Reklama

Reklama

Kamil Stoch: Nikt nie da mi medalu w Soczi za darmo

"Chcę zdobyć w Soczi medal. Nie boję się tego powiedzieć. Ale nikt nie da mi go za darmo, muszę go wywalczyć" - mówi na niespełna 100 dni przed rozpoczęciem zimowych igrzysk olimpijskich Kamil Stoch w rozmowie z RMF FM.

RMF FM: Jak oceniłby pan przygotowania do sezonu?

Kamil Stoch: - Cieszę się, bo udało się spokojnie potrenować. To, co sobie założyliśmy, udało się zrealizować. Jeżeli chodzi o formę, to też nie mogę narzekać, bo ona jest coraz lepsza. Jest jeszcze kilka rzeczy, które chcę poprawić, ale to nie jest nic wielkiego. Mogę nad tym pracować w trakcie sezonu.

Wyniki Letniej Grand Prix puszczamy w niepamięć?


- Wyniki Letniej Grand Prix nigdy nie były wyznacznikiem formy. To pokazuje choćby historia z ubiegłego sezonu. Nie da się przewidzieć, kiedy przyjdzie ta właściwa dyspozycja. My trenujemy, żeby te najlepsze skoki były wtedy, kiedy my będziemy tego chcieli. To jest zazwyczaj druga część sezonu. Ten sezon będzie długi, obfitujący w ważne wydarzenia - Turniej Czterech Skoczni, zawody w Polsce, zimowe igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata w lotach. Trzeba dobrze rozłożyć siły.

Czy w związku z tym planujecie odpuścić jakieś zawody?


- To nie byłoby chyba mądre posunięcie, żeby odpuszczać ważne zawody. Będziemy starali się startować we wszystkich zawodach. Decydować będzie oczywiście dyspozycja. Wtedy mogą zapadać decyzje, czy zostajemy w Polsce, żeby potrenować, czy wyjeżdżamy za granicę.

FIS planuje wprowadzić zmiany. Macie widzieć linię, po której przekroczeniu, będziecie obejmować prowadzenie. Wcześniej czerwoną linię widzieli tylko kibice przed telewizorami.


- Uważam, że to może trochę zaburzyć zdrową rywalizację. Zawodnik po wyjściu z progu mniej więcej wie, gdzie skoczy. Wszystko zależy od warunków, jakie ma w trakcie lotu. Jeżeli będzie widział linię, a wiatr będzie wiał z tyłu, to i tak do niej nie doleci. Czy ten przepis wejdzie w życie? Czas pokaże. Ja słyszałem o tym tylko w mediach.

Do ZIO zostało 100 dni. To ma znaczenie, że pan już był na takiej imprezie?


- Tak, to daje mi pewną wiedzę. Pamiętajmy, że każda impreza jest inna, ma swoją specyfikę. Będę starał się czerpać z tych igrzysk jak najwięcej, że jestem w nowym miejscu, że to są zawody, które są tylko co cztery lata. Będę się tym cieszył.

Presja będzie ogromna, zdobył pan złoty medal mistrzostw świata. Jakie są pana cele w tym sezonie?


- Ja zawsze powtarzam, że chcę się rozwijać w tym sporcie. Dlatego nie zamierzam poprzestawać na tym, co zdobyłem. Chcę zdobywać więcej, chcę być lepszy. Jest skupienie, jest koncentracja. Zawsze dużo od siebie wymagam. To, że zdobyłem tytuł mistrza świata, nie daje mi żadnej gwarancji, taryfy ulgowej. Do każdego skoku będę podchodził tak samo, z takim samym nastawieniem, z taką samą motywacją, radością. To będzie dla mnie klucz.

Powie pan wprost, że jedzie do Soczi po to, by zdobyć medal?


- Owszem, chcę zdobyć medal. Nie boję się tego powiedzieć. Uważam, że trzeba to mówić. Trzeba jednak realnie spojrzeć na to, że tego medalu nikt mi nie da, tylko dlatego, że tam polecę. Trzeba go wywalczyć. A żeby to zrobić, trzeba dużo spokoju, dobrego planu, wiary w to, co się robi. Do ZIO jest jeszcze bardzo daleko, przed nami jeszcze sporo konkursów, wszystko może się zdarzyć. Ja ze swojej strony mogę zapewnić, że będziemy walczyć. Damy z siebie wszystko. Mnie i moich kolegów stać na wiele. Nie można nic zakładać przed zawodami, nie można rozdawać medali. Trzeba o tym marzyć, trzeba chcieć je zdobywać.

- Pan nie brał udziału w tej próbie przedolimpijskiej. To może mieć znaczenie?


- Mam nadzieję, że nie (śmiech). Nie uważam, żeby to był wyznacznik, żeby to w jakimkolwiek stopniu miało mi przeszkodzić. W sezonie - z tygodnia na tydzień -zmienia się skocznie. Jeżeli chodzi o igrzyska, to jedziemy tam wcześniej, będzie kilka dni, żeby potrenować. Można spokojnie zapoznać się z obiektem. Jeżeli o to chodzi, jestem spokojny.

Z czym panu kojarzy się Rosja?


- Z matrioszką (śmiech).

Zna pan język rosyjski?


- Nie, znam tylko kilka słów. W Rosji byłem tylko przelotem, w drodze do Japonii.

Jak wyglądają wasze relacji z rosyjskimi skoczkami?


- Staram się mieć ze wszystkimi zawodnikami dobry kontakt. Z Rosjanami jest tak samo. Nie odwiedzamy się, ale zawsze rozmawiamy, wymieniamy uwagi.

Jest pan przesądny?


- Nie. Nie wierzę w klątwę.

Gdyby zaproponowano panu niesienie polskiej flagi, zgodziłby się pan?


- Jest to na pewno duże wyróżnienie. Wiem jednak, że są zawodnicy, którzy bardziej się do tego nadają. Są wyżsi, lepiej zbudowani.

Rozmawiali: Edyta Sienkiewicz, Tomasz Staniszewski

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Soczi 2014

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje