Reklama

Reklama

Euforia pod Wielką Krokwią po 2. miejscu polskich skoczków

Śmiech, okrzyki a nawet łzy - tak reagowali kibice podczas konkursu drużynowego Pucharu Świata w skokach w Zakopanem. Każdy określał swoje odczucia jako niesamowitą radość, a nawet - mimo utraty przez Polaków pierwszego miejsca - euforię.

Potem jednak znów zapanowała nadzieja i radość, gdy w drugim skoku Kamil Stoch osiągnął odległość 130 m.

Grupa kibiców z Wyszkowa po raz czwarty dopingowała polskich skoczków w Zakopanem. - Cieszymy się z tego, że są na podium. Oczywiście, jeszcze większa feta byłaby, gdyby wygrali, ale są wspaniali i cieszymy się z nimi.

Fani, którzy przyjechali na konkurs z Katowic, mówili: - Kibicujemy tu po raz szósty, byliśmy też w Wiśle. Dziś dopełniła się radość z występu naszych, ale też zaostrzyły apetyty na dobry wynik w konkursie indywidualnym.

Reklama

Obecny pod Wielką Krokwią Rafał Kot, ojciec skoczków Macieja i Jakuba, a także były fizjoterapeuta kadry, powiedział, że piątkowy konkurs jak zwykle oceniał podwójnie: jako fachowiec i jako rodzic. - Jako ten pierwszy wiem, że takie są skoki - stuprocentowi faworyci Norwegowie przepadli, nasi mieli już w garści zwycięstwo i musieli uznać wyższość niespodziewanej formy i szczęścia Słoweńców. Jako ojciec natomiast, zawsze na zewnątrz jestem spokojny, jednak w środku bardzo się denerwuję. Dziś dodatkowo jestem niezwykle wzruszony wynikami Maćka i zachwycony wręcz miejscem drużyny - podsumował.

Większość kibiców zapowiedziała, że będzie świętować całą noc, ale wszyscy zapewnili, że w komplecie stawią się w sobotnie popołudnie na trybunach. Część z nich nie miała zamiaru  pozostania w Zakopanem, jednak po piątkowym sukcesie zmieniła plany. - Będziemy tu nawet jeżeli nie uda się kupić biletów. 

Z tym jednak nie powinno być dużych problemów, ponieważ stoiska pod Wielką Krokwią nadal dysponują pewną pulą wejściówek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama