Reklama

Reklama

Kamil Stoch: Mocno to odczuliśmy. To było na przetrwanie. Teraz wyglądamy świetnie

Gdy fabryka marzeń „Robert Lewandowski i spółka” przygotowuje się do ostatniego występu w tym roku, 400 km na południe od Warszawy formę szlifuje ta, która przejmie od niej pałeczkę w zimie. "Kamil Stoch, Dawid Kubacki i spółka" urzędują w Zakopanem, ale jeszcze w tym tygodniu przeniosą się na śnieg w Wiśle-Malince, gdzie za 10 dni zainaugurują Puchar Świata.

Zimową scenerię trenującym na Wielkiej Krokwi skoczkom zapewniały nie tylko lodowe tory najazdowe, ale też śnieg, którym przyprószyło w górnej części stolicy polskich Tatr. Nie mogło się obyć też bez wiatru, który zakręcił i skrócił wczorajsze próby.

Reklama

W Dzień Niepodległości nowy trener "Biało-Czerwonych" Michal Doleżal miał przedsmak tego, co mu przyjdzie udźwignąć na barkach: oczekiwania 40-milionowego narodu. Jakże rozbudzone po erze Stefana Horngachera. Austriak, po burzliwym przeciąganiu liny "zostanie czy odejdzie" wybrał ofertę Niemców, u których mieszka razem z żoną-Niemką. PZN wpadł na pomysł, by nie silić się na nowe trenerskie wynalazki, tylko oddać zespół skromnemu, inteligentnemu Czechowi. Michal Doleżal w sztabie był od trzech lat i dokonywał cudów, by kombinezony Orłów były na światowym poziomie, a nawet go przewyższały.

Teraz, oprócz kombinezonów, które Doleżal tylko sporadycznie będzie doglądać, mamy odskoczyć stawce owianymi już mitem butami z Krapkowic. Dyrektor kadry Adam Małysz i lider Kamil Stoch chórem podkreślają, że nie dość, że najlepsze na świecie, to jeszcze nasze, polskie i robione błyskawicznie, na zamówienie, wedle preferencji każdego zawodnika. W ten oto sposób, po firmie "Supersnow" z Maniów, która zaśnieża skocznie i stoki nawet w dodatnich temperaturach, mamy kolejną żywą reklamę hasła: "Polak potrafi".

Na pierwszy ogień poszedł Piotr Żyła. Jak zawsze czarował uśmiechami i jak rzadko wypalił konkretami. Gdy poprosiliśmy go o obliczenie przewagi, jaką dają nowe buty, odparł:

- Sześć i pół do siedmiu metrów na skoczni normalnej, sześć na małej i do 10 metrów na mamucie - wyliczał Żyła.

- Wreszcie mamy coś, dzięki czemu odskoczyliśmy światu. Norwegowie już zazdroszczą - mówił z szelmowskim uśmiechem Adam Małysz.

- W skokach trwa nieustanny wyścig na nowinki technologiczne, ale szczęśliwie jesteśmy w takim momencie, że to my odskoczyliśmy konkurencji - cieszy się Doleżal.

Na nowe buty cmokają wszyscy, za wyjątkiem Dawida Kubackiego. Zwycięzca klasyfikacji generalnej Letniego Pucharu Świata skacze na razie w starych, gdyż uzyskuje w nich lepsze odległości.

Nie tylko na wypadek ewentualnego kryzysu kadra A ma dwóch policjantów. Tym dobrym jest Doleżal, a złym jego asystent Grzegorz Sobczyk, który potrafi przemówić donośnym tonem.

Pozycja najazdowa i prędkości najazdowe w okresie przygotowawczym były konikami Kamila Stocha. - Pod względem prędkości powinienem się kręcić w środku stawki, a to da mi większy margines błędu. Nie będę skazany na idealne skoki, by wygrywać, tak jak się to działo wówczas, gdy traciłem 1,5-2 km/h do najlepszych - analizował trzykrotny mistrz olimpijski.

To co działo się w drugiej części zeszłego sezonu nazwał błędnym kołem: kiepska pozycja najazdowa obniżała prędkość najazdu, przez co odbicie było za bardzo do góry, albo w dół, co z kolei zabierało mu prędkość lotu, a w efekcie samą odległość.

Czas goi rany. Minione siedem miesięcy od burzliwego odejścia Stefana Horngachera zaleczyło je do tego stopnia, że Kamil zwierzył się, przez nikogo niepytany:

- Różne były sytuacje z odejściem trenera Horngachera. My jako grupa mocno to odczuliśmy. Koniec sezonu był bardziej na przetrwanie, a nie na rywalizację, co było dla mnie przykre. Zawsze chcę rywalizować - wyjaśnił lider ekipy.

Nie potrzebował nawet nabrania powietrza, by błyskawicznie zaświecić promyk:

- Mam nadzieję, że ten sezon będzie inny. Czuję się bardzo dobrze. Jako grupa wyglądamy świetnie, mamy najlepszy sztab, jaki możemy sobie wymarzyć - ogłosił z radością.

Gdy zagailiśmy, że słowo klucz to nowe buty, zaprzeczył:

- Nie, słowo klucz to dobry skok!

- Ale Piotrek Żyła wyliczył, że one zagwarantują mu lepszą odległość nawet o siedem metrów - nie daliśmy za wygraną.

- Daj mu Boże! - wykrzyknął w swoim stylu Kamil Stoch, z uśmiechem od ucha do ucha.

- Oczywiście, czuć różnicę w nowych butach. Wielkie słowa uznania i podziękowania w stronę sztabu. Mamy producenta butów skokowych. Z byłym, który miał monopol bywało różnie z terminowością. Obecnie nie musimy się martwić o to. Buty będą na czas. Poza tym, mamy swoje. Dobre, bo polskie - punktował Kamil.

- Najważniejsze, że nic nie utrudniają, pomagają w prowadzeniu nart w locie, a przede wszystkim są dobrej jakości - uzasadnił.

Istotne też, że skoczkowie unikną przebojów jak ten z Trondheim, z 2017 r., gdy monopolistyczny producent nie dostarczył butów na czas liderowi Orłów.

- Na szczęście PZN-owy elf dostarczył te buty na skrzydłach - wspominał Kamil.

Maciej Kot pochwalił dobrą atmosferę w kadrze.

- Mamy też wzajemne zaufanie, które jest bardzo ważne przy zmianie trenera. Michał jest bardzo dobrze znaną postacią i bardzo szanowaną, więc od razu mogliśmy ruszyć do przodu z realizacją planu. Dla mnie duże znaczenie miało to, że nasz plan był zbieżny - mieliśmy takie same odczucia - zaznaczył zakopiańczyk.  

Prostota i powrót do źródeł - na to stawia Doleżal. - Poprawiamy najdrobniejsze rzeczy, jak choćby start z belki, od którego wszystko się zaczyna - tłumaczy Kot.

Czeski szkoleniowiec nie miał kłopotów ze znalezieniem wspólnego języka ze skoczkami, każdego chwali za postępy. Pierwsza weryfikacja już w Wiśle-Malince.

Michał Białoński, Zakopane



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje