Reklama

Reklama

Jak nasi skoczkowie spędzili wakacje?

Polska, Słowacja, Włochy i Chorwacja - to były kraje, w których nasi skoczkowie narciarscy spędzili tegoroczne wakacje. Przerwa w treningu była krótka (tylko przez tydzień nie wykonywali żadnych ćwiczeń), więc nie mieli czasu na eksplorowanie dalekich krain. Sposoby na relaks były różne, ale głównie związane z wodą: wędkarstwo, zabawa w aquaparku i plażowanie.

Klemens Murańka wyruszył na Mazury, aby bez reszty oddać się wędkowaniu. - Już kiedyś miałem okazję łowić ryby, to było moje hobby. Łowiłem pstrągi w lokalnych rzekach. Wędkarstwo nie jest mi więc obce. Sprzed lat został mi sprzęt, który wtedy kupiłem, tylko zaginęło mi kilka wędek i musiałem na Mazurach kupić nową, bardzo fajną. Wiem, że mi się przyda, bo wędkarstwo mnie wciągnęło. Bardzo mnie to uspokaja. Wyłączam się od wszystkiego, nic innego się dla mnie wtedy nie liczy, tylko kiedy ta ryba w końcu weźmie. Nic nie widziałem przez cały tydzień niż tylko wędkę i spławik. Odpocząłem sobie psychicznie i fizycznie. Aż za dobra ta odskocznia od sportu - śmiał się skoczek z Zakopanego. Klemensowi nie udało się jednak złowić większej sztuki. - Ryby były małe: leszcze, okonie. Może udałoby się złowić coś większego, ale nie na spławik, a tak właśnie łowiłem, blisko brzegu, a tam, wiadomo, nie ma dużych ryb - przyznał Murańka.

Reklama

Również Polskę na cel wakacyjnego odpoczynku wybrali Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Stefan Hula. - Byliśmy w Bieszczadach z dzieciakami z klubu KS Eve-nement Zakopane. Głównie z nimi spędzaliśmy czas, na ich treningach, realizowaliśmy też nasze treningi. Czas mijał nam trochę beztrosko, bo przeważnie mieliśmy tylko jeden swój trening dziennie. Wymyślaliśmy wiele zabaw z dzieciakami i myślę, że to była fajna forma spędzania wolnego czasu, a nie tylko przed komputerem czy telewizorem - tłumaczyłMaciej Ko Kubacki. To nie pierwsza wizyta naszych skoczków w tej części kraju. - Dwa lata temu byliśmy camperami w Bieszczadach na małej, pięciodniowej wycieczce. Całkiem fajnie jest tam pojechać i się wyciszyć. W ośrodku, w którym mieszkaliśmy spotkaliśmy kilku kibiców, ale w żadnym wypadku nam to nie przeszkadzało, to było tylko kilka autografów czy zdjęć.

Pozostali zawodnicy kadry narodowej A wybrali wodne kąpiele. Piotr Żyła i Jakub Wolny relaksowali się w słowackich aquaparkach, a w najdalszą podróż, na południe Europy, wyruszył Maciej Kot. - Wakacje spędziłem tradycyjnie w Chorwacji, tym razem na wyspie Rab. To był tydzień spokojnego odpoczynku, ale z treningami co dwa dni na siłowni. Wakacje spędziłem z rodziną i znajomymi. Była nas większa grupa osób i fajnie, bo nie nudziliśmy się. Nie zliczę już, ile razy byłem na wakacjach w Chorwacji, na pewno więcej niż piętnaście. Lubię Chorwację ze względu na czystą wodę i skały. Nie przepadam za piaskiem, dużą ilością ludzi i mętną wodą, jak jest przykładowo nad polskim morzem. Wolę spokój. W Chorwacji łatwo można było znaleźć miejsce, gdzie byliśmy sami na plaży. Lubię też ponurkować, poskakać ze skał. Plaża co chwilę się zmienia, nie jest tak, że przez 100 kilometrów cały czas jest taki sam piasek. Codziennie można być w innym miejscu. Klimat też jest bardzo przyjemny, bo nie jest tak gorąco jak w Egipcie czy Turcji, a pogoda jest pewna. W Chorwacji można naprawdę fajnie wypocząć. Mamy swoje sprawdzone miejsca, do których raz na jakiś czas wracamy, więc można też powiedzieć, że nie jeździmy w ciemno - opowiadał lider klasyfikacji generalnej FIS Grand Prix.

Zapytany o trzy najlepsze miejsca na wakacje w Chorwacji Kot odpowiedział bardzo szybko. - Na pewno poleciłbym wyspę Rab, na której byłem w tym roku i kilka razy wcześniej. Jeszcze goręcej polecałbym Mali Lošinj, to wyspa niedaleko Rab, jeszcze mniejsza i jeszcze bardziej urokliwa, spokojniejsza. Trzy razy byłem też na Czerwonej Wyspie (Crveni Otok), która jest bardzo mała. Jest tam tylko jeden hotel i to bardzo fajna rzecz, bo cała wyspa do niego należy. Na tej wyspie jest wszystko, ale zarazem jest się trochę poza cywilizacją. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to jest to dla niego świetna alternatywa - polecił skoczek.

Z kolei Andrzej Stękała wypoczywał we Włoszech, a najwięcej radości sprawiły mu szybkie samochody w muzeum Ferrari. - Najpierw byłem w Monterosso i tam całymi dniami się opalałem i kąpałem w morzu. Zwiedziłem też pozostałe miejscowości Cinque Terre, czyli pięć małych miasteczek położonych na wybrzeżu, a potem pojechaliśmy do Modeny. Stamtąd jest bardzo blisko do muzeum Ferrari, gdzie zwiedziłem cały obiekt, byłem w symulatorze F1, a na koniec jeździłem Lamborghini. Było super! - wspominał Stękała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL