Reklama

Reklama

Jan Ziobro: Była łata na tyłku, jest luz w d…

Przed dekadą mieliśmy wybitnego Adama Małysza i kilku zawodników marzących o awansie do drugiej serii konkursu. Dzisiaj mamy całą grupę skoczków walczących o najwyższe miejsca w zawodach Pucharu Świata, co udowodnił w Engelbergu Jan Ziobro.

Pochodzący z Rabki-Zdroju 22-latek po czterech z rzędu lokatach w piątej dziesiątce zaskoczył znakomitą formą zajmując na Gross-Titlis-Schanze pierwsze i trzecie miejsce. Tym samym Ziobro dołączył do Kamila Stocha i Krzysztofa Bieguna, pozostałych zwycięzców zawodów PŚ z Polski w bieżącym sezonie.

Reklama

Jak do tego grona dołożymy nieobliczalnego i zawsze tryskającego humorem Piotra Żyłę (skupia na sobie uwagę mediów i znakomicie rozładowuje presję w zespole), Macieja Kota, Dawida Kubackiego i Klemensa Murańkę, wyjdzie nam całkiem niezła paczka, która może namieszać na skoczniach całego świata. Także w Soczi, ale nie zapeszajmy.

Podoba nam się atmosfera panująca w kadrze, a także filozofia skoczków. "Każdy z nas jedzie po to aby oddawać dobre skoki. Nie nastawiam się na wygraną. Chcę oddawać dobre skoki" - deklaruje Ziobro w rozmowie z TVP Info. Brzmi znajomo? "Dwa równe skoki" obok "bułki z bananem" były znakiem rozpoznawczym Małysza.

Na razie to podejście kadrowiczów przynosi znakomite rezultaty. Stoch jest liderem klasyfikacji generalnej PŚ (i zdaniem zagranicznych ekspertów głównym faworytem Turnieju Czterech Skoczni), a wysokie miejsca zajmują Żyła (10.), Ziobro (11.), Kot (15.) i Biegun (20.).

Sukcesy naszych skoczków nie wzięły się z niczego. Nie byłoby takiej koniunktury na skoki bez fenomenalnej kariery Małysza, nie byłoby także znakomitych wyników kadrowiczów bez pracy sztabu szkoleniowego z Łukaszem Kruczkiem na czele. Pamiętamy dobrze reakcje po wyborze byłego średniej klasy skoczka na selekcjonera. Chyba zdążył już uciszyć 99 procent swoich krytyków.

"Nasi trenerzy to profesjonaliści, chwała im za to" - mówi Ziobro, który po raz pierwszy trafił na skocznie w wieku siedmiu lat.

"Było ciężko. Jak zaczynałem nie było sprzętu, nie było kombinezonów. Pamiętam skakałem z taką łatą na tyłku co mi kuzynka wszywała. Kombinezony wyglądały różnie, czasami śmiesznie. Z biegiem czasu wszystko się unormowało. Teraz nic nam już nie brakuje" - podkreśla na antenie TVP Info sensacyjny bohater z Engelbergu.

Ziobro w Szwajcarii zasłynął nie tylko dwoma udanymi występami, ale i niecodziennym napisem na jednej z nart. "Luz w d..." - napisał flamastrem nasz skoczek.

"Brakowało swobody i było dużo kombinowania. I tak sobie napisałem na nartach: "luz w d..." - opowiada Ziobro w rozmowie ze Skijumping.pl.

Był luz, były kapitalne wyniki. Pozostaje nam trzymać kciuki za Ziobrę i jego kolegów z reprezentacji. Panowie, dzięki Wam ta zima już jest dla polskich kibiców bardzo gorąca.

Parafrazując klasyka gatunku: garbik, fajeczka i tak trzymajcie!

DJ

Czytaj także: Zaskakujący napis na nartach pomógł Ziobrze

Dowiedz się więcej na temat: jan ziobro | Kamil Stoch | Piotr Żyła

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje