Janne Ahonen skakał z "procentami" we krwi. Teraz wyznaje, mówi o imprezach
Janne Ahonen, legenda skoków narciarskich i pięciokrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni, przez lata był jednym z najgroźniejszych rywali Adama Małysza. Po zakończeniu kariery Fin zaskoczył fanów wyznaniem, że czasami zdarzało mu się skakać pod wpływem alkoholu. Teraz ujawnił kolejne, nieznane jak dotąd kulisy swojej kariery.

Janne Ahonen to jedna z największych legend skoków narciarskich, zawodnik, który mimo braku złotego medalu olimpijskiego zapisał się w historii tej dyscypliny jak mało kto. Pięciokrotny triumfator Turnieju Czterech Skoczni, wielokrotny medalista mistrzostw świata i autor niezliczonych sukcesów indywidualnych przez lata wyznaczał standardy w swojej konkurencji. W czasach największej świetności uchodził za jednego z najgroźniejszych rywali Adama Małysza, a ich pojedynki elektryzowały kibiców w całej Europie. Porównania formy, stylu oraz odporności psychicznej obu skoczków były na porządku dziennym, a Ahonen imponował niemal lodowym spokojem na belce startowej.
Dopiero po zakończeniu kariery Fin zdecydował się odsłonić kulisy swojej sportowej drogi. Wspomniał wówczas, że zdarzało mu się skakać pod wpływem alkoholu, choć sam tonował skalę tego wyznania. Przyznał, że czasami, idąc na skocznię, czuł jeszcze we krwi "procenty" po wieczornym spotkaniu, jednak - jak podkreślał - nie było to tak dramatyczne, jak mogłoby brzmieć. Wyznanie odbiło się szerokim echem, bo skoki narciarskie uchodzą za sport, w którym każdy błąd może prowadzić do poważnych konsekwencji.
Janne Ahonen przyznał się do skoków pod wpływem. Teraz wyjawia. "Nie było aż tak dramatycznie"
Temat powrócił w ostatnim wywiadzie dla "Faktów". Dziennikarz zapytał Ahonena o trudne momenty kariery, w tym o słynny skok na 240 metrów w Planicy w 2005 roku, zakończony groźnym upadkiem. Wprost padło pytanie, czy poprzedniego wieczoru Fin imprezował do rana i następnego dnia stanął na rozbiegu na kacu. Ahonen odpowiedział spokojnie: "Może to nie było aż tak dramatyczne, jak to brzmi. Tak, bywało, że poszedłem poprzedniego wieczoru na imprezę, ale nie do rana".
Dawny rywal Adama Małysza przyznał również, że było to dość ryzykowne posunięcie, jednak ryzyko jest nieodłączną częścią skoków. "Oczywiście, zawsze jest ryzyko. I może właśnie to ryzyko było jednym z powodów, dla których zainteresowałem się skokami. Tak to działa" - podsumował.











