Intrygujące słowa Macieja Kota. Padło porównanie do Rumunii
Nic dwa razy się nie zdarza. Maciej Kot doświadczył tego w Wiśle. Zakopiańczyk otwierał sobotni konkurs Pucharu Świata. Dokładnie tak, jak kilka miesięcy temu w Letnim Grand Prix. Tyle że wtedy prowadził po pierwszej serii i sensacyjnie wygrał konkurs. Teraz też był pierwszy, tylko że na liście tych, którzy nie awansowali do serii finałowej. Zabrakło 0,3 pkt. Zakopiańczyk uważa, że polską drużynę stać na zajmowanie wysokich lokat, ale trzeba się skupić na tym, by równać do najlepszych, a nie rywalizować we własnym gronie. - Mamy karty, którymi możemy grać i które pozwalają nam myśleć o wysokich miejscach - wypalił.

W skrócie
- Maciej Kot minimalnie przegrał walkę o awans do finałowej serii w Wiśle, zabrakło mu zaledwie 0,3 punktu.
- Zawodnik uważa, że polska drużyna powinna skupiać się na gonieniu światowych liderów, zamiast rywalizować wyłącznie we własnym gronie.
- Kot podkreśla, że polska kadra ma duży potencjał, ale konieczne jest szybkie znalezienie rozwiązań, by osiągać wysokie miejsca.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Maciej Kot w piątek, ale też w sobotniej serii próbnej pokazał się z dobrej strony. Wydawało się, że zdobędzie spokojnie pierwsze punkty Pucharu Świata w tym sezonie. Nic z tych rzeczy. Po raz kolejny 34-latek musiał przełknąć gorzką pigułkę.
Tym razem do tego, by awansować do "30" zabrakło 0,3 pkt. To czwarty taki przypadek w tym sezonie w reprezentacji Polski, kiedy do serii finałowej brakuje tak niewiele.
Maciejowi Kotowi zabrakło kilkunastu centymetrów. "Trzeba przełknąć gorzką pigułkę"
Gdyby liczyć dokładniej, to Kotowi do zdobycia punktów zabrakło kilkunastu centymetrów.
- Tak naprawdę metr, może półtora metra dalej dałoby mi taki komfort już po moim skoki. Nie musiałbym patrzeć, jak skaczą inni. Znalazło się jednak przede mną kilka nazwisk, których - patrząc na treningi - nie powinno być przede mną. Wiedziałem zatem, że będzie trudno o awans do serii finałowej. Przy odrobinie lepszym skoku, byłoby tych kilka metrów dalej - mówił Kot, nie szukając wymówki.
- Popełniłem niewielki błąd, ale na tym poziomie okazał się on być bardzo kosztowny. Od piątku zmieniłem delikatnie pozycję najazdową. Pierwszego dnia była ona zbyt agresywna, w sobotę chciałem zadbać o to, było więcej stabilności. W tej pozycji jednak zbytnio spieszyłem się do lotu. Zabrakło zatem energicznego wyjścia z progu połączonego z lotem. Byłem po prostu zbyt agresywny zaraz za progiem. Trochę zatem się wycofałem i to był ten moment, kiedy narty przyszły i wytraciłem prędkość. Potem już tylko ratowałem ten skok, ile się dało - tłumaczył.
Kot nie krył rozczarowania, bo wszystkie skoki w Wiśle wskazywały na to, że powinien walczyć o miejsce w trzeciej "10".
Normalne skoki wystarczyły. Z nimi jestem w stanie walczyć o punkty. Niestety w stawce jest bardzo ciasno i metr lub dwa robią wielką różnicę w wynikach. Przy odrobinie lepszym przelocie nad bulą, punkty by były. Trzeba jednak przełknąć gorzką pigułkę
Maciej Kot: trzeba gonić świat, bo równie dobrze można być mistrzem Rumunii
On przed inauguracją sezonu w Lillehammer przegrał rywalizację o miejsce w kadrze z Pawłem Wąskiem. Teraz znowu rywalizuje, bo Maciej Maciusiak, trener kadry wskazał, że to między nim a Aleksandrem Zniszczołem rozstrzygnie się, który z nich pojedzie na konkursy w Klingenthal (12-14 grudnia).
- Nie przyjechałem do Wisły rywalizować z kolegą z kadry. Trzeba się skupić na tym, by rywalizować z najlepszymi - Niemcami, Austriakami, Norwegami i gonić świat. Jeśli będziemy się koncentrować na własnym podwórku i patrzeć, kto z Polaków jest najlepszy, to równie dobrze można być mistrzem Rumunii i się z tego cieszyć. Musimy być silni jako drużyna, a nie patrzeć, czy ktoś w kadrze jest lepszy od kolegi. Teraz trzeba cisnąć mocno, by znaleźć rozwiązanie problemów, jakie są. To jest dopiero początek sezonu, ale wiemy, jak ten czas szybko ucieka - mówił Kot.
Trener Maciusiak cały czas podkreśla, że teraz w Polsce nie ma podziału na kadrę A i kadrę B, tylko jest jedna polska drużyna.
Rzeczywiście jest siła w naszej drużynie. Jest współpraca między kadrami. Zresztą widać, jakie płynne przejście do Pucharu Świata z kadry B miał Kacper Tomasiak. W lecie na Letnim Grand Prix też nie miałem większych problemów. To jest tylko kwestia znalezienia odpowiedniej komunikacji na skoczni. Wciąż uważam, że jest duża siła w tej drużynie. Mamy doświadczenie w postaci starszych zawodników i młodości w postaci Kacpra. Mamy karty, którymi możemy grać i które pozwalają nam myśleć o wysokich miejscach. Czegoś jednak brakuje i trzeba jak najszybciej znaleźć rozwiązanie
Z Wisły - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













