Reklama

Reklama

Kamil Stoch: Lato będzie trudne

Trzykrotny złoty medalista olimpijski w skokach narciarskich Kamil Stoch przyznał, że lato będzie dla niego trudne. - Z poziomu, który osiągnąłem ciężko jeszcze coś wyciągnąć, udoskonalić - tłumaczył. Wraz z resztą kadry ćwiczy obecnie na zgrupowaniu w Szczyrku.

- W dalszym ciągu mam chęć osiągania coraz więcej, zdobywania coraz więcej. Widzę w sobie możliwości rozwoju oraz elementy techniczne, które mogą jeszcze dopracować - dodał jednak mistrz igrzysk w Soczi i Pjongczangu.

Jak poinformował, w okresie przygotowawczym będzie chciał poprawić układ rąk w powietrzu, ale i pozycję najazdową. Za komfortową uznał sytuację, w której w Polsce są obiekty pozwalające na letnie treningi, co sprawia, że skoczkowie nie muszą jeździć kilkaset kilometrów za granicę.

Reklama

- Na pewno obecne przygotowania to nie jest kalka tych z ubiegłego roku. Zawsze trzeba coś zmieniać, udoskonalić. Musimy się rozwijać, a co za tym idzie trzeba wprowadzać zmiany w treningu. Te zmiany nie są jednak duże - nadmienił Stoch.

Polacy podczas zgrupowania w Szczyrku korzystają nie tylko z kompleksu skoczni Skalite, ale także obiektu w Wiśle-Malince.

- To dobry kompleks, zwłaszcza do treningów, bo te skocznie są bardzo wymagające technicznie. Przy tym dają one przyjemność skakania. Cieszymy się, że pogoda dopisała - powiedział Stoch.

Podczas czwartkowych zajęć zawodnicy pierwotnie mieli ćwiczyć na normalnej skoczni w Szczyrku (HS 106), ale ze względu na wiatr musieli skakać na średniej (HS 77). Zdaniem Stocha nie był to problem.

- To dobrze, że teraz mamy taką różnorodność obiektów. Zmiana nawet 15 minut przed zajęciami nie stanowi problemu, a kształtuje przyzwyczajenie się do korygowania planów. Przecież w trakcie rywalizacji w Pucharze Świata też nieraz kilka godzin przed rozpoczęciem zawodów dowiadujemy się o jakiś korektach - wspomniał.

Przyznał, że będzie z uwagą śledzić poczynania polskich piłkarzy na zbliżających się mistrzostwach świata. Najpierw jednak z niecierpliwością czeka na finał Ligi Mistrzów, gdyż jest zapalonym kibicem Liverpoolu. Według wstępnych planów chciał jechać na mecz do Kijowa, ale - jak powiedział - ostatecznie "niestety obejrzy spotkanie w telewizji".

Rafał Czerkawski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama