w mocy. Tym razem mikroprocesory FIS mają być wszywane dopiero po sprawdzeniu strojów przez kontrolerów sprzętu oraz weryfikacji ich zgodności z pomiarami zawodnika. Odrzucone kombinezony po poprawkach będą mogły zostać ponownie przedstawione FIS dopiero w kolejny weekend.
Kluczowym elementem regulacji jest pomiar wykonany techniką 3D. Dwóch kontrolerów oraz lekarz będą rejestrować wymiary ciała, takie jak długość ramion i nóg, a także rozmiar stopy. Tylko kombinezony idealnie dopasowane do wymiarów ciała otrzymają czip.
Nowością jest podwójny system kontroli. Dwóch kontrolerów będzie sprawdzało zawodników po skoku, a trzeci będzie monitorował zachowanie skoczków w strefie startowej.
Skoczkowie potwierdzają. Kontrole są bardziej restrykcyjne
Sami zawodnicy przyznają, że da się odczuć, ze kontrola sprzętu jest teraz ostrzejsza.
- Kontrole są bardziej restrykcyjne i widać, że wszyscy ich przestrzegają. Niech sprawdzają, bo w końcu od tego są - mówił Kamil Stoch.
- Kontrole są teraz bardziej zaostrzone. Nie widać tego jednak w czasie zawodów, ale bardziej podczas czipowania kombinezonów. Nie zmieniło się jednak jakoś bardzo. Może teraz więcej zawodników jest sprawdzanych i poddawani są bardziej szczegółowej kontroli - wtórował mu Kacper Tomasiak, który z kolei ma doświadczenie nie tylko z Letniego Grand Prix, ale także z Pucharu Kontynentalnego.
Przyszłość skoków narciarskich leży w rękach kontrolerów
Teraz tylko od kontrolerów i działań FIS zależy, czy skoki odzyskają wiarygodność po wydarzeniach z Trondheim. Komentarze po tym, jak kontrola wyglądała latem, wskazują, że można mieć nadzieję, że w końcu zacznie być normalnie w tej dyscyplinie sportu.
- Na pewno popieramy wprowadzone zmiany w strojach i w kontroli. Na każdym kroku podkreślam, że dla skoków bardzo ważne jest, żebyśmy jak najmniej mówili o sprzęcie, a jak najwięcej o sportowej rywalizacji. Oczywiście tego się nie uniknie, gdzie sprzęt odgrywa dużą rolę. Będziemy się przyglądać i rywalom, i kontroli. Mogę zapewnić, że nasza kadra ma kombinezony przepisowe - mówił Maciusiak.
Mathias Hafele i inni kontrolerzy wiedzą, że nie mogą popuścić na żadnym Pucharze Świata, bo się to po prostu rozjedzie. Kontrole muszą być przeprowadzane według tego samego systemu i z wielką dokładnością. Musi też być konsekwencja. Jak się to rozjedzie, to wszelkie zapowiedzi poprawy sytuacji mogą lec w gruzach. W Klingenthal widzieliśmy, że nie do końca było fair. Najważniejsze jest, by zapowiedzi sprzed sezonu były realizowane w jego trakcie
W Klingenthal, co rzucało się w oczy to fakt, że kompletnie nie były przeszkolone osoby, które doprowadzały skoczków do kontroli. Ci, zanim weszli do pomieszczenia, gdzie odbywa się ich sprawdzanie, robili wygibasy w kombinezonach, a Domen Prevc nawet chciał składać autografy przed kontrolą. To tylko pokazuje, jak wiele pracy jeszcze czeka FIS.
- Na pewno widać, że FIS skutecznie ograniczyła manipulacje przy sprzęcie i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Kluczowe jest jednak to, aby taka sama, jednolita kontrola odbywała się we wszystkich konkursach i by każdy skoczek był traktowany jednakowo. Jeśli ten trend się utrzyma, można dostrzec wiele pozytywów. Najważniejsze jest stałe i konsekwentne działanie kontrolerów, bo nawet minimalnie większy kombinezon potrafi na skoczni stworzyć ogromną przewagę, co sami testowaliśmy - zauważył Sobczyk.
- Teraz pomiary zawodników są naprawdę sprawiedliwe i mam nadzieję, że tak to zostanie utrzymane zimą. Wygląda na to, że nie będzie świętych krów. Oczywiście dyskwalifikacje naszych skoczków bardzo bolą, ale kiedy wiemy, że czegoś brakuje, to nie ma co dyskutować. Mam nadzieję, że zimą - tak jak latem - wszyscy będą traktowani równo pod tym względem - dodał Wojciech Topór, trener kadry B w reprezentacji Polski, który z kolei widział, jak wyglądała kontrola w Pucharze Kontynentalnym.
"Nawet kibic przed telewizorem widział, że coś jest nie tak". "Jak wróci kombinowanie, skoki mogą tego nie udźwignąć"
Wszyscy trenerzy podkreślają, że teraz najważniejszym zadaniem dla FIS jest doprowadzenie do takiej sytuacji, by o sprzęcie mówiło się jak najmniej.
- Potrzebna jest konsekwencja w kontroli. W poprzednich latach nawet kibic przed telewizorem widział, że coś jest nie tak. Nie trzeba było mieć metra, by wiedzieć, że kombinezon jest za duży u niektórych zawodników. Reprezentacje patrzyły na siebie i skoro jedni mogli skakać w większych strojach, to inni też szli w tym kierunku. Głupio byłoby przecież iść skakać w innym kombinezonie, skoro wszyscy szli na skocznię w zbyt dużych - mówił Topór.
- Kluczowe jest jednak, aby kontrolerzy ani na chwilę nie odpuścili, bo wtedy szybko wróci kombinowanie, a wraz z nim nerwy w ekipach. Jeśli ponownie zaczniemy mówić o oszustwach sprzętowych, skoki narciarskie bardzo na tym stracą. Po wydarzeniach z ubiegłej zimy już odczuwamy utratę kibiców i sponsorów - kolejnych takich sytuacji dyscyplina może nie udźwignąć - zauważył Sobczyk.
Zobacz również:















![Liga Konferencji w pigułce: najlepsze gole w 74 sekundy [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000M2KCRVSB5SKGL-C401.webp)
