Jeden upadek po drugim, kibice wstrzymali oddech. "Wszystko stało się czarne"
W ten weekend skoczkowie zmierzą się z mamucią skocznią Kulm - obiektem, który daje szansę na rekordowe loty, ale od lat budzi też grozę. Historia tego miejsca naznaczona jest dramatycznymi upadkami, w tym wypadkami Thomasa Morgensterna czy Lukasa Muellera, a czarnym dniem pozostają mistrzostwa świata w lotach z 1986 roku. Wówczas ucierpiało wielu doświadczonych zawodników, a jeden z nich cudem uniknął utraty życia.

W ten weekend skoczkowie narciarscy w ramach Pucharu Świata rywalizować będą na jednej z najniebezpieczniejszych skoczni świata - mamuciej Kulm w Tauplitz/Bad Mitterndorf. To obiekt, który od dekad budzi respekt nawet wśród najbardziej doświadczonych lotników. Wypadek Thomasa Morgensterna z 2014 roku pamiętają chyba wszyscy kibice skoków narciarskich - dramatyczny upadek Austriaka i długie minuty niepewności o jego zdrowie wstrząsnęły całym środowiskiem. Nie był to jednak jedyny tak poważny incydent, jaki miał miejsce na Kulm.
Kulm - skocznia, która budzi postrach. Wielu skoczków zakończyło przez nią karierę
W 2016 roku koszmarny wypadek przeżył tam Lukas Mueller. Młody Austriak upadł podczas treningu przed zawodami Pucharu Świata, doznając poważnego urazu kręgosłupa. Konsekwencje okazały się dramatyczne - u skoczka zdiagnozowano niepełną paraplegię, czyli porażenie poprzeczne. Od tamtej pory porusza się na głównie wózku inwalidzkim. Jego historia do dziś jest przestrogą, jak cienka granica dzieli w lotach narciarskich spektakularny sukces od życiowej tragedii.
Kulm zapisała się jednak w historii dyscypliny szczególnie czarną kartą podczas mistrzostw świata w lotach w 1986 roku. Był to jeden z najgorszych dni w dziejach tej konkurencji. Austriacy przebudowali obiekt z myślą o przekroczeniu granicy 200 metrów - wyścig o pierwszą "dwusetkę" nabierał tempa po rekordzie 191 metrów ustanowionym rok wcześniej przez Mattiego Nykaenena w Planicy. W Tauplitz marzono o historycznym momencie, a rzeczywiście doczekano się wyrównania rekordu świata - 191 metrów skoczył Andreas Felder. Impreza przeszła jednak do historii głównie z powodu przerażających upadków.
W drugim dniu zawodów, rozgrywanym przy silnym wietrze, najpierw upadł Masahiro Akimoto. Doświadczony Japończyk doznał poważnych obrażeń - otwartego złamania uda i urazów barku oraz klatki piersiowej. Nigdy nie wrócił już do dawnej formy. Chwilę później dramat przeżył Ulf Findeisen. Niemiec stracił kontrolę w powietrzu, runął na zeskok i doszło u niego do zatrzymania akcji serca. Tylko błyskawiczna reanimacja uratowała mu życie. Choć wrócił do rywalizacji, 30 tysięcy kibiców na długo zapamiętało tamten obraz.
Tego samego dnia karierę zakończył Rolf Age Berg. Norweg, który należał wówczas do światowej czołówki, również upadł w finałowej serii, doznając poważnego urazu kolana. Ostatecznie po tym wypadku Skandynaw nie zdecydował się już na wznowienie kariery. "Wszystko stało się czarne. Nic nie pamiętam. Dopiero na równinie obudziłem się ponownie. (...) Postanowiłem dać z siebie wszystko. Chciałem zaryzykować, niestety przeliczyłem się i straciłem kontrolę" - wspominał Berg po latach na łamach "Verdens Gang".
Kulm od lat przyciąga rekordami i wielkimi emocjami, ale jej historia przypomina, że skoki, a właściwie loty narciarskie, to nie tylko emocjonujące zawody, ale także ogromne poświęcenie ze strony zawodników. Na takich obiektach każdy skok może być bowiem ich ostatnim w karierze.













