Katastrofa Aleksandra Zniszczoła. Polak nie wie, co się dzieje
Aleksander Zniszczoł miał udane dwa ostatnie sezony i miał być podporą polskiej reprezentacji w skokach narciarskich tej zimy. Od jego dobrych występów zależy też los czwartego miejsca dla naszego kraju na zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo. Niestety wiślanin w czwartym konkursie tej zimy po raz czwarty pozostanie bez punktów, a jeśli dodamy do tego jeszcze miejsce poza serią finałową w Letnim Grand Prix w Klingenthal, to rysuje się nam katastrofalny obraz formy Polaka.

W skrócie
- Aleksander Zniszczoł przechodzi kryzys formy i nie zdobył punktów w czterech konkursach tej zimy.
- Sam zawodnik przyznaje, że nie rozumie przyczyn słabej dyspozycji i jest sfrustrowany swoją sytuacją.
- Trener oraz Zniszczoł analizują możliwe powody problemów, w tym presję, sprzęt oraz przygotowania, lecz na razie nie znaleźli rozwiązania.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Trzeba przyznać szczerze, Aleksander Zniszczoł skacze tej zimy po prostu słabo. Sezon rozpoczął od tego, że nie przebrnął kwalifikacji w Lillehammer. Potem była wpadka z dziurą w kombinezonie i ostatnie miejsce w konkursie.
We wtorek, 25.11 w Falun na normalnej skoczni zabrakło mu zaledwie 0,2 pkt. do awansu do serii finałowej. Trener kadry Maciej Maciusiak mówił o tym, że Zniszczoł mógł być zadowolony i jeśli tylko tak samo, jak na normalnym obiekcie będzie skakał na dużej skoczni, to wtedy powinno polecieć. Nie poleciało...
Zniszczoł oddawał słabe skoki, choć ten pierwszy treningowy jeszcze dawał nadzieję - i nie przebrnął kwalifikacji. Drugi raz w czwartym konkursie tej zimy.
Aleksander Zniszczoł: Nie wiem, co się dzieje. Żeby tak skakać, musiałbym to robić specjalnie
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Nie ma co ukrywać, że to jest dla ciebie katastrofa. Co się wydarzyło, bo miało lecieć na dużej skoczni, a ty spadałeś jak kamień?
Aleksander Zniszczoł: - Też chciałbym znać odpowiedź na to. We wtorek w Falun ewidentnie zrobiłem krok naprzód i moje skoki były dużo lepsze. Tymczasem wszedłem na dużą skocznię i pierwszy skok był jeszcze do zaakceptowania, ale co się stało w kolejnych? Nie wiem. W ogóle nie leciało. To dla mnie bardzo trudne, żeby wytłumaczyć, co się dzieje, bo sam nie wiem. Żeby tak skakać, musiałbym to robić chyba specjalnie.
Może spina cię presja obrony czwartego miejsca dla reprezentacji Polski w rankingu olimpijskim?
- Chciałbym, żeby to nie miało znaczenia. Na pewno jednak to siedzi gdzieś w głowie, bo też mi bardzo zależy na tym, by wywalczyć to miejsce. Staram się jednak o tym nie myśleć i bardziej skupiam się na swoich skokach, Nie idzie to jednak w tym kierunku, w jakim bym chciał.
Co teraz? Już w czwartek przelatujecie do Ruki, ale może warto się zastanowić nad tym, czy jednak nie odpuścić tych startów?
- Nie wiem. Niby moje skoki są podobne do siebie, a jednak jednego dnia jest lepiej, a innego fatalnie. Na kamerze, kiedy widzę swoje skoki klatka po klatce, to wydaje mi się, że jest w porządku. Nie ma jednak z tego skoku metrów. I to jest bardzo zastanawiające. Trudno jest to wytłumaczyć.
Może to problem ze sprzętem?
- Nie wiem. Mamy od tego sztab. Sprzęt był cały czas dopasowywany. Inni w kadrze jakoś skaczą, więc widać, że się da. Trzeba tylko znaleźć, co jest problemem. Moim zdaniem dobrze byłoby, żebym pojechał do Ruki. Mam stamtąd dobre wspomnienia. To skocznia, na której szczęście może się uśmiechnąć do mnie. We wtorek zabrakło mi do serii finałowej 0,2 pkt. Gdybym awansował, to myślę, że to by ruszyło. Zazwyczaj u mnie tak było, że jak się przełamałem, to już później szło. Na razie to dla mnie kolejne zawody, w których jest... zawód. Nie będę jednak płakał, bo nic mi to nie da. Próbuję znaleźć rozwiązanie tego, jak wyjść z dołka.
"To jest katastrofa. Kiedy wchodzę na skocznię, wszystko się psuje"
Nie tak obie wyobrażałeś start tego sezonu.
- Cztery zera na początek zimy, to jest katastrofa. To jest dla mnie niewytłumaczalne. Nie znam przyczyny.
A treningi na zgrupowaniu w Wiśle i Zakopanem, jak wyglądały?
- W Wiśle było naprawdę bardzo fajnie. W Zakopanem zacząłem nieźle, ale końcówka była słabsza. Nie wyglądało to zbyt dobrze, ale zostałem na dodatkowy trening w poniedziałek, żeby to wyprostować. I zgrupowanie zakończyłem dobrze. Nie wiedziałem, jak to będzie wyglądało w Lillehammer, ale po pierwszym skoku uspokoiłem się, bo myślałem, że jestem we właściwym miejscu. Potem zaczęły się schody na dół. To frustrujące, ale się nie poddaję. Na sucho moje skoki są w porządku, ale kiedy wchodzę na skocznię, to wszystko się psuje.
W Falun - rozmawiał Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













