Jednak to prawda, Dawid Kubacki sam publicznie potwierdza. "Trener myślał, żebym tu nie przyjeżdżał"
Prawdą jest, że Thomas Thurnbichler zasygnalizował Dawidowi Kubackiemu, by czasowo powiedział sobie "pas" i skupił się na spokojnych treningach. Skoczek postawił jednak na swoim i do Klingenthal pojechał. Teraz, po obu konkursach Pucharu Świata w Niemczech, wyjaśnia, skąd jego decyzja. "Po to się trenuje całe lato, żeby startować w zawodach, a nie żeby teraz sobie jeździć na zgrupowania i na treningi w trakcie sezonu i odpuszczać starty" - mówi.

Do Klingenthal Polacy pojechali w odświeżonym składzie, bez Aleksandra Zniszczoła i Kamila Stocha, których zastąpili Maciej Kot oraz Andrzej Stękała. Po piątkowej sesji treningowej można było z optymizmem patrzeć w przyszłość. Niestety, w konkursach głównych nie było już tak dobrze. Podopieczni Thomasa Thurnbichlera znów zajęli odległe miejsca. Najlepiej radzili sobie Piotr Żyła i Dawid Kubacki, ale nawet oni nie zdołali ani razu wywalczyć miejsca w pierwszej dziesiątce.
Trudna sytuacja zdawała się leżeć na sercu "Wewiórowi". Zwykle uśmiechnięty skoczek tym razem nie tryskał humorem. Na pytania dziennikarzy odpowiadał zdawkowo, jakby od niechcenia. Gdy Kacper Merk z Eurosportu starał się wyciągnąć od niego coś więcej, rzucał półsłówkami i wzruszał ramionami. Głos w sprawie postawy podopiecznego zabrał Thomas Thurnbichler.
Nie wiem, dlaczego Piotrek nie chce rozmawiać z mediami. W końcu ma 37 lat i ma prawo do tego. W takich emocjach czasami - jak myślę - lepiej jeśli zawodnik nie podzieli się swoim komentarzem. Media powinny to zrozumieć i respektować to, że nie zawsze skoczek ma ochotę na rozmowę w takiej sytuacji
Bardziej rozmowy był Kubacki. "Po tym drugim niedzielnym skoku była wielka złość. Są jednak powody do niej. To nie będzie przyjemny wieczór dla nas wszystkich" - szczerze przyznawał. "Po tym dobrym piątku coś się potem pomieszało i nie działało już tak fajnie. Mimo że w niedzielę moje skoki były dużo płynniejsze z progu, to brakowało efektu. Nie było energii, która pozwalałaby się napędzić, by na dole odlecieć. To jest największy brak w moich skokach na ten moment" - dodawał.
Wcześniej zdradził, że na zawodach w Niemczech w ogóle mogło go nie być. Austriacki szkoleniowiec miał zasygnalizować mu bowiem, by powiedział "pas", poszedł śladem Stocha i skupił się na razie na spokojnych treningach, a nie na startach w Pucharze Świata. "Mustaf" jednak nie był skłonny przystać na propozycję. Po konkursie w Klingenthal wytłumaczył się ze swojej decyzji.
Cała prawda Adama Małysza na temat Kamila Stocha. Wielki mistrz bez ogródek
Dawid Kubacki powiedział "nie" propozycji Thomasa Thurnbichlera. "Ja się uparłem"
"Trener myślał o tym, żebym tu nie przyjeżdżał, a ja się uparłem, że chcę tutaj przyjechać. Tyle" - potwierdził przed kamerą Eurosportu Dawid Kubacki, zaraz po niedzielnym konkursie w Klingenthal. I od razu wyjaśnił, skąd tak twarde postawienie sprawy. Nie po to tyle przygotowywał się do nowego sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich, by teraz się wycofać.
Po to się trenuje całe lato, żeby startować w zawodach, a nie żeby teraz sobie jeździć na zgrupowania i na treningi w trakcie sezonu i odpuszczać starty
Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ani on ani jego koledzy z kadry nie prezentują w tym momencie takiego poziomu, do jakiego przyzwyczajeni są i jaki chcieliby oglądać kibice. "Ale też uważam, że przełączając się na treningi z zawodów, niby się coś naprawi, ale później się przyjeżdża na zawody z niewiadomą, jak to się w ogóle sprawdzi" - mówi.
Teraz na polskich skoczków czekają zawody w Engelbergu (16-17 grudnia), a wcześniej treningi w Polsce. Po środowej sesji Thomas Thurnbichler zdecyduje, kto będzie reprezentował Polskę w Szwajcarii. Najbliższe dni będą zatem kluczowe.
"Widać, że wciąż popełniamy zbyt wiele błędów. Myślę, że przydałoby się nam potrenować. Niestety, w ostatnim tygodniu nie było to możliwe. Ale potrenujemy w następnym tygodniu. Musimy stawić czoła naszym problemom" - podsumował szkoleniowiec przed kamerą PZN.
Czas na akcję ratunkową dla skoczków. Thomas Thurnbichler: to jest moja praca











