Reklama

Reklama

Kamil Stoch specjalnie dla Interii: Staram się nie wybiegać myślami na 10 lat do przodu

Kamil Stoch na razie nie nosi się z zamiarem zakończenia kariery. Znakomicie! /Fot. Marek Dybas/REPORTER /East News

- Wie pan, dla mnie to naprawdę było niesamowite doświadczenie. A także już pewna lekcja, bo nie ukrywam, że w przyszłości chciałbym wspomóc podopiecznych naszego klubu, jak i sam być trenerem w tym klubie, dokładając cegiełkę w procesie rozwoju polskich skoków narciarskich (uśmiech). Niewątpliwie traktuję to jako coś przyszłościowego, ale również coś bardzo wartościowego tu i teraz - mówi w długiej rozmowie dla Interii Kamil Stoch, nasz trzykrotny mistrz olimpijski w skokach narciarskich.

Artur Gac, Interia: Rozpocznijmy nietypowo. Bo tyle dobrego w ostatnich miesiącach i tygodniach dzieje się w polskim sporcie, że głowa mała. Niedawno Robert Lewandowski wygrał Ligę Mistrzów, po czym został Piłkarzem Roku UEFA. Następnie Jan Błachowicz zdobył pas mistrza UFC, kolejno Bartosz Zmarzlik obronił tytuł żużlowego mistrza świata, a teraz furorę w turnieju Rolanda Garrosa zrobiła 19-letnia Iga Świątek. Śledzi pan te sukcesy rodaków?

Reklama

Kamil Stoch, lider reprezentacji Polski: - Oczywiście, choć nie wszystkie mam okazję oglądać na żywo, bo też moje obowiązki sportowe i prywatne nie pozwalają, aby cały czas siedzieć przed telewizorem, czy nawet na bieżąco mieć przed sobą wyniki. Natomiast mam świadomość tego, że w ostatnim czasie wielu polskich sportowców osiągnęło życiowe sukcesy i uważam, że jest to powód do wielkiej dumy.

Który z tych sukcesów ucieszył pana szczególnie, czy to z racji największej sympatii do danej dyscypliny, czy może największego podziwu?

- Każdy sukces cieszy mnie tak samo, bo sam mam świadomość, ile każdy sportowiec musi wykonać pracy, aby móc świętować zwycięstwa. Natomiast chyba największą i bardzo miłą niespodziankę sprawiła nam wszystkim Iga Świątek. Bardzo jej kibicuję i mam nadzieję, że jej kariera teraz rozkwitnie.

W normalnych warunkach w sezonie letnim również emocjonowalibyśmy się pana skokami i rywalizacją, ale czasy niestety nie są normalne. Jak odnajduje się pan w obecnej, wymuszonej rzeczywistości?

- Owszem, w tej chwili mój kalendarz pracy wyglądałby troszkę inaczej, bo zamiast zgrupowań i weekendów spędzonych w domu, byłbym po prostu na zawodach. Z drugiej strony dla mnie osobiście nie dzieje się jakaś wielka katastrofa, ponieważ tych startów mam już trochę za sobą. W moim "plecaku" jest wiele doświadczeń, co pozwala mi patrzeć naprzód z pewną dozą spokoju. Natomiast ważne było dla mnie to, że pomimo ogólnej sytuacji, jaka jest na świecie, w dalszym ciągu mogę uprawiać swoją dyscyplinę. Mogę trenować na siłowni oraz, co jest najważniejsze, na samej skoczni. Odbyliśmy jeden start kontrolny, wprawdzie nie w pełnej obsadzie, ale na tę chwilę musi to wystarczyć. Poza tym staram się utrzymywać zdrowy dystans. Nie tylko społeczny, ale przede wszystkim mentalny. Oczywiście mam świadomość zagrożenia, jakie obecnie panuje, ale z drugiej strony uważam, że każdy z nas powinien zadbać o siebie i swoich najbliższych, jak tylko umie. A przy tym starać się żyć normalnie, robiąc to, co należy do jego obowiązków, oczywiście dostosowując się do wszelkich istniejących obostrzeń.

Jest pan przerażony tym, co się dzieje i odczuwa pan swego rodzaju strach o siebie i bliskich, czy momentami bliżej panu do niemałego grona, nazwijmy to, koronasceptyków?

- Uważam, że nie można zbagatelizować ogólnoświatowej sytuacji. Gdyby to się działo w jednym rejonie świata, to można by było snuć jakieś domysły, zadawać pytania, czy wyrażać wątpliwości. Jednak w sytuacji, gdy cały świat nagle się zatrzymuje i stara się iść w jednym kierunku, to nie można się od tego odwrócić i budować własną teorię. Natomiast ja przede wszystkim jestem sportowcem, dlatego też nie chcę zbytnio zagłębiać się w ten temat. Po prostu staram się robić to, co powinienem i co w danej chwili uważam za słuszne, w ramach obowiązujących warunków. Niewątpliwie bezpieczeństwo jest jak najbardziej kwestią słuszną i o nie powinniśmy wszyscy dbać.

Wracając do sezonu letniego, dotąd startów było dosłownie jak na lekarstwo. Licznik pana występów zamknął się na dwóch konkursach Letniej Grand Prix w Wiśle plus poprzedzającym je prologu.

- To prawda. Przed nami jeszcze mistrzostwa Polski, które są zaplanowane na 17 października. Mam nadzieję, że one dojdą do skutku, bo uważam, że każdy start jest ważny. Po to ciężko trenujemy, żeby mieć możliwość rywalizacji. Jeśli jednak okaże się, że te zawody z jakichś powodów nie będą mogły się odbyć, wtedy trzeba będzie zaakceptować ten stan. Ja staram się myśleć bardzo pozytywnie i mam nadzieję, że tę pracę, którą wykonałem przez całe lato, będę mógł spożytkować zimą. I wszystko potoczy się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Wierzę, że sezon zimowy rozpoczniemy zgodnie z planem i bez żadnych przeszkód odbędą się wszystkie zawody.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje