Kamil Stoch wrócił do światowej czołówki. Czuł jednak niedosyt. "Puściłem wodze fantazji"
Kamil Stoch w dwóch ostatnich występach na inaugurację sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich nie awansował do serii finałowej. Teraz w Lillehammer, już po konkursie mikstów rozbudził nadzieje kibiców, co tylko potwierdził w kwalifikacjach, zajmując czwarte miejsce. 38-latek walczył o czołowe lokaty w konkursie, ale ostatecznie skończył rywalizację poza "10". Po konkursie czuł duży niedosyt. Wskazał też, co mu przeszkodziło w tym, by rozpocząć sezon jeszcze lepiej.

W skrócie
- Kamil Stoch po dwóch nieudanych sezonach wrócił do czołówki światowej, pokazując dobrą formę w kwalifikacjach w Lillehammer, choć ostatecznie zajął 13. miejsce.
- Sportowiec przyznaje, że w drugim skoku zbyt mocno zaryzykował, wyrażając jednocześnie niedosyt i poczucie, że stać go na lepszy wynik.
- Stoch chwali postawę młodego Kacpra Tomasiaka i pozytywnie ocenia szanse polskiej drużyny na udany sezon.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Kamil Stoch ma za sobą dwa słabe sezony. Przed tą zimą zapowiedział, że to jest jego ostatni sezon w Pucharze Świata. Dlatego też każdy konkurs z jego udziałem jest wyjątkowy.
38-latek znakomicie spisał się w kwalifikacjach w Lillehammer, zajmując czwarte miejsce. Po pierwszej serii konkursowej zajmował dziesiąte miejsce i miał szansę na to, by po raz pierwszy od marca 2023 roku znaleźć się w "10" Pucharu Świata. Niestety po drugim skoku spadł na 13. pozycję.
Kamil Stoch: poszedłem va banque, to nie miało szansy powodzenia
To był dobry dzień dla ciebie?
- Tak, ale jednak z odrobiną niedosytu. Tak. Trochę przesadziłem w tym drugim skoku. Puściłem wodze fantazji i poszedłem va banque. Popełniłem błąd, bo zbyt agresywnie poszedłem z progu, a w tych warunkach to nie miało szansy powodzenia. Trzynaste miejsce mogę jednak uznać za dobry wynik. Pokazuje mi ono wiele, bo widzę, że mam dużą rezerwę.
Masz zatem takie poczucie, że to 13. miejsce nie do końca oddaje twoją aktualną dyspozycję?
- Tak. Uważam, że stać mnie na miejsce w "10", co zresztą pokazała pierwsza seria, ale też kwalifikacje. Skoki są stabilne i równe. Na dobrym poziomie. Teraz będę kontynuował pracę.
Te sobotnie skoki dadzą ci teraz spokój na kilka najbliższych tygodni?
- Może tak. Te pierwsze konkursy są takim trochę wskaźnikiem tego, w jakim miejscu się znajdujesz. One jednak nie pokazują tego, jak będzie wyglądał cały sezon, bo jeszcze wiele razy to się będzie zmieniało. Dla mnie ważne jest to, że osiągnąłem dobry wynik, ale mam też wiele zastrzeżeń do siebie o ten drugi skok.
"To jest jak poskramianie lwa"
Znowu ambicja wzięła górę?
- Taki już jestem. To jest jak poskramianie lwa. W klatce nic ci nie zrobi, ale jak go wypuścisz, bo już myślisz, że możesz, że go oswoiłeś, a on ci wtedy pokazuje, na co go stać. I tak jest ze mną.
Jesteś wielkim mistrzem, ale miałeś nieudane ostatnie dwa sezony. Teraz znowu stałeś się liderem kadry i pokazujesz to drugi dzień z rzędu.
- Czuję się dobrze z tym, choć nigdy nie uważałem się za lidera kadry. Jestem zdania, że każdy z nas prezentuje najwyższy poziom sportowy. Każdy też walczy dla siebie, ale im mocniejsza jest drużyna, tym większa szansa na to, że jednostka pokaże się z jeszcze lepszej strony i uwolni swój potencjał. Dlatego życzę tej drużynie, by osiągnęła maksimum swoich możliwości.
Skoro nawiązałeś do drużyny, to chyba udany dla was początek sezonu?
- To zdecydowanie jeden z lepszych początków sezonów w ostatnich latach. Mam nadzieję, że pokaże on nam, gdzie jest nasze właściwe miejsce.
Stoch: Kacper Tomasiak może się pięknie rozwinąć
W sobotę wspaniale w Pucharze Świata zadebiutował 18-letni Kacper Tomasiak, który był 18. Widzisz w tym chłopaku cząstkę siebie?
- Nie, ale nie dlatego, żebym mu w jakikolwiek sposób umniejszał. Kacper imponuje mi swoim podejściem i wyrafinowaniem, ale w pozytywnym znaczeniu. Już teraz jego poziom sportowy jest bardzo wysoki. Życzę mu jak najlepiej, bo może się pięknie rozwinąć.
Kiedyś to ciebie porównywano do Adama Małysza. Teraz tych młodych będziemy porównywać do ciebie, czy Dawida Kubackiego lub Piotra Żyły. To obciąża chyba głowę.
- Na pewno takich porównań nie unikniemy. Uważam jednak, że każdy z nas jest inny i dlatego tak bardzo się różnimy.
W Lillehammer - rozmawiał Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













