Igrzyska zmyły uśmiech z twarzy Polki. Przekonała się, jak brutalny jest świat wokół
- Rodzice byli trochę przerażeni tym, z czym mierzyłam się w czasie igrzysk, ale dawali mi wielkie wsparcie. Starali się, bym zrozumiała, że nie ma się czym przejmować. To dla nich też była trudna sytuacja, kiedy ich córka otrzymywała tak paskudne wiadomości. Na pewno ich to bolało i oni chyba jeszcze bardziej przeżywali to, niż ja - powiedziała Pola Bełtowska, olimpijka na zimowe igrzyska w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo, w rozmowie z Interia Sport. 19-latka zanotowała życiowy sezon. Na swoje pierwsze igrzyska jechała z uśmiechem na twarzy, ale ten został szybko zmyty z jej twarzy. I to nie sprawą hejterów. Bełtowska przyznała, że na igrzyskach dostała nauczkę, ale z tej lekcji mogą korzystać naprawdę wszyscy.

W skrócie
- Pola Bełtowska po osiągnięciu najlepszego wyniku w karierze zakwalifikowała się na zimowe igrzyska olimpijskie, gdzie jednak nie spełniła własnych oczekiwań.
- Podczas igrzysk Bełtowska doświadczyła hejtu w mediach społecznościowych i otrzymała wsparcie od rodziców oraz kadry.
- Bełtowska już rozpoczęła przygotowania do kolejnego sezonu, chcąc udowodnić sobie, że może dalej rozwijać się w skokach narciarskich.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Pola Bełtowska już latem wysłała sygnał, że zrobiła duży progres. W Grand Prix wskoczyła do "10" i choć złapała zadyszkę, to jednak zimę rozpoczęła bardzo dobrze.
19-latka w Falun zajęła 14. miejsce. To jej najlepszy wynik w karierze w Pucharze Świata. Wydawało się, że nawiąże do najlepszych tygodni z Letniego Grand Prix, ale stało się zupełnie odwrotnie. Mimo tego Bełtowska zaliczyła najlepszą zimę.
Spełniła też swoje marzenie. Wywalczyła miejsce na zimowe igrzyska olimpijskie. Tam jednak skakała słabo, o czym zresztą mówiła w rozmowie z Interia Sport. Do tego spotkał ją brutalny hejt ze strony kibiców w mediach społecznościowych. Zawodniczka AZS Zakopane jednak się nie poddaje i już zaczyna pracę nad tym, by kolejny sezon był znacznie lepszy, bo ona po prostu kocha to, co robi.
Moment, w którym wszystko się załamało
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Za tobą trzeci sezon w Pucharze Świata. Na lotach już cię nie zobaczymy. Tę zimę rozpoczęłaś z wysokiego "C", bo jednak 14. miejsce w trzecim konkursie sezonu w Falun to było coś. Dla ciebie tak dobry początek startów był zaskoczeniem?
Pola Bełtowska: - To było zaskoczenie, bo przecież końcówka lata nie była dla mnie udana. Nie skakałam dobrze.
Start w Szwecji, twój najlepszy w karierze w Pucharze Świata, dawał nadzieję?
- Zdecydowanie. Myślałam, że teraz wszystko ruszy, ale jednak od konkursu na dużej skoczni coś się stało. Przestałam dobrze skakać.
Coś się wtedy wydarzyło? Od tego momentu tylko raz i to po wielu tygodniach znalazłaś się w drugiej serii konkursowej. Do tego miałaś całą serię zawodów, w których przepadałaś w kwalifikacjach.
- Dla mnie to była przytłaczające. Sama nie wiem, co się wtedy wydarzyło, że tak to moje skakanie zaczęło wyglądać.
To był bardziej wpływ głowy, czy techniki?
- Technicznie myślę, że nie było na tyle źle. Może trochę gorzej zaczęła głowa pracować. Teraz można gdybać. Sama nie wiem dokładnie, co decydowało o tym, że tak źle to wyglądało.
Latem twoje skoki mogły imponować. Zajmowałaś wysokie miejsca w Grand Prix w Wiśle, ale przede wszystkim te próby były po prostu bardzo dobre. Widać było, że to chce lecieć.
- Wisła była dla mnie bardzo pozytywna. Tydzień wcześniej były mistrzostwa Polski i skakałam średnio, a w Grand Prix dostałam olśnienia. Każdy skok mnie cieszył. I były też wyniki.
Nie można było tego powtórzyć potem w sezonie?
- Chciałam. Bardzo chciałam. Może nawet za bardzo.
Twoje problemy z wagą są już ogarnięte?
- Tak. Sytuacja w miarę się unormowała. Wciąż jednak można nad tym pracować. Na ten moment jednak nie jest źle.
Wiele tych kilogramów musiałaś stracić?
- Nie pamiętam. Na pewno to było kilka kilogramów, ale nie jakoś bardzo dużo.
To jest chyba trudna praca do wykonania, ale konieczna?
- Wiadomo, że w skokach im mniej się waży, tym lepiej. Oczywiście bez przesady. Do następnej zimy na pewno będę nad tym bardzo mocno pracowała, by jeszcze urwać coś z wagi. Mam nadzieję, że się uda.
Miał być wymarzony czas, ale uśmiech z twarzy szybko zszedł
Po raz pierwszy w karierze pojechałaś na zimowe igrzyska olimpijskie. Wywalczyłaś sobie to miejsce. To miał być wymarzony czas, ale chyba nie do końca tak było?
- Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie te igrzyska. I właśnie przez to nie cieszyłam się za bardzo tym, że tam byłam. Nie czerpałam radości z tych zawodów. Te igrzyska dały mi jednak wielką nauczkę na przyszłość. Na pewno zmieniły one moje podejście do różnych rzeczy.
Kiedy przyjechałaś do Predazzo to chyba była jeszcze euforia?
- Tak. Pierwsze dni w wiosce olimpijskiej i na igrzyskach to było dla mnie coś fascynującego. Cieszyłam się, że tam jestem. Niestety moje skoki szybko zmyły z mojej twarzy uśmiech. To nie było to, czego od siebie oczekiwałam.
Widać było od pierwszych skoków, że męczyłaś się w Predazzo?
- Dawałam z siebie wszystko, ale nie byłam w stanie nic poprawić. Wszystkie moje próby wyglądały niemal tak samo.
Ten atak był zaskoczeniem. 19-latka dowiedziała się, jak brutalny jest dzisiejszy świat
Radość z igrzysk zabrały ci skoki, czy ludzie?
- Na to, że moje skoki nie są do końca dobre, byłam przygotowana. Spodziewałam się, że nie będzie cudów. To jednak, co mnie spotkało ze strony ludzi, było już dla mnie wielkim zaskoczeniem. Nie pozostało to na pewno bez wpływu na dalszą część igrzysk.
Był taki moment, że chciałaś zrezygnować ze startów?
- Nie miałam takiego momentu. Ani przez moment. Ten hejt, jaki na mnie spłynął, sprawił, że chciałam jeszcze bardziej. I właśnie przez najbliższe miesiące chcę się koncentrować na tym, by skakać tak, żebym była z siebie zadowolona.
Twoja historia poruszyła miliony kibiców. Być może nawet w pewnym momencie był przesyt tych informacji o hejcie, jaki cię spotkał. Na miejscu widać było, że organizatorzy wzięli sobie to do serca. Dostałaś nawet kwiaty. Było chyba wiele ciepła ze strony osób, których nawet pewnie nie znałaś?
- I to mi pokazało, że jednak wokół mnie jest też ogrom dobrych ludzi, a ci, którzy mają jakiś problem, stanowią mniejszość.
Media społecznościowe. To od nich się zaczęło. Już na igrzyskach odstawiłaś je do kąta?
- Tak.
Potrafią być brutalne?
- Oj, zdecydowanie.
To, co cię spotkało, to też taka trochę nauczka, by oddzielać świat wirtualny od tego rzeczywistego?
- Już na igrzyskach zrozumiałam, że jak mam jakieś zawody, to lepiej w ogóle nie używać social mediów. Trzeba zajmować się tym, co robimy, a na media społecznościowe przyjdzie czas. Korzystanie z nich na pewno nie pomaga, a może tylko przeszkodzić.
A da się tak w dzisiejszym świecie?
- Tak. Mam wyłączone powiadomienia, więc media społecznościowe działają w tle. Można jednak żyć bez social mediów. Zerkałam na nie od czasu do czasu, ale dopiero niedawno dodałam pierwszy post. Media społecznościowe bywają naprawdę zgubne, o czym przekonałam się na własnej skórze. Jak idzie dobrze, to fani wtedy noszą cię na rękach, a jak się potkniesz, to niszczą człowieka. Dobrze jest zrobić sobie reset od social mediów.
Była jakaś jedna osoba, która pomagała ci w tym trudnym czasie na igrzyskach?
- Bardzo wspierali mnie rodzice, bo oni byli na miejscu. Cała nasza kadra była dla mnie otuchą. Mogłam na nich liczyć.
Rodzice nie byli przerażeni?
- Pewnie, że byli trochę przerażeni, ale dawali mi wielkie wsparcie. Starali się, bym zrozumiała, że nie ma się czym przejmować. To dla nich też była trudna sytuacja, kiedy ich córka otrzymywała tak paskudne wiadomości. Na pewno ich to bolało i oni chyba jeszcze bardziej przeżywali to, niż ja.
Pola Bełtowska: chcę to samej sobie udowodnić
Nie najlepiej przywitałaś się z igrzyskami, ale też nie najlepiej pożegnałaś z mistrzostwami świata juniorów. Ostatni start w tej kategorii wiekowej w Lillehammer kompletnie ci nie wyszedł.
- Myślałam, że jednak będzie zupełnie inaczej, ale byłam tam bardzo spięta. Kompletnie mnie odcięło. Tak naprawdę oddałam tam jeden dobry skok w mikstach. Szkoda, że taki mi nie wyszedł w indywidualnym konkursie.
Ostatni start tej zimy, to były zawody Pucharu Świata w Oslo. Już kolejnego dnia zaczęłaś przygotowania do następnej zimy?
- Dałam sobie kilka dnie na reset, ale zaraz zacznę przygotowania. Z większym zapałem. Chcę samej sobie udowodnić, że mogę skakać tak, by być z siebie zadowoloną.
Masz dopiero 19 lat, a już jesteś na poziomie, na jakim żadna inna zawodniczka w Polsce nie była w takim wieku. Znasz też wyboistą drogę Anny Twardosz, która przecież w Predazzo biła się o medal igrzysk.
- I to mi pokazuje, że można. Droga Ani była długa i bardzo wyboista, ale pokazała, że warto było zacisnąć zęby i ją przejść, by teraz tak skakać. Mam nadzieję, że jeśli będę cierpliwa jak Ania, to też pokażę, na co mnie stać.
Kochasz skoki?
- Oj, bardzo je kocham. Gdybym ich nie kochała, to nie byłoby mnie już w tym sporcie. Mam nadzieję, że skoki odwzajemnią mi tę miłość i pozwolą na to, bym cieszyła się nimi.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













