Fatalne sceny z Tomasiakiem, a teraz to. Wielki rywal Polaka runął na zeskok. Koszmar w Planicy
Kacper Tomasiak swój pierwszy w karierze weekend na skoczni do lotów narciarskich zakończył koszmarnie. Nastolatek upadł na zeskok w Vikersund. Badania nie wykazały żadnych poważniejszych problemów, ale sezon dla Tomasiaka się zakończył. Niespełna tydzień później to samo przeżył jego wielki rywal. Stephan Embacher nie ustał skoku finałowego w piątkowym konkursie. Austriak spadł z wysoka i "przekoziołkował" kilkukrotnie po śniegu. Wszystko wyglądało dramatycznie.

Eksperci zajmujący się skokami narciarskimi są dość zgodni w kontekście dalekiej przyszłości dyscypliny. Ludzie zajmujący się na co dzień tym sportem twierdzą, że kilkanaście następnych sezonów powinno zostać zdominowane przez polsko-austriacki duet juniorów.
Mowa rzecz jasna o Kacprze Tomasiaku i Stephanie Embacherze. Nasz skoczek lepiej wypadł na igrzyskach olimpijskich w Predazzo, z kolei Embacher wygrał niedawne mistrzostwa świata juniorów oraz uplasuje się zdecydowanie wyżej w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.
Koszmarny upadek w Planicy. Austriak runął na zeskok
Obaj końcówkę sezonu 2025/2026 będą jednak kojarzyć z upadkami. Tomasiak w miniony weekend debiutował w lotach narciarskich. Na obiekcie w Vikersund wiodło mu się słabo, nie potrafił pokazać dyspozycji z części sezonu do igrzysk olimpijskich. Co jednak najgorsze, w niedzielę 22 marca nie ustał swojego skoku.
Bijąc rekord życiowy po lądowaniu telemarkiem nieco się rozluźnił. To doprowadziło do tego, że narta mu odjechała i ostatecznie Polak się wywrócił. Na całe szczęście nic poważnego Tomasiakowi się nie stało. Do Planicy nie poleciał, więc oficjalnie zakończył swój debiutancki sezon na poziomie czołówki PŚ.
Do Słowenii poleciał jednak wielki rywal Tomasiaka - Stephan Embacher. Austriak był jednym z kandydatów do walki o wygraną w klasyfikacji lotników z Domenem Prevcem. W drugiej serii piątkowych zawodów pokazał skok, jakiego można było się po nim spodziewać po wcześniejszych próbach.
Austriak jako jedyny doleciał do granicy 240. metrów. Embacher osiągnął dokładnie ten punkt, ale nie zdołał nawet wylądować. Gdy podchodził do tego manewru, dostał podmuch, który sprawił, że jego sylwetka w locie bardzo się wykrzywiła. Nie zdołał już jej wyprostować i próbował lądować na jednej narcie.
To skończyło się fatalnym upadkiem. Embacher zderzył się z ziemią przy prędkości ponad 120 kilometrów na godzinę. Przeturlał się kilka razy po zeskoku, ale na całe szczęście wypięły się narty. Wstał o własnych siłach, choć wyglądał na oszołomionego. Po konkursie przyznał, że nic nie pamięta, ale ten upadek nie zakończył się niczym poważnym w kwestii zdrowia.











