Nie milkną echa afery z mistrzostw świata w Trondheim. Norwegowie oszukiwali, nieprzepisowo ingerując w kombinezony Mariusa Lindvika i Johanna Andre Forfanga. Sami przyznali się już, że zagrali nieczysto, choć to słowo można uznać w tej sytuacji za eufemistyczne. Trener Magnus Brevig i szef techniczny Adrian Livelten zostali zawieszeni. Tego pierwszego ma na razie zastąpić dotychczasowy opiekun kadry B, czyli Bine Norcić.
Słoweniec porozmawiał z dziennikarzem rodzimego portalu siol.net, w którym opowiedział o swoich pierwszych emocjach po wybuchu skandalu. - Najpierw zadzwoniła do mnie rodzina i poczułem się, jakbym dostałem gorączki. Miałem załamanie nerwowe. To był czysty szok. Po drugiej serii zobaczyłem materiał, który wysłał mi słoweński dziennikarz. Zastanawiałem się, co to do cholery jest. Po konkursie już widziałem, że coś się dzieje. Potem poszedłem do hotelu i zadzwonił do mnie dyrektor sportowy. Powiedział, żebym wracał do domu do Słowenii i że do mnie zadzwoni - zaznaczył.
Cieszę się, że otworzyli również kombinezony moich skoczków, Roberta Johanssona i Robina Pedersena i nic nie znaleźli. To dzięki tej dwójce byłem w Trondheim. Wykonywałem z nimi wszystkie imitacje. Pedersen był nawet w drużynie, która zdobyła srebrny medal w konkursie drużynowym. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy
Nie wiadomo, kto będzie startował Lindvika i Forfanga w Oslo. Chaos po aferze norweskiej
Norweskie media w poniedziałek obwieściły go tymczasowym trenerem głównym, ale sam zainteresowany podkreśla, że wcale nie ma takiej roli. Co prawda w pewnym sensie przejmie kadrę seniorów, ale do Oslo jedzie, by obserwować swoich podopiecznych, bowiem na Hollmenkollbacken Norwegowie wykorzystają kwotę krajową. Dziś nawet nie wiadomo, kto podczas Raw Air będzie machał chorągiewką z wieży Lindvikowi czy Forfangowi. - Jadę do Norwegii jako trener, aby pomóc mojej drużynie (B - red.). Nie wiem, jak będzie z resztą - przyznał.
Kolejny cios w reprezentację Norwegii, jest komunikat. "To niedopuszczalne"
Zapowiedział już, że w razie specyficznych rezultatów danego skoczka poprosi o skontrolowanie go, nawet jeśli będzie to Norweg. - Tutaj nie będzie przebaczenia. Jeżeli ktoś skoczy za daleko, złożę protest, domagając się dokładnej inspekcji. Dla dobra skoków, sprawa ta musi zostać wyjaśniona - dodał.
Słoweniec pracujący w Norwegii nie chciał "prać brudów" tamtejszej kadry, ale widać, że afera nim wstrząsnęła i może zmienić jego zawodową przyszłość. - To są trudne rzeczy. To może mieć duży wpływ na skoki narciarskie, nie tylko na norweską drużynę. Poważnie zastanowię się, czy kontynuować karierę, czy nie. Czy w ogóle muszę to robić - zakończył.
Thurnbichler obudzony w środku nocy. Tak zaczęła się afera. Doszło do "zdrady"
Zobacz również:








![Siatkarze rozpoczęli walkę o medale ME. Oto akcje pierwszego dnia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N9VMV9HNWK3PC-C401.webp)



