Horngacher ma stworzyć coś, czego w Polsce nie było. Naprawi błędy i postawi sobie pomnik
Ciągnie wilka do lasu - tak można powiedzieć o Stefanie Horngacherze. Jeszcze przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo wydawało się, że od nowego sezonu obejmie kadrę Francji, która będzie szykowała się do kolejnych igrzysk, ale Austriak zdecydował się na powrót do Polski. Po raz trzeci wylądował w naszym kraju. Tym razem chce zostawić w Polsce coś trwałego - tak przynajmniej wynika z zapowiedzi tego, czym ma się zajmować - ale być może będzie też chciał naprawić błędy, jakie popełnił w czasie, gdy prowadził Biało-Czerwonych do wielkich sukcesów.

Ze Stefanem Horngacherem spotykałem się wiele razy w ostatnim sezonie zimowym. Także poza skocznią. Jeszcze w Falun zapytałem go, co zamierza teraz robić, to z uśmiechem odparł, że chce trochę odpocząć od pracy trenerskiej, a może zajmie się szkoleniem... kolarzy.
Kilka tygodni później usłyszałem, że być może trafi do Francji. W sumie byłoby to logiczne, bo z domu nie miałby wcale daleko do pracy z kadrą, która w ostatnich latach zrobiła wielkie postępy pod okiem Nicolasa Dessuma, a do tego będzie się przygotowywała do zimowych igrzysk olimpijskich, jakie odbędą się w ich kraju.
Stefan Horngacher przez ostatnie lata szlifował język polski
Z Horngacherem trochę pośmialiśmy się przy okazji ceremonii otwarcia igrzysk w Predazzo. Wtedy zaskoczył mnie tym, jak świetnie radzi sobie z językiem polskim. Właściwie w pewnym momencie zaczęliśmy rozmawiać właśnie po polsku. Cieszył się z tego, że bardzo w nauce pomógł mu Grzegorz Sobczyk, z którym współpracował w ostatnich latach. Nasz trener prowadzi Władimira Zografskiego, ale działał z Horngacherem w porozumieniu z niemiecką federacją. Nawet zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie na ceremonii z Austriakiem.
Kilka dni później widać było, jak cieszył się z sukcesów Polaków. Przybiliśmy piątkę. Były gratulacje. Systematycznie jednak odmawiał wywiadów.
Teraz Horngacher wraca do Polski. To on - nie ujmując nic polskim trenerom - stworzył podwaliny pod późniejsze wielkie sukcesy Kamila Stocha, Piotra Żyły, czy Stefana Huli. Razem z nimi pracował, kiedy był jeszcze trenerem kadry juniorów w Polsce. To było jedno z jego pierwszych dużych wyzwań w karierze szkoleniowca.
W 2016 roku Austriak znowu trafił do Polski i tym razem - już w gronie seniorów - mógł pracować ze wspomnianą trójką. Do tego doszli kolejni zawodnicy i tak stworzyła się najlepsza drużyna w historii, która sięgnęła po tytuł mistrza świata.
Zabetonowana kadra
Cieszyliśmy się z sukcesów, ale też dostrzegaliśmy to, co działo się za plecami naszych najlepszych skoczków. Kadra skupiona wokół Horngachera zamykała się. Była jak oblężona twierdza. Na treningi nie mieli wstępu inni trenerzy, a działaczy przepędzał z nich. Skocznie były zamykane. Nie było zbyt dużej współpracy z innymi kadrami, które wyraźnie odstawały przede wszystkim, jeśli chodzi o sprzęt. I kilka lat później obudziliśmy się z ręką w nocniku, bo okazało się, że zrobiła nam się duża wyrwa pokoleniowa. Kilku naprawdę dobrych zawodników właśnie przez Austriaka odeszło ze skoków.
Nowa rola - ma łączyć i stworzyć coś, czego w Polsce nie było
Dziesięć lat po tym, jak Horngacher przejął naszą kadrę, Austriak wraca do Polski, ale w zupełnie innej roli. Teraz ma być koordynatorem szkolenia, a to znaczy, że ma łączyć, a nie dzielić. Było trochę zawirowań i poszło głównie o pieniądze, bo jednak zarobki, o jakich słyszałem, były naprawdę bajońskie. Horngacher tak bardzo jednak chciał przyjść do Polski, że zdecydował się na dużą redukcję zarobków, choć te nadal będą spore.
Wielka jednak będzie spoczywała na nim odpowiedzialność. Od trenera kadry Macieja Maciusiaka, ale też od prezesa PZN Adama Małysza, usłyszałem, że marzeniem i celem Austriaka jest stworzenie z Polski potęgi w skokach. Mamy być najlepsi na każdym froncie. Zdaje się, że Horngacher będzie chciał sam postawić sobie pomnik w naszym kraju, tworząc trwałe fundamenty w skokach, jakich w Polsce jeszcze nie było. Pierwszy krok został już wykonany za prezesury Małysza. Zlikwidowana została bowiem kadra juniorów, a takim samym szkoleniem zostali objęci wszyscy uczniowie Szkół Mistrzostwa Sportowego. Dzięki temu jest teraz rywalizacja o miejsce w zawodach, a skoczkowie nie trafiają do kadr tylko po to, by odebrać ładne ubranka.
Austriak tym samym być może będzie chciał naprawić błąd z lat 2016-2019, kiedy zabetonował kadrę i odciął możliwość korzystania z nowinek technicznych. Teraz to wszystko ma działać na każdym poziomie szkolenia w Polsce. Zapowiada się to naprawdę obiecująco, tym bardziej że na tym wszystkim skorzystają też polscy trenerzy, którzy mają szansę bardzo się rozwinąć, bo jednak Horngacher to wciąż wielki wzór do naśladowania.
Zobacz również:













