Gwałtowna decyzja ws. Tomasiaka, Polak za burtą mistrzostw świata. Trener reaguje
- Kacper naprawdę pokazał coś, co niekiedy przerasta wyobraźnię normalnego człowieka, a zarazem daje niesamowitą radość. Przed igrzyskami każdy marzył, żeby skoki w Polsce nie zeszły na poziom, z którego trzeba by było wszystko budować od nowa - mówi w pierwszej części rozmowy z Interią słynny trener Jan Szturc, któremu trzykrotny medalista olimpijski Kacper Tomasiak wpadł w oko już jako 6-latek. Wuj Adama Małysza komentuje świeżą decyzję o wycofaniu z rywalizacji w mistrzostwach świata juniorów.

Artur Gac, Interia: Od wczoraj wiemy, że Kacper Tomasiak swoje starty w mistrzostwach świata juniorów zakończył na jednym, srebrnym medalu, bowiem od dzisiaj rywalizuje w Pucharze Świata w Lahti. Z pana perspektywy to trafna i zasadna decyzja, czy ma pan trochę inną optykę?
Jan Szturc: - Cóż, na mistrzostwach świata juniorów został jeszcze sobotni konkurs drużynowy. Bez Kacpra na pewno na starcie stanie drużyna zdecydowanie słabsza, ale myślę, że w tej chwili są jak gdyby wyższe cele. Kacper już i tak osiągnął w tym sezonie bardzo wiele, czyli trzy medale olimpijskie, po drodze mistrzostwo Polski, a teraz tytuł wicemistrza świata. Uważam, że teraz będzie skupiał się tylko i wyłącznie na Pucharze Świata, zostało jeszcze kilka konkursów, w tym są jeszcze loty narciarskie, a wszystko zwieńczy finał w Planicy. Teraz chodzi o to, żeby tutaj się pokazać, czyli już w elicie. Zresztą identyczny krok podjęli Austriacy i Amerykanie, bo w Lahti będzie startował także złoty medalista Stephan Embacher i brązowy Jason Colby. To, co Kacper miał zrobić, już zrobił i teraz koncentruje się tylko na Pucharze Świata, by dokończyć go w jak najlepszej dyspozycji.
Gdyby pan osobiście stanął w obliczu takiego dylematu, to do jakiej decyzji byłoby panu bliżej? Bo co by nie mówić, jednak chodzi o mistrzowską imprezę, która odbywa się raz na rok. Z drugiej strony była opcja wysłania zawodnika do elity, w której już tak znakomicie zaprezentował się w Predazzo.
- Uważam, że bliżej byłoby mi do tej, która zapadła, czyli postawienie na Puchar Świata. Skoro wszystko, co było do zdobycia, właściwie zdobył, a wczorajszym medalem dodatkowo zwiększył kwotę dla kadry w Pucharze Świata na cały rok, powinien już do końca sezonu współrywalizować wyłącznie z najlepszymi na świecie. Twierdzę, że podjęto trafną decyzję, która na pewno była analizowana przez sztab szkoleniowy. Nie tylko kadry A, ale w porozumieniu ze sztabem szkoleniowym kadry juniorów, a więc z Danielem Kwiatkowskim i pozostałymi trenerami, choćby Sławkiem Hankusem ze Szkoły Sportowej. Raz jeszcze powiem, że według mnie to decyzja jak najbardziej trafna.
Miał pan okazję ileś godzin przepracować razem z Kacprem Tomasiakiem? Przez jakikolwiek moment swojej młodej kariery był pod pana okiem?
- Taka sytuacja nigdy nie miała miejsca. Tyle tylko, co obserwowałem go, można powiedzieć od pierwszych zawodów, bo akurat byłem w Wiśle-Łabajowie, kiedy to Kacper pierwszy raz wystartował w "Pucharze Głuszca". Wtedy miałem możliwość przebywać z tatą Kacpra oraz jego trenerami klubowymi. A później obserwowałem go już tylko na zawodach typu Lotos Cup, w tej chwili Orlen Cup Kids. Śledząc te zmagania obserwowałem jakie robi postępy i naprawdę miło było patrzeć na tego chłopaka, w jaki sposób skacze. Imponował zwłaszcza niesamowicie mocnym odbiciem. Na to od razu zwróciłem uwagę.
Tacy fachowcy, jak pan, wskazują właśnie na ten walor. Drugi, najczęściej wymieniany przez trenerów, którzy z nim pracowali i pracują, to imponująca psychika. To taki zawodnik, który jest w stanie lepszą wersję siebie sprzedać w zawodach niż choćby na ostatnim, generalnym treningu. To niebywale cenny atut w sporcie.
- Tak. Kacper podchodzi do startów jak zawodnik naprawdę już z doświadczeniem iluś lat. Obciążenia, związane z zawodami, nie robią na nim wrażenia. Prawda jest taka, że są zawodnicy, którzy bardzo dobrze prezentują się na treningach, a później nie pokazują tego na zawodach. Natomiast u Kacpra jest właściwie na odwrót. Nie zawsze wyróżnia się w treningach czy w kwalifikacjach, ale już jak przyjdą zawody, widać u niego pełną mobilizację. Taką stuprocentową, która pozwala mu dać z siebie wszystko.
Jest pan sobie w stanie przypomnieć, który to był rok, gdy widział go w jego premierowym starcie w "Pucharze Głuszca"?
- To był 2013 rok.
Miał wtedy 6 lat.
- Zgadza się, był sześciolatkiem.
To wręcz niesamowite, że aż tak utkwił panu w pamięci, wszak powiedzielibyśmy, że mówimy o jednym z setek epizodów.
- (uśmiech) Oczywiście wtedy nie można było powiedzieć, że to będzie przyszły medalista igrzysk olimpijskich czy mistrzostw świata juniorów. Gdy dzieci zaczynają swoją przygodę, najpierw mają się nią bawić. Tata Kacpra, który również jest trenerem w Szkole Sportowej w tej samej konkurencji, bardzo spokojnie podchodził do tego, powiedziałbym z pewnym profesjonalizmem.
Nie znalazłem dotąd człowieka, który by powiedział: "tak, byłem gotowy podpisać się obiema rękami, że Tomasiak, który do czasu igrzysk nie stał na podium w Pucharze Świata, wywalczy we Włoszech trzy medale". Pan był takim szaleńcem, czy to wszystko przerosło także pana wyobrażenie?
- To na pewno przerosło wyobrażenie. Faktycznie nie potrafię sobie wyobrazić, że był ktoś, kto przypuszczał, że Kacper zostanie multimedalistą. Myślałem, że może, może pokusi się o jakiś jeden medal, ale wiadomo, że gdyby tego medalu nie było, to nikt by na nim nic nie wieszał.
Myślę, że Kacper jest w tej chwili tak przygotowany pod względem mentalnym, psychicznym i fizycznym, że naprawdę możemy mieć w nim następcę w polskich skokach na kilka dobrych lat. Na kolejnych igrzyskach będzie miał dopiero 23 lata. To taki wiek, że będzie w stanie zrobić naprawdę bardzo wiele.
No więc właśnie, jak zatem wytłumaczyć to, co się stało?
- Raz, że jest to niewątpliwie talent, który rodzi się raz na ileś lat, podobnie jak Adam Małysz i Kamil Stoch. Naprawdę to jest brylancik, którego trzeba teraz powolutku szlifować, żeby świecił i błyszczał nam wtedy, kiedy ma świecić. Przed igrzyskami olimpijskimi myślę, że mało kto wierzył, choć niewątpliwie każdy marzył o tym medalu, żeby skoki w Polsce nie zeszły na taki poziom, z którego trzeba by było wszystko budować od nowa. Kacper naprawdę pokazał coś, co niekiedy przerasta wyobraźnię normalnego człowieka, a zarazem daje niesamowitą radość. Dał ją nie tylko sobie, ale kibicom w całej Polsce wraz z nadzieją, że skoki i sukcesy będą kontynuowane. Doszło do pięknego przekazania pałeczki, Kamil kończy karierę po tym sezonie, ale jest następca i to jest bardzo pocieszające.
To wszystko, co powiedział pan w odpowiedzi na poprzednie pytanie, dotyka sedna sprawy. Trzeba powiedzieć, że sukces Tomasiaka nastąpił w jednym z najbardziej krytycznych momentów. Tak jak kania łaknie dżdżu, tak wydawało się, że jesteśmy o krok od katastrofy w polskich skokach, bo właśnie w tym sezonie zawaliła się kontynuacja sukcesów. Tymczasem z tej oto klęski nieurodzaju 19-latek podłączył wszystkich do symbolicznego tlenu.
- Dokładnie jest tak, jak pan powiedział. Ale to także pokazuje pewną specyfikę skoków narciarskich. W jednym sezonie zawodnik błyszczy, jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie, a przychodzi następny sezon i tego zawodnika nie widać. Nieraz trudno to wytłumaczyć. Niekiedy trzeba znowu czasu, żeby dany skoczek na nowo zabłyszczał. Myślę, że Kacper jest w tej chwili tak przygotowany pod względem mentalnym, psychicznym i fizycznym, że naprawdę możemy mieć w nim następcę w polskich skokach na kilka dobrych lat. Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze niejedną radość z Kacpra w konkursach Pucharu Świata, mistrzostwach świata, a na kolejnych igrzyskach będzie miał dopiero 23 lata. To taki wiek, że będzie w stanie zrobić naprawdę bardzo wiele.
Rozmawiał Artur Gac












