Fatalny występ polskich skoczków, Małysz zabrał głos. Wiemy, kiedy zapadną decyzje
Planica dla polskich skoczków narciarskich do tej pory nie jest udana. Reprezentacja Polski w konkursie drużynowym zakończyła rywalizację na ostatnim miejscu, ze znaczną stratą do poprzedzającej ją Finlandii. Konkurs na żywo oglądał prezes PZN, Adam Małysz, który po zawodach komentował występ Polaków - Na pewno jesteśmy bardzo, ale to bardzo w tyle, jeśli chodzi o sprzęt. Prędkości, które tutaj chłopaki osiągali, to katastrofa - wyznał. Ogłosił również, kiedy możemy spodziewać się pierwszych decyzji, które zapadną po tym sezonie.

Polscy skoczkowie zakończyli ostatni konkurs drużynowy tej zimy na 8. miejscu. Występ Polaków był jednym z najsłabszych od lat, gdyż zajęli ostatnie miejsce. "Biało-czerwoni" w składzie: Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Aleksander Zniszczoł i Kamil Stoch wystąpili w dwóch seriach, ponieważ ze względu na niewielką liczbę zespołów żadna drużyna nie odpadła po pierwszej serii.
Najdalej z Polaków poleciał Piotr Żyła, który uzyskał 214 m. Najsłabiej zaprezentował się natomiast Dawid Kubacki - w żadnej próbie nie przekroczył 200 m (189 m i 169,5 m). Rywalizację pod skocznią w Planicy śledził na żywo prezes Polskiego Związku Narciarskiego, Adam Małysz.
"Ciężko to podsumować, szczególnie z naszej strony. Na pewno nikt nie wyobrażał sobie, że będziemy na takim miejscu, w jakim jesteśmy. Tym bardziej po igrzyskach olimpijskich, kiedy wydawało się, że to wszystko idzie tylko do przodu. Chyba nikt nie przypuszczał, że wrócimy na taki poziom. Na pewno czeka nas sporo analizy, żeby zrozumieć, skąd się wzięło to, że akurat na igrzyskach tak dobrze to zafunkcjonowało, a przed i po jest, jak jest" - ocenił Małysz.
Adam Małysz przemówił po fatalnym konkursie Polaków. "Jesteśmy bardzo w tyle"
Jeszcze przed oficjalnym potwierdzeniem przyszłości Macieja Maciusiaka, sam trener w rozmowie ze skijumping.pl, przeprowadzonej na dwa tygodnie przed zakończeniem sezonu, zasugerował, że pozostanie na stanowisku. Adam Małysz po sobotnim konkursie w Planicy potwierdził, że ostateczne decyzje ogłoszone zostaną dopiero w późniejszym terminie.
Po świętach chcemy zrobić konferencję i na pewno ogłosimy, jak to będzie wyglądać. Na razie chcemy przeanalizować wszystkie "za" i "przeciw" - skąd się wzięły takie rzeczy, a nie inne, że akurat igrzyska wypaliły. Oczywiście mam swoje przemyślenia, ale to są tylko i wyłącznie moje przemyślenia
"Bo jeśli popatrzymy na to, że Paweł i Kacper nie jeździli przez dwa tygodnie na Puchar Świata, tylko przygotowywali się głównie pod igrzyska, i faktycznie te igrzyska wypaliły, to pojawia się pytanie: skąd się to wzięło, że zadziałało akurat tam? Dlaczego nie poszło to dalej? To jest jedna kwestia" - dodał.
Chociaż cały sezon był trudny dla naszych zawodników, wszystkie problemy, z którymi zmagała się nasza kadra, wyraźnie uwidoczniły się podczas finałowych zawodów. W poprzednim sezonie, który również nie był najlepszy w naszym wykonaniu, Polacy zakończyli konkurs drużynowy tuż za podium.
"Na pewno jesteśmy bardzo, ale to bardzo w tyle, jeśli chodzi o sprzęt. Prędkości, które tutaj chłopaki osiągali, to jest katastrofa. Bo 2,5 kilometra na godzinę mniej od czołówki to jest 20-30 metrów różnicy. W tym momencie jesteś już właściwie na straconej pozycji. Do tego dochodzi pozycja najazdowa, brak aktywności po wyjściu z progu. Nasi zawodnicy lecą trochę bardziej "za nartami", w porównaniu do innych nie są tak dynamiczni. To się wszystko kumuluje i pokazuje, gdzie leży problem. Fizycznie uważam, że są dobrze przygotowani - wszystkie testy to potwierdzały. Ale sprzętowo i technicznie już nie"
Polscy będą szukać rozwiązań. Małysz zwrócił uwagę na kilka aspektów
"My przede wszystkim musimy stworzyć pewien system, który nam pomoże. Oczywiście szukamy też różnych rozwiązań technologicznych. Jest też jeden krok, który - mam nadzieję - zostanie wprowadzony. Chodzi o same pomiary, bo tutaj próbowano trochę innych rozwiązań. Liczę, że będzie to zdecydowanie bezpieczniejsze i bardziej sprawiedliwe niż teraz" - zaznaczył.
Wszyscy widzą, jak to wygląda – przy pomiarze laserowym miały być zmiany, a de facto tych zmian prawie nie ma. Widać, że niektórzy zawodnicy skaczą w bardzo obcisłych kombinezonach, a inni wciąż mają trochę "worki". W takiej sytuacji nie ma równych szans. Przy tych prędkościach i całym systemie wszystko się kumuluje. Prędkości i struktury, które mają Szwajcarzy czy Niemcy, sprawiają, że odskoczyli bardzo mocno od reszty – nie mówiąc już o nas
Po konkursie mężczyzn zaplanowano pierwszy historyczny konkurs kobiet na Letalnicy. Podczas piątkowych treningach rekord świata w wielkim stylu pobiła Nika Prevc. W rywalizacji nie zobaczyliśmy żadnej Polki. Tendencje w tej kategorii również nie są optymistyczne - podczas mistrzostw Polski wystąpiły tylko cztery zawodniczki, z których jedna już ogłosiła zawieszenie kariery.
"Największy problem jest taki, że kobiety nie garną się do tego sportu. Stworzyliśmy program Akademii Lotnika, jeździmy z nim po różnych miejscach, pokazujemy skoki i namawiamy dzieciaki. Ale można powiedzieć, że może 1% z tego stanowią dziewczynki. One przychodzą, spróbują raz i na tym się kończy. Trudno jest namówić kogoś, kto nie ma pasji i tym nie żyje, żeby zaczął to uprawiać. Oczywiście ten pierwszy krok należy do rodziców. I faktycznie często próbują oni zachęcać swoje dzieci, ale też nie mogą ich do tego zmuszać" - skomentował Małysz.
Oficjalny finał sezonu odbędzie się już jutro. Start ostatniego konkursu indywidualnego zaplanowano na godzinę 10:00.
Z Planicy - Natalia Kapustka, Interia Sport.














