Kamil Stoch miał dość. Bez litości dla sędziów. Te słowa o Borku słyszał cały świat
Przed startem igrzysk olimpijskich we Włoszech wydawało się wręcz jasne, że polską parę w konkursie duetów stworzą Kacper Tomasiak i Kamil Stoch. Los był jednak zdecydowanie brutalniejszy dla naszego mistrza, jego miejsce w składzie zajął Paweł Wąsek. Konkurs duetów odbył się w poniedziałek 16 lutego, a to data dość symboliczna w życiu Stocha. Właśnie tego dnia sześć lat temu padły bowiem słynne słowa skierowane do Borka Sedlaka.

Kamil Stoch nieubłaganie wkracza w ostatnie tygodnie swojej sportowej kariery. Dla naszego mistrza ten sezon z pewnością nie układa się tak, jakby tego chciał. 38-latek przystępował do rywalizacji z dużymi nadziejami, te spowodowane były bardzo udanym dla niego okresem letnim.
Początek rywalizacji w Pucharze Świata potwierdzał, że Stoch jest blisko czołówki. Każdy kolejny tydzień jednak go od niej oddalał, ale to i tak nie sprawiło, że Kamil miałby oglądać igrzyska olimpijskie z poziomu kanapy w domu. Wręcz przeciwnie Stoch i Kacper Tomasiak byli pewniakami do wyjazdu na tę imprezę.
Stoch nie wytrzymał. Wypalił przed całym światem
To trzeciego skoczka dobierano do nich. W związku z tym wydawało się także, że w konkursie duetów zobaczymy swoiste przekazanie pałeczki ze strony Stocha do Tomasiaka. Forma Wąska sprawiła jednak, że poniedziałkowe zmagania trzykrotny mistrz olimpijski śledził jedynie jako kibic, wspierając młodszych kolegów.
W dniu 16 lutego, gdy rozgrywano konkurs duetów miała miejsce także swoista szósta rocznica. Sześć lat wcześniej Kamil Stoch zakończył swój lot na obiekcie mamucim Kulm już na 159. metrze. Po lądowaniu nie krył swojego ogromnego rozczarowania, także tym, jak zarządzali konkursem sędziowie, bo w pierwszej próbie poleciał na 232. metr.
To właśnie po tym skoku padły sławne słowa, które 38-latek skierował do Borka Sedlaka. "No i co panie Borku?" - zapytał ironicznie Polak. Michał Dolezal na wieży trenerskiej jedynie bezradnie rozkładał ręce, bo z pewnością nikt nie był w stanie przewidzieć, że z czwartej pozycji Stoch spadnie aż do trzeciej dziesiątki.
Ostatecznie jednak Kamil swoje miejsce utrzymał, bo jury nie zdołało dokończyć konkursu i anulowało przebieg drugiej serii. Już po zawodach Stoch odnosił się do tego wszystkiego z należytym dystansem. - Natomiast to, co powiedziałem było w bardziej żartobliwym kontekście - mówił w rozmowie z TVP Sport.
- Tak naprawdę po pierwszej serii można było to odwołać, powiedzieć, że dziękujemy, zwłaszcza, że i tak wygrał najlepszy po pierwszej serii - dodał, sugerując wprost, że przeciąganie rozegrania konkursu w całości było zupełnie zbędne. Ostatecznie wygrał Stefan Kraft, drugi był Ryoyu Kobayashi, a podium uzupełnił Timi Zajc. Stoch stracił do Słoweńca ledwie 0,7 pkt.











