Reklama

Reklama

Kamil Stoch: Jest mi przykro, to we mnie siedzi

- Stało się dużo i tak naprawdę nic się nie stało. Drzewa są dalej zielone, śnieg jest dalej biały - powiedział nasz najlepszy skoczek Kamil Stoch po fatalnych dla niego zawodach Pucharu Świata w norweskim Lillehammer.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

W niedzielnym konkursie na skoczni normalnej w Lillehammer Stoch zajął dopiero 47. miejsce po skoku na 87,5 m.

- Najtrudniej było mi przyswoić to, co się stało, bo zawody wcale nie były trudne - powiedział Stoch w rozmowie z TVP Sport.

- W prostej sytuacji popełniłem tak głupi błąd, że przez to byłem taki zły. Sam sobie nie potrafiłem wytłumaczyć, dlaczego tak się stało - przyznał dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi.

Reklama

- Jedna rzecz, jedna głupia myśl całkowicie mnie wybiła z równowagi i przez to wdał się prosty błąd, ale kosztowało mnie to bardzo wiele - podkreślił.

Na czym polegał błąd naszego skoczka? - Nie upilnowałem sobie pozycji najazdowej, środek ciężkości poleciał za bardzo do przodu i przez to kierunek odbicia był skierowany za agresywnie. Nie nabrałem wysokości, tylko był rzut z progu do nart. Resztę sami państwo widzieli - wyjaśnił Stoch.

- Stało się dużo i tak naprawdę nic się nie stało. Drzewa są dalej zielone, śnieg jest dalej biały, każdy robi to, co do niego należy. Mój świat się też nie zawalił, choć szkoda mi tych zawodów. Sam sobie jestem winien - podkreślił.

- Wiadomo, że jest mi przykro, to dalej we mnie siedzi, ale takie weekendy się zdarzają, nie pierwszy i nie ostatni raz - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | skoki narciarskie | Lillehammer

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje