Gorąco wokół Macieja Maciusiaka. To jest szokujące. PZN już raz popełnił wielki błąd
To jest w sumie niebywałe, że gorącym tematem jest zwolnienie z funkcji trenera kadry skoczków narciarskich Macieja Maciusiaka. Przecież celem na tę zimę było podtrzymanie medalowej passy w zimowych igrzyskach olimpijskich. Po poprzednim sezonie wydawało się, że to będzie nierealne zadanie. Tymczasem z Predazzo Biało-Czerwoni wrócili z trzema medalami, czego nigdy w historii wcześniej nie było. I za to ma być "nagroda" - zwolnienie. Gdyby do tego doszło, to znaczy, że w Polskim Związku Narciarskim nie wyciągnęli wniosków z poprzednich lat.

Maciej Maciusiak od lat był wychowywany na przyszłego trenera reprezentacji Polski w skokach narciarskich. Uczył się od największych szkoleniowców. Jest jednym z nielicznych wyszkolonych trenerów w Polsce. Skończył bowiem studia w tym kierunku. Do przejęcia kadry przymierzany był wiele razy. Za każdym razem było jednak za wcześnie dla niego, choć on czuł, że to może być już ten moment.
Przez lata rozmawiałem z wieloma osobami i każda ceniła sobie warsztat Maciusiaka, choć podkreślali, że był trudnym człowiekiem do współpracy. To jednak brało się z jego wielkich ambicji. On całe życie marzył o tym, by odnosić sukcesy jako trener, ale ciągle nie dostawał szansy.
Maciej Maciusiak dopiero co został trenerem, a już uznali go za szaleńca. To była misja samobójcza, a wyszedł majstersztyk
To przecież Maciusiak doprowadził naszych juniorów do największych sukcesów w mistrzostwach świata. Jakub Wolny w 2014 roku został mistrzem świata indywidualnie i drużynowo. Poza nim na najwyższym stopniu podium stali też: Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł i Krzysztof Biegun. Z głębokiego dołka potrafił wyciągnąć: Dawida Kubackiego, Macieja Kota, Stefana Hulę, czy Andrzeja Stękałę. Potrafił pracować nieco w cieniu. To wychodziło mu znakomicie.
Praca w roli najważniejszej osoby w kraju w skokach to już jednak wielka sztuka. Presja jest niesamowita, ale Maciusiak pokazał, że nie boi się wzywań. Przejął kadrę w bardzo trudnym momencie. W sytuacji, kiedy zaufanie do trenera głównego, którym był wówczas Thomas Thurnbichler, stracili zawodnicy. Tego nie stracili do Maciusiaka, który był jego asystentem. Może dlatego, że nasz szkoleniowiec zawsze stał za zawodnikami, a w tym sezonie to tylko potwierdził.
Skoro Polski Związek Narciarski decydował się na zmianę trenera na rok przed igrzyskami, by ratować drużynę, to wyjście było tylko jedno - Maciusiak. Moim zdaniem ta propozycja przyszła o rok za wcześnie, ale szkoleniowiec z Chochołowa nie zawahał się przyjść na ratunek polskim skokom. Dopiero co przejmował kadrę, a w pierwszej kolejność obiecał... medal igrzysk. Normalnie chłop zwariował - pomyślało wtedy pewnie wiele osób.
Wydawało się, że to będzie misja samobójcza. Klęska na igrzyska, jaką byłby brak medalu, przylgnęłaby do Maciusiaka do końca kariery. Dlatego nie miał wyjścia. Tu nie rywalizacja w Pucharze Świata była dla niego priorytetem, a właśnie igrzyska, co zresztą ogłosił w pierwszych wywiadach swojej pracy. W sytuacji, kiedy sezon ułożył się tak, a nie inaczej, bo występy w Pucharze Świata były katastrofą, zaryzykował. Nie miał już nie do stracenia. Postawił wszystko na jedną kartę. Nie tylko jeśli chodzi o zawodników, ale zakładam, że pewnie też o sprzęt. I wyszedł majstersztyk. Na igrzyska jechał poniewierany hejtem, ale ciągle mówił o medalu olimpijskim, choć tuż przed nimi wielu już zwątpiło w to, że to będzie realne. Z Predazzo wrócił z trzema medalami. Tego nie dokonał żaden inny polski trener. Już po pierwszym medalu Kacpra Tomasiaka w jednym z pierwszych zdań podkreślał, że to jest medal wielu osób, a nie jego. Maciusiak pewnie myślał, że te medale dadzą mu spokój, ale gdzie tam. Po takim sukcesie najlepiej jest zwolnić trenera. To jest naprawdę szokujące.
To był wielki błąd PZN. Od tego zaczęły się wszystkie problemy
Mam nadzieję, że PZN nie popełni błędu z 2022 roku, którego nie mogę mu wybaczyć. Wówczas po słabszym sezonie w Pucharze Świata i medalu Dawida Kubackiego na igrzyskach w Pekinie, postanowił zwolnić Michala Doleżala. Tego samego, którego dziś chce zatrzymać w sztabie trenerskim. To była przyczyna wszystkich dzisiejszych problemów naszych skoków. Wtedy też straciliśmy kolejnego polskiego fachowca Grzegorza Sobczyka. Choć on i Maciusiak nie zawsze mieli ze sobą po drodze, to jednak ich wspólna praca przyniosłaby polskim skokom zdecydowanie więcej dobrego niż złego. Kiedyś to oni pomagali w wielkich sukcesach Łukaszowi Kruczkowi.
Mamy zatem polską szkołę skoków, ale ona potrzebuje wsparcia. Przede wszystkim technologicznego, bo jednak na tym polu leżymy. A wszystkie "polskie wojenki" odłóżmy na bok. Dla dobra naszych skoków. Zresztą Kruczek kiedyś powiedział w rozmowie ze mną o Maciusiaku, a też nie zawsze dobrze im się układało: Maciek jest bardzo dobrym trenerem. Jest jednym z nielicznych tych szkoleniowców, który korzysta z doświadczeń innych.
Maciusiakowi trzeba podziękować, a nie zwalniać go
Teraz, zamiast pastwić się nad Maciusiakiem, to powinniśmy mu podziękować, że w tak trudnym momencie zdecydował się na przejęcie kadry i do tego wrócił z tarczą z igrzysk. Trzeba zapomnieć o koszmarze z Pucharu Świata, ale wyciągnąć wnioski. Nie wyobrażam sobie, by w kolejnym sezonie Maciusiak nie był trenerem kadry. On po prostu na to zasługuje. Tak naprawdę to najbliższy sezon będzie dla niego prawdziwą próbą.
Maciusiak z pewnością wyciągnął mnóstwo wniosków. Dobrze wie, że były momenty, kiedy się miotał. Były momenty, kiedy nerwy były na tyle duże, że zamiast uwag stricte związanych z techniką, zaczął się bawić w trenera mentalnego. Znając tego trenera, to ma już plan, jak wyjść z tego kryzysu. Skoro udało się w Predazzo, to dlaczego miałoby to nie wyjść w przyszłym sezonie. Bazę już ma. Doświadczenie też. I co najważniejsze. Ma też w końcu sukces, o jakim marzył.
Zobacz również:














