Horngacher wywołał burzę. "Donos" na Polaków, a potem takie słowa o Polsce
Przed tegorocznymi igrzyskami olimpijskimi Mediolan-Cortina reprezentacja Polski chciała zaskoczyć stawkę nową technologią kombinezonów. "Biało-Czerwoni" stanęli do wyścigu zbrojeń także przed ostatnią imprezą czterolecia w Pekinie, a wówczas tuż przed walką o medale wybuchła afera. Na jej pierwszym planie stanął były szkoleniowiec naszej kadry Stefan Horngacher, który złożył "donos" na działania swojego byłego pracodawcy. A potem, po czasie wrócił do sprawy, wypowiadając się wprost na temat naszego kraju i polskich kibiców.

- Kamil Stoch, Paweł Wąsek oraz Kacper Tomasiak - taki skład męskiej reprezentacji Polski w skokach narciarskich został oddelegowany do walki o medale na tegorocznych igrzyskach olimpijskich Mediolan-Coritina. A Polski Związek Narciarski już jakiś czas temu podjął walkę o by, naszym skoczkom pomogły nie tylko odpowiednie treningi, ale i technologia.
Międzynarodowa Federacja Narciarska i Snowboardowa (FIS) opublikowała niedawno listę dopuszczonych do użytku kombinezonów, na której uwzględniony jest ten o nazwie "Black 2.0", nad którym pracowała w ostatnim czasie nasza federacja. Sam prezes Adam Małysz twierdził jednak, że prawdopodobieństwo dopracowania i przygotowania nowych strojów na rywalizację w Predazzo jest raczej niewielka.
- Zobaczymy. Stworzenie takiego materiału nie jest proste, bo niewiele firm robi takie rzeczy od zera. Tymczasem w Polsce już mamy swój własny materiał. Teraz cały czas nad nim pracujemy. Było wiele prób, ale nie do końca były one udane. Perforacje, klejenie, lycry i gąbki. Jest dużo pracy przy tym. Ale w końcu wyszło. Skakaliśmy już w tym materiale - tłumaczył trener reprezentacji Polski Maciej Maciusiak jeszcze pod koniec stycznia, na finiszu mistrzostw świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie.
Warto przypomnieć, że także przed czterema laty, na poprzednich igrzyskach - w Pekinie nasza kadra chciała zaskoczyć techniczną nowinką. Wówczas naprzeciw naszej koncepcji wystąpił jednak były trener "Biało-Czerwonych" Stefan Horngacher. I zrobiło się gorąco.
Igrzyska olimpijskie. "Wojna obuwnicza". Stefan Horngacher kontra Polacy
Wspomniane sceny rozegrały się w 2022 roku, gdy polską kadrą skoczków dowodził Michal Doleżal. A wszystko rozpoczęło się podczas Pucharu Świata w Willingen, który stanowił ostatni przystanek przed imprezą czterolecia.
Nasi skoczkowie nadzwyczaj obiecujący spisali się już w prologu przed sobotnim konkursem. Wygrał go Kamil Stoch, a w TOP10 znaleźli się także Piotr Żyła, Dawid Kubacki oraz Paweł Wąsek. Niestety, po samym konkursie nastroje w naszej kadrze dalekie były od euforycznych. A wszystko przez to, że zakończył się on niespodziewanymi dyskwalifikacjami Piotra Żyły i Stefana Huli, które mogły dotknąć wszystkich naszych skoczków. Jak się później okazało, była to sprawka właśnie Stefana Horngachera.
- Stefan Horngacher się wściekł, że wyciągnęliśmy nowy sprzęt tuż przed igrzyskami. Wpłacił 500 franków i złożył oficjalny protest na buty naszych skoczków. Uznał, że są nowe. Chyba poskarżył się też na nasze narty i kombinezony - mówił w rozmowie z portalem Sport.pl były już sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego - Jan Winkiel.
I tak na tydzień przed walką o olimpijskie medale w Pekinie rozgorzała "obuwnicza burza". A gęstą atmosferę tylko podgrzała ostra wypowiedź Kamila Stocha, której ton mógł mocno zaskoczyć.
To, co zrobił Stefan Horngacher jest trochę dziecinne. Donosi się w przedszkolu, a nie między dorosłymi ludźmi
Nieco więcej zrozumienia dla szkoleniowca Niemców wyrażał Adam Małysz, choć przy tym nie zgadzał się z tym, co spotkało naszą kadrę.
- Jeśli chodzi o samego Stefana, to ciężko dyskutować i komentować. Gdyby był w Polsce, to też by walczył o swoich zawodników. Teraz robi to samo dla Niemców, więc nie miejmy pretensji. A sama dyskwalifikacja jest niezrozumiałą decyzją. Przecież te buty nie są całkowicie nowe, ale jeśli chodzi o samą ich modyfikację, to doskonale wszyscy wiedzą, że dużo krajów takie modyfikacje robią - tłumaczył w Pekinie prezes PZN w rozmowie z Interią.
Sprawa zakończyła się dla nas niepowodzeniem, bo FIS zabroniła polskiej ekipie używać wspomnianego obuwia do końca sezonu. Także w czasie igrzysk.
Sam wyjazd do Pekinu okazał się owocny wyłącznie dla Dawida Kubackiego, który wywalczył brązowy medal na skoczni normalnej, przegrywając ze złotym medalistą Ryoyu Kobayashim oraz drugim Manuelem Fettnerem.
Po tamtych wydarzeniach Stefan Horngacher "obraził się" na polskie media. Milczenie przerwał dopiero po roku z drobnym okładem, pojawiając się przed kamerą serwisu Skijumping.pl.
Po tej sytuacji miałem bardzo dużo złej prasy w polskich mediach. Dlatego podjąłem decyzję, aby nie rozmawiać z polskimi dziennikarzami. Zauważyłem, że nikt tak naprawdę nie wiedział, o co w tym wszystkim chodziło. Wszyscy uważali to za coś złego, a to nie było tak. Zasady to zasady i każdy musi ich przestrzegać. Dlatego tak wtedy postąpiłem. To była moja decyzja.
A przy tym wprost wypowiedział się o naszym kraju i czasu przepracowanym w biało-czerwonych barwach.
- Spędziłem tutaj trzy lata i to był dla mnie bardzo miły czas. Lubię Polaków. Lubię ten kraj. Lubię ten sport - skoki narciarskie. A Polacy bardzo uwielbiają tę dyscyplinę. Nigdy nie miałem żadnych problemów z polskimi kibicami. Dla mnie tylko moment medialnej dyskusji o butach był niepokojący - mówił obecny trener kadry Niemiec.


















