Reklama

Reklama

Jacobsen: "Tajemnicze" buty były blefem

Norweski skoczek Anders Jacobsen wyjawił, że jego "tajemnicze" buty, które podobno pozwalały oddawać dłuższe skoki podczas Turnieju Czterech Skoczni były blefem i miały na celu wyprowadzenie z równowagi psychicznej skoczków austriackich.

- Tym razem rozgłosiłem podczas mistrzostw świata w Val di Fiemme, że mam nowszy model tych butów i zupełnie nowe narty - powiedział Jacobsen, który sensacyjnie wygrał dwa pierwsze konkursy ostatniego TCS i zakończył rywalizację na drugim miejscu w punktacji generalnej.

Reklama

- Wymyśliliśmy to z trenerem Alexandrem Stoecklem, który jako Austriak był dla rywali bardzo wiarygodny i celem było wprowadzenie nerwowej atmosfery w reprezentacji Austrii. Udało się znakomicie. Austriackie media opisywały moje nowe buty codziennie podczas TCS, a działacze z tego kraju protestowali nawet w międzynarodowej federacji narciarskiej FIS - przyznał skoczek w norweskiej telewizji.

Stoeckl wyjaśnił, że tajemnica dłuższych skoków Jacobsena leżała w nowych nartach, a buty były manewrem odwracającym uwagę: "Po dokładnej analizie budowy ciała i siły mięśni Andersa dobraliśmy mu nieco twardsze narty i faktycznie zaczął od razu oddawać dłuższe skoki. W butach nic nie zmieniono od 20 lat, więc nasza rewolucyjna konstrukcja według wersji opracowana przez mojego ojca Paula musiała wywołać u rywali zamieszania, zwłaszcza, że po każdym skoku buty Andersa i Toma Hilde były chowane do worka".

Podkreślił, że najciekawsza była karykatura w niemieckich mediach i na stronie FIS przedstawiająca Norwegów skaczących w czerwonych damskich szpilkach pod tytułem "The Stoeckelschuh".

- W języku niemieckim tak się nazywa ten typ butów i tytuł rysunku Thomasa Zipfela wspaniale pasował do mojego nazwiska, lecz co najważniejsze doprowadziliśmy austriackich skoczków do frustracji - powiedział trener.

Jacobsen podkreślił, że skoki narciarskie podczas najważniejszych imprez, takich jak igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata, są wielką wojną nerwów i po raz pierwszy opowiedział o powodach zakończenia kariery przed dwoma laty, zaraz po mistrzostwach świata w Oslo.

- Wygrałem kwalifikacje. Podczas konkursu na własnej skoczni przed 50 tysiącami norweskich kibiców czułem się pobudzony. Pierwszy skok na odległość 134 metrów udał mi się znakomicie i byłem drugi. W drugiej serii przed wejściem na belkę byłem pełen wiary w siebie, lecz tuż przed skokiem w kilka sekund opanowała mnie panika i paraliżujący strach. Poczułem się jak początkujący, zupełnie zielony skoczek, spaliłem skok i zakończyłem rywalizację dopiero na 9. miejscu - powiedział Norweg.

Dodał, że decydujący wpływ na decyzję odejścia od sportu miał ówczesny trener Norwegów Fin Mika Kojonkoski. - Kiedy załamany przyszedłem do przebieralni, trenera tam już nie było. Oczekiwałem pocieszenia i wsparcia, których nigdy nie otrzymałem. Następny dzień przeleżałem w hotelowym łóżku w kompletnej samotności, chociaż w Hoenefoss czekała na mnie rodzina. Podjąłem decyzję o końcu kariery i dopiero Stoeckl przekonał mnie do powrotu - opowiedział Jacobsen.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy