Dramat legendarnego skoczka. Porusza się na wózku inwalidzkim. Wszczęto alarm
Nieco ponad miesiąc temu Robert Kranjec miał bardzo groźny wypadek na rowerze. Legenda słoweńskich skoków trafiła do szpitala z ciężkimi obrażeniami. Teraz tamtejsze media przekazały, że 44-latek musi poruszać się na wózku inwalidzkim. To jednak nie koniec. Wszczęto także alarm, bo Kranjec był ważną postacią w słoweńskiej reprezentacji także po zakończeniu sportowej kariery.

17 kwietnia słoweńskie media obiegła informacja o poważnym wypadku komunikacyjnym z udziałem 44-letniego rowerzysty, którym okazał się legendarny skoczek Robert Kranjec. Po wypadku przetransprtowano go do szpitala Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Lublanie. Stwierdzono u niego poważne urazy kręgosłupa (złamane dwa kręgi - przyp. red.) i musiał przejść poważną operację. "Slovenske Novice" informowały, że Kranjec w momencie wypadku znajdował się pod wpływem alkoholu. Zgodnie z ustaleniami policji miał mieć 2,5 promila alkoholu we krwi.
Poważny wypadek legendarnego skoczka. Są nowe wieści
Od wypadku minął ponad miesiąc. Portal "ekipa.svet24.si" informuje, że 44-latek jest już w domu, gdzie przechodzi rehabilitację. Kranjec w ostatnich dniach opublikował zdjęcie z kolarzem Luką Mazgecem. Widać na nim, że porusza się na wózku inwalidzkim.
"W przypadku takich urazów rekonwalescencja jest długa i początkowo postępy mogą wydawać się niewielkie. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość. Lekarze są optymistycznie nastawieni do możliwości normalnego chodzenia Kranjca" - podkreślają słoweńscy dziennikarze.
Kranjec rozstał się ze skocznią w 2019 roku. Podczas swojej kariery był mistrzem świata w lotach narciarskich oraz dwukrotnie sięgnął po małą kryształową kulę za triumf w Pucharze Świata w lotach narciarskich. W swoim dorobku ma także drużynowy brązowy medal igrzysk olimpijskich w Salt Lake City.
Słoweńcy biją na alarm. Trwają poszukiwania
Po zakończeniu kariery został jednak przy skokach. Był członkiem sztabu odpowiedzialnym za kombinezony. W Słowenii zaczęto bić na alarm w związku ze zmianami w kombinezonach, jakie wprowadziła Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS). "Nasze skoki znalazły się w trudnej sytuacji. Drużyna w najbliższym czasie pozostaje bez najlepszego krawca. Najważniejsze, aby szybko wyzdrowiał, ale trzeba szukać nowych rozwiązań" - czytamy na stronie slovenskenovice.delo.si.
- Zapaliło nam się czerwone światło, ponieważ zauważyliśmy, że nie mamy wystarczającego wsparcia (...). Staramy się zatrudnić co najmniej dziesięciu wykwalifikowanych krawców do szycia kombinezonów, aby uniknąć takiej sytuacji w przyszłości - przyznał Gorazd Pogorelcnik, szef oddziału skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w Słoweńskim Związku Narciarskim.














