Reklama

Reklama

Jak odbudować Kamila Stocha? Dlaczego Doleżal uległ Małyszowi?

Już po Oberstdorfie i Ga-Pa Adam Małysz alarmował, że trzykrotny mistrz olimpijski powinien przerwać starty i ratować sezon spokojnie pracując nad poprawą błędów technicznych. Sam Kamil Stoch wahał się aż do klęski w kwalifikacjach w Innsbrucku. Dawid Kubacki był zdania przeciwnego: jemu przerwa w startach w tym sezonie i zgrupowanie w Ramsau w niczym nie pomogło. Trener Michal Doleżal podzielał zdanie Kubackiego, a jednak uległ Małyszowi.

Sytuacja jest więcej niż alarmująca. Do startu 70. Turnieju Czterech Skoczni Kamil Stoch jako jedyny zaprzeczał tezie, że polscy skoczkowie zostali źle przygotowani do sezonu olimpijskiego. W Klingenthal w połowie grudnia lider kadry doskoczył nawet do podium. To był jedyny sukces polskiego skoczka tej zimy. Po zaledwie trzech tygodniach Stoch skacze najgorzej w drużynie. Po porażce w kwalifikacjach w Innsbrucku wraca do domu, by odpocząć, a potem w siłowni i na skoczni odbudować dyspozycję. Taki jest komunikat PZN, choć podjęcie decyzji nie było jednogłośne.

Reklama

Turniej Czterech Skoczni. Niespodziewana zapaść Kamila Stocha

Kiedy wydawało się, że broniący tytułu w TCS Stoch jedzie do Oberstdorfu z jakimiś szansami na nawiązanie walki ze światową czołówkę, stało się coś przeciwnego. W pierwszym konkursie Turnieju zajął 41. pozycję - najgorszą w drużynie. Wiadomo było, że to nie wypadek przy pracy, ale nikt się jednak nie spodziewał, że w Ga-Pa może być gorzej. Było. 47. pozycja trzykrotnego mistrza igrzysk to ostry sygnał alarmowy. Najbardziej utytułowany polski skoczek znalazł się w kryzysie. Na miesiąc przed igrzyskami w Pekinie.

Wtedy pojawiły się pierwsze sugestie, by Stoch przerwał Turniej i pojechał ćwiczyć w spokoju na mniejszej skoczni. Na przykład na Średniej Krokwi w Zakopanem, gdzie mógłby wyeliminować błędy techniczne. Zwolennikiem tej teorii jest Małysz, który w chwilach swoich kryzysów, wyjeżdżał do austriackiego Ramsau i tam odbudowywał formę.

Do koncepcji treningów w Ramsau Małysz przekonał trenera kadry Michala Doleżala po Pucharze Świata w Wiśle na początku grudnia. Stoch wypadł tam najlepiej z Polaków, znośnie skakali Piotr Żyła i Paweł Wąsek. Do Austrii pojechali Kubacki, Andrzej Stękała, Jakub Wolny i Klemens Murańka. Opuścili zawody Pucharu Świata w Klingenthal, trenowali na normalnej skoczni z asystentami Doleżala Grzegorzem Sobczykiem i Maciejem Maciusiakiem. Efekt był żaden. Po powrocie na Puchar Świata do Engelbergu, wciąż tylko Stoch skakał nieźle. W sobotnich zawodach był szósty i jako jedyny Polak awansował do finału. W niedzielę do drugiej serii zakwalifikowali się tylko Stoch, Żyła i Wąsek, czyli ci, którzy do Ramsau nie pojechali.

Ta hierarchia wśród polskich skoczków potwierdziła się na mistrzostwach kraju w Zakopanem 23 grudnia. To był ostatni test kadry przez 70. Turniejem Czterech Skoczni. Wygrał Stoch, przed Żyłą i Wąskiem. Kto jak kto, ale Kamil jechał do Oberstdorfu z nadziejami. Turniej to jego specjalność, w ostatnich pięciu latach wygrał go trzy razy.

Turniej Czterech Skoczni. Kamil Stoch i Adam Małysz - różnica zdań w ekipie Michala Doleżala

Nagle przyszła zapaść Stocha. Jedynym, który na TCS skacze lepiej, choć niestabilnie jest Żyła. Po Oberstdorfie i Ga-Pa pytano Kubackiego, czy nie chce powtórzyć manewru z wyjazdem do Ramsau. - Nie ma sensu urządzać sobie teraz mistrzostw Polski. Z kryzysu trzeba się podnieść poprzez rywalizację ze światową czołówką - stwierdził spokojnie.

Z tego samego założenia wyszli Stoch i Doleżal. Naciski Małysza sobie, ale to co było dobre dla jednego, nie musi być zbawieniem dla wszystkich. Stoch do Polski wracać nie chciał. Postanowił dać sobie szansę na Bergisel w Innsbrucku - skoczni, do której ma głęboki sentyment. To na niej wywalczył swoje pierwsze podium w TCS w 2013 roku i powtórzył rok później.

Ale na Bergisel wypadł jeszcze słabiej. W poniedziałek stało się coś, co nie przytrafiło mu się od 2016 roku. Przepadł w kwalifikacjach. Obrońca trofeum jest dziś największym przegranym 70. TCS. To boli skoczka i jego fanów.

Małysz stracił cierpliwość. Stwierdził, że ponieważ w ekipie nie słuchają jego sugestii na temat przerwania startu w TCS, mówi o tym odważnie w mediach. - Nie wstydzę się ani jednego słowa - wyjaśnił. Dyrektor PZN zagrał ostro, tak jak trzy lata temu podczas mistrzostw świata w Seefeld. Także na Bergisel powiedział publicznie, że niepewna przyszłość ówczesnego trenera kadry Stefana Horngachera, szkodzi polskim skoczkom. Czy miał wtedy rację? I tak, i nie. Parę dni później w szalonym konkursie na normalnej skoczni Kubacki i Stoch zdobyli złoto i srebro. Ale kilka miesięcy po odejściu Horngachera, Kamil przyznał, że wahania szkoleniowca wpływały źle na morale ekipy.

Czy Stoch musi robić to co kiedyś Małysz? A może nie ma rozwiązań dobrych dla wszystkich? Zimą 2009 roku Adam był tak zdesperowany kryzysem formy, że odłączył się od drużyny prowadzonej przez swojego kolegę Łukasza Kruczka, by powrócić do pracy z Finem Hannu Lepistoe. To zaowocowało dwoma srebrnymi medalami olimpijskimi w Vancouver w 2010 roku.

Turniej Czterech Skoczni. Kryzys Stocha, Kubackiego i Żyły jest odwracalny?

Stoch pozostał przy Kruczku i zdobył z nim dwa złote medale igrzysk w Soczi w 2014 roku. Dwa lata później Kruczek doszedł do ściany, po fatalnym sezonie Stocha i innych kadrowiczów opuścił drużynę. Prezes PZN Apoloniusz Tajner namawiał wtedy Kamila, by jak wcześniej Adam stworzył własny team ze swoim trenerem. Stoch odmówił. Chciał pracować z kolegami z kadry, tłumacząc, że od nich czerpie motywację do pracy. 

Wracający do PZN w roli dyrektorskiej Małysz postawił na Horngachera i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Po trzech zimach pełnych sukcesów Austriak postanowił przyjąć ofertę z Niemiec, a Małysz zastąpił go Doleżalem. Dwa sezony Czech dawał sobie radę znakomicie. Kubacki i Stoch wygrywali z nim TCS, a Żyła tytuł mistrza świat w Oberstdorfie. Drużyna wciąż zdobywała medale wielkich imprez. Kryzys nadszedł tej zimy.

Czy jest wynikiem złej pracy Czecha? Austriacki fizjolog Harald Pernitsch zapewnia, że wyniki badań mocy polski skoczków są w porządku. Tak jak w ostatnich pięciu latach wielkich sukcesów. Czyli chodzi o błędy techniczne? Zapewne. Doleżal, Stoch i Małysz mogą mieć jednak różne zdania na temat jak sobie z nimi poradzić. Jeszcze po kwalifikacjach w Innsbrucku trener się wahał. A nawet twierdził, że Kamil powinien odbudowywać formę przez kolejne starty. Decyzja o wycofaniu Stocha z TCS przyszła wieczorem.

Wśród kibiców modna jest opinia, że to czas zrobił swoje. Żyła kończy 35 lat za kilkanaście dni, Stoch w maju. Kubacki ma 32 lata. Liderzy kadry i tak są długowieczni. Czas pracuje jednak na ich niekorzyść.

Ta teoria jest pesymistyczna, zakłada, że nie ma rady na pokonanie kryzysu najstarszych zawodników drużyny. Że jest on nieodwracalny. Nie ma jednak wątpliwości, że Stoch, Żyła i Kubacki wciąż są w stanie skakać dużo lepiej niż obecnie. Przecież zaledwie rok temu zajęli pierwsze, trzecie i piąte miejsce w klasyfikacji generalnej TCS. Jeszcze dwa tygodnie temu w Engelbergu Stoch skakał na poziomie czołówki.

Czy Doleżal, Małysz lub ktokolwiek znajdzie rozwiązanie zagadki kryzysu kadry? Czy zdąży z odbudowaniem polskich skoczków przed igrzyskami w Pekinie? Na nic nie ma gwarancji, ale próbować trzeba. Czas się kurczy, tym bardziej nie można go zmarnować.

Dariusz Wołowski

ZOBACZ TEŻ:

Kamil Stoch wycofany w 70. Turnieju Czterech Skoczni

Tak Michal Doleżal komentował kwalifikacje w Innsbrucku

Sądne dni Kamila Stocha

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje