Gorąca majówka w PZN. Nagły zwrot w sprawie Stefana Horngachera
To nie była spokojna majówka w Polskim Związku Narciarskim. Było gorąco, a to za sprawą Stefana Horngachera. Austriak, który chciał wrócić do pracy w Polsce, został zastopowany przez zarząd PZN. Ten nie chciał - jak to określił członek zarządu Rafał Kot - podrzucać nowemu zarządowi (wybory zostały zaplanowane na 13 czerwca) "kukułczego jaja". Istniało jednak realne zagrożenie, że Horngacher, a także Michal Doleżal, po prostu nie skorzystają z polskiej oferty. Trzeba było zatem działać szybko.

Polscy skoczkowie już od wielu dni trenują. Na razie indywidualnie, wedle planów rozpisanych przez profesora Michała Wilka. Właśnie do treningu motorycznego było najmniej zastrzeżeń, jeśli chodzi o poprzedni sezon. Wszyscy chwalili pracę Wilka i przygotowanie fizyczne naszych skoczków. Tyle tylko że nie zgrało się to do końca z techniką, co w połączeniu z problemami ze sprzętem sprawiło, że Biało-Czerwoni w Pucharze Świata byli tylko tłem.
Na szczęście niesamowita praca sztabu i znakomite decyzje podjęte przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo zaowocowały aż trzema medalami naszych skoczków. W każdym z nich swój udział miał Kacper Tomasiak, który też z Pawłem Wąskiem stanął na podium w rywalizacji duetów.
Działacze zastopowali "transfer" Stefana Horngachera
Wraz z ogłoszeniem kadr na nowy sezon Polski Związek Narciarski (PZN), a konkretnie prezes Adam Małysz, miał ogłaszać triumfalny powrót do naszego kraju Austriaka Stefana Horngachera. On w Polsce pracował wiele lat. Najpierw jako trener kadry juniorów, a potem seniorów. Ten znakomity fachowiec miał objąć stanowisko koordynatora szkolenia.
Jak się okazuje, Horngacher sam zgłosił się do Polaków. Widząc potencjał, jaki tkwi w naszej młodej ekipie, postanowił, że - jeśli w naszym kraju nikt nie będzie miał problemów z jego powrotem - to pomoże w budowaniu pozycji polskich skoków. Postawił jednak przy tym warunek. Na "tak" musiał być cały zarząd PZN. Ten jednak stanął okoniem.
Część członków zarządu PZN po prostu pamiętała, jak Horngacher był trenerem kadry seniorów i zamykał treningi dla innych polskich szkoleniowców. Mieli mu to za złe, że wypraszał ze skoczni także działaczy. Wielu nie spodobały się też wynegocjowane zarobki przez Austriaka. Te miały znacznie obciążać budżet PZN i - zdaniem członków zarządu - miały być nieadekwatne do charakteru pracy.
W momencie kiedy Horngacher zgłosił się do pracy w Polsce, od razu pomysł podchwycił trener kadry Maciej Maciusiak. Był moment, że miał nie po drodze z Horngacherem, bo swego czasu ten jednak postawił na Grzegorza Sobczyka jako swojego asystenta, a nie na Maciusiaka. Trener z Chochołowa uznał, że Austriak ze swoją ogromną wiedzą przede wszystkim w zakresie sprzętu bardzo przyda się polskiej kadrze. Do tego Maciusiak nie twierdzi, że jest alfą i omegą i chętnie skorzysta z obecności Horngachera także jeśli chodzi o sferę szkoleniową. Stał się zatem gorącym zwolennikiem ściągnięcia Austriaka.
Stefan Horngacher przyjeżdża do Polski. Zarząd PZN wykonał kolejny i bardzo ważny ruch
Kiedy zarząd postawił, że odracza na razie zatrudnienie Horngachera i zostawi to nowemu zarządowi, to nie spodobało się naszemu sztabowi szkoleniowemu, bo ten od wielu tygodni uzgadniał już wiele spraw dotyczących szkolenia i sprzętu z Horngacherem. Austriak miał kilka propozycji z innych krajów, podobnie jak Michal Doleżal. Czech pozostanie w Polsce uzależniał od tego, czy PZN zatrudni Horngachera. W pewnym momencie zrobiło się gorąco, bo nasi skoczkowie mogli stracić obu tych fachowców.
To wywołało dyskusję wśród członków zarządu. Ostatecznie postanowili oni zaprosić Horngachera. Austriak stawi się już na poniedziałkowym zgrupowaniu kadry. Tego samego dnia zarząd - jak dowiedziała się Interia Sport - ma podjąć też decyzję o zatrudnieniu Horngachera. Podobno udało się zmniejszyć nieco jego zarobki i już nie biły one tak po oczach działaczy. Jeszcze w poniedziałek zarząd PZN ma wydać oświadczenie do mediów w sprawie zamieszania wokół Austriaka.












