Sobotni, premierowy konkurs Letniej Grand Prix miał dla polskich kibiców słodko-gorzki smak. Co prawda punkty zdobyło aż sześciu naszych reprezentantów, lecz najlepszy z nich, Kacper Tomasiak był dopiero siódmy, z pokaźną stratą punktową do podium. Szansą na poprawę dorobku dla wszystkich Polaków miała być niedziela. I faktycznie, dzień ten przynajmniej przez kilka minut był dla nas zdecydowanie lepszy. Głównie za sprawą Kamila Waszka, który lada dzień (4 sierpnia) obchodzić będzie 20. urodziny. Młodzian najpierw cieszył się z życiowego wyniku, by niedługo później przełknąć gorzką pigułkę w postaci dyskwalifikacji.
Kamil Waszek objawieniem w Wiśle
W pierwszej serii Waszek odpalił prawdziwą "petardę". Po swoim locie na 137. metr bardzo długo prowadził, a zmienić na pierwszej pozycji zdołał go dopiero Estończyk, Kaimar Vagul, który lądował o metr bliżej, lecz startował z niższej belki (18. względem 19. u Waszka). Do tego duetu kolejni zawodnicy nie byli jednak w stanie się zbliżyć. Wyprzedził go dopiero sobotni triumfator, Naoki Nakamura. Japończyk z 17. belki skoczył 128,5 metra, miał mało odjętych za wiatr punktów i wyprzedził Vagula o 0,9 punktu.
Po pierwszej próbie młody Polak był trzeci, do lidera tracąc 3,7 punktu. Do finału awansowali też Kacper Tomasiak (120 metrów, 14. miejsce), Maciej Kot (124 metry, 19.), Dawid Kubacki (119 metrów, 24.) oraz Paweł Wąsek (123 metry, 30.). Z Polaków poza czołową "30" zmagania zakończył tylko Klemens Joniak, który był 32. (120,5 metra).
Otwierający serię finałową Wąsek skoczył 125,5 metra. Pozwoliło mu to zyskać kilka pozycji, w przeciwieństwie do Kubackiego, który po próbie na 117. metr osunął się w klasyfikacji na sam jej koniec. Trzeci ze skaczących w finale Polaków, Kot, uzyskał 127 metrów.
O wiele lepiej od tej trójki wypadł Tomasiak. W finale poszybował aż na 131. metr, co wydawało się znakomitym wynikiem. Nie pozwoliło mu jednak znacząco przesunąć się w klasyfikacji. Przed ostatnią dziesiątką skoczków był trzeci.
Zajmujący po pierwszej próbie dziesiątą pozycję Roman Koudelka skoczył 132 metry i po swojej próbie był drugi. Prowadzenia nie zdołał objąć też skaczący po nim Benjamin Oestvold, który po skoku na 128. metr spadł za Tomasiaka. Również Lukas Haagen, Austriak nie zdołał odegrać większej roli. On co prawda wyprzedził naszego multimedalistę olimpijskiego, ale po swej próbie był "dopiero" czwarty.
Lokaty w czołowej "10" nie zdołał utrzymać też Fin, Niko Kytosaho, który po pierwszym skoku był siódmy (127 metrów). Świetnie wypadł za to skaczący po nim Kazach, Danił Wassiljew, który lądował na 132. metrze i został liderem. Na górze obiektu pozostawała już tylko piątka zawodników.
Piąty po pierwszej serii Rok Oblak lądował pół metra bliżej od Kazacha, ale zdołał go wyprzedzić. Sztuka ta nie udała się Gregorowi Deschwandenowi, który skoczył 131,5 metra. Waszek, siadając na belce musiał mierzyć się z ogromną presją. Ale podołał zadaniu - uzyskał 128 metrów. Pierwotnie dawało to szóstą pozycję w całych zawodach, ale... tuż po ich zakończeniu okazało się, że 19-latek został zdyskwalifikowany. Powodem była niewłaściwa szerokość nart.
Zawody wygrał Naoki Nakamura, który w finale, skacząc z obniżonego o dwie belki rozbiegu zdeklasował konkurentów. Drugi był Kaimar Vagul z Estonii, a trzeci - Rok Oblak.
Kacper Tomasiak ostatecznie zajął 10. pozycję. 18. był Maciej Kot, 23. Paweł Wąsek, a 29. Dawid Kubacki. Kolejne konkursy LGP już za tydzień. Gospodarzem będzie francuskie Courchevel.














