Gorzkie słowa po ostatnich zawodach w Oslo. Wszyscy to widzieli. FIS może być bezwzględny
Za nami weekend Pucharu Świata z zawodami w Oslo. Legendarny obiekt po raz kolejny dał o sobie znać, w czym znacząco pomogły wymagające warunki atmosferyczne. Kapryśna pogoda nie była jednak jedynym problemem dla organizatorów. Fakt niskiej frekwencji przy Holmenkollbakken nie przeszedł bez echa, a głosy płynące z Norwegii zapowiadają daleko idące konsekwencje. FIS może wyciągnąć wnioski i dokonać przełomowej decyzji.

W ostatni weekend karuzela Pucharu Świata zatrzymała się w norweskim Oslo. Na legendarnej Holmenkollbakken rozegrano dwa konkursy, o których było bardzo głośno. Kapryśna natura słynnej skoczni dała znowu o sobie znać, o czym boleśnie przekonali się nawet najwięksi faworyci. Przy tym wszystkim nie brakowało nieoczekiwanych sukcesów.
Sobotni konkurs padł łupem Gregora Deschwandena, dla którego był to premierowy triumf w Pucharze Świata. Prócz niego w skład nieoczywistego podium weszli jeszcze Maximilian Ortner oraz Naoki Nakamura. Z wymagającymi warunkami nie poradzili sobie m.in. Domen Prevc i Philipp Raimund, którzy nie awansowali do drugiej serii, a także pechowiec z kwalifikacji Marius Lindvik. Najlepszym z Polaków był sklasyfikowany na 22. miejscu Kacper Tomasiak.
Niedzielne zawody były jeszcze bardziej wymagające dla skoczków, a organizatorzy ostatecznie skapitulowali tuż po zakończeniu pierwszej serii. Triumfatorem nieoczekiwanie został Tomofumi Naito. W drugim konkursie nie brakowało niebezpiecznych chwil - ogromne problemy podczas lotu mieli m.in. Vladimir Zografski oraz Felix Hoffmann.
Norwegowie zaniepokojeni obrazkami z Oslo. Biją na alarm
Wymownym obrazkiem z niedzielnego konkursu była rezygnacja Philippa Raimunda. Mistrz olimpijski z Predazzo niedługo przed swoim skokiem wycofał się z zawodów, a jego niewybredny komentarz został pokazany w telewizji na żywo. Niemiec po konkursie podkreślał, że nie miał zamiaru ryzykować zdrowia w tak trudnych warunkach atmosferycznych.
Wymagająca pogoda nie była dla organizatorów jedynym problemem. W Norwegii głośno jest o bardzo słabej frekwencji podczas poszczególnych konkursów. Głos w tej sprawie zabrał m.in. dyrektor norweskiej kadry Jan-Erik Aalbu. Działacz jasno zasugerował, że kontynuowanie tego trendu może zagrozić w przyszłości odebraniem przez FIS prawa do organizowania konkursów w Oslo.
- Jeżeli nie podejmiemy drastycznych kroków, grozi nam utrata Pucharu Świata. Oglądanie konkursów przy prawie pustych trybunach boli. Jest to dalekie od tego, co chcielibyśmy oglądać. Faktem jest, że nigdzie w Europie nie ma gorszej frekwencji niż u nas - napisał bez ogródek Aalbu za pośrednictwem mediów społecznościowych
Na fiasko konkursów na Holmenkollbakken zareagował również Grete Nykkelmo, dyrektor generalny Festiwalu Narciarskiego w Holmenkollen. - Myślę, że pogoda zrobiła różnicę. Ponadto czasy i ludzie się zmienili. Powrót do tego, co było w dawnych czasach, może być trudny. Niemniej podejmiemy działania, by zebrać publiczność bliżej skoczni w przyszłym roku. Skontaktuję się z Aalbu, by o tym porozmawiać. Wszystkim zależy na zainteresowaniu skokami - stwierdził Norweg cytowany przez eurosport.tvn24.pl.
Do zakończenia sezonu Pucharu Świata pozostały już tylko zawody w lotach narciarskich na mamutach w Vikersund oraz Planicy. Od dłuższego czasu pewny triumfu w klasyfikacji generalnej jest Domen Prevc. Najwyżej notowanym Polakiem pozostaje sklasyfikowany na 17. pozycji Kacper Tomasiak.
Zobacz również:














