Debiut Kamila Stocha w igrzyskach na koniec kariery. Czy zadziała magia?
- Wierzę we własne możliwości, ale też po części w cud ducha sportu, który sprawia, że niemożliwe staje się możliwe - przyznał Kamil Stoch przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo (6-22 lutego). Dla niego to będzie ostatnia olimpijska próba, choć nasz wielki mistrz wiele lat temu zarzekał się, że nie dotrwa do igrzysk w 2026 roku, to jednak w nich wystąpi. Będzie też pełnił zaszczytną rolę chorążego reprezentacji Polski. Ostatnim naszym skoczkiem, który niósł flagę na ceremonii otwarcia był Stanisław Marusarz w 1952 roku.

W skrócie
- Kamil Stoch wystąpi w zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo, gdzie będzie również chorążym reprezentacji Polski.
- Stoch przyznał, że fizycznie jest bardzo dobrze przygotowany, ale zmaga się z trudnościami mentalnymi przed startem.
- Ostatni występ Stocha na igrzyskach odbędzie się w Predazzo, gdzie wcześniej odnosił sukcesy i gdzie ma nadzieję ponownie poczuć sportową magię.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Kariera olimpijska Kamila Stocha spina się pewną klamrą. W zimowych igrzyskach debiutował przecież w 2006 roku, kiedy te odbywały się w Turynie. Tam był 16. na normalnej skoczni i 26. na dużej, ale w rywalizacji drużynowej zajął piąte miejsce. Teraz wystąpi w swoich ostatnich igrzyskach. Także we Włoszech, tyle że w Predazzo.
Począwszy od konkursu drużynowego w Vancouver, w każdym kolejnym konkursie olimpijskim zajmował miejsce w "szóstce". Na koncie ma cztery medale. Trzy złote - indywidualnie i jeden brązowy - drużynowo.
Kamil Stoch wysłał sygnał i dał nadzieję. Ta jednak zaczynała gasnąć. "Bez tego lepiej byłoby zostać w domu"
Latem Stoch wysłał sygnał, że po słabszych sezonach odżył. Był pełen nadziei, bo przecież razem z Dawidem Kubackim wygrał rywalizację duetów w Predazzo w Letnim Grand Prix. Początek zimy był w wykonaniu naszego skoczka jeszcze udany, ale im dalej w las, tym było gorzej.
To, co wydarzyło się latem, trzyma mnie cały czas w sferze zdrowej ambicji. Nie są to marzenia, ale wiem, że wszystko może się odmienić w ciągu kilku dni. Nie twierdzę, że na igrzyska jadę po medal, ale na pewno będę walczył do samego końca. I będę wierzył w to, że osiągnę wiele. Bez tego lepiej byłoby zostać w domu
Na kolejne dni przed igrzyskami miał jasny plan.
- Najważniejsze będzie wyczyszczenie głowy przed chęcią robienia wszystkiego naraz. To jest trudne, bo jak coś nie idzie, to człowiek się zapętla. Przestaje się wtedy wierzyć swoim umiejętnościom, tylko stara się złapać wszystko. Tymczasem skok trzeba puścić, a skupić się na jednej najważniejszej rzeczy i nie na tej, którą aktualnie byśmy potrzebowali. Na pewno szukałem luzu, który jest tak potrzebny w skokach - opowiadał 38-latek.
Świetna forma fizyczna naszego mistrza. "Jak idziesz na wojnę, to po to, by ją wygrać"
- Fizycznie jestem na jednym z najwyższych poziomów w karierze. Gorzej ze sferą mentalną. Mamy testy, które robimy i one pokazują, że ciało jest super przygotowane. To, co robisz na platformie, czyli samo odbicie, nie jest niestety miarodajne. Na skoczni dochodzi do tego jeszcze pewność siebie i czucie ciała, obiektu, czy sprzętu - dodał.
Zapytany o to, czy na igrzyska uda mu się jeszcze przygotować optymalną formę, odparł:
Statystyki są brutalne, ale jak idziesz na wojnę, to po to, by ją wygrać, a nie przegrać. I tak trzeba podejść do sportu. Trzeba zrobić, co się da, żeby było jak najlepiej.
Magiczne miejsce, w którym Stocha miało już nie być
Włochy to miejsce, w którym Polacy w sportach zimowych zawsze osiągali dobre wyniki. Stoch jest tego najlepszym przykładem. W 2013 roku został w Predazzo pierwszy i jedyny raz w karierze indywidualnym mistrzem świata. Tam też narodziła się nasza wspaniała drużyna, która zdobyła brązowy medal.
- Nie wiem, co jest magicznego w tym miejscu. Może jak w naszym hymnie, z ziemi włoskiej do Polski i odwrotnie. Osobiście lubię Predazzo i tamte obiekty. Do tego pasuje mi włoska kultura, a najbardziej jedzenie - przyznał Stoch.
- W przeszłości bywało tak, że mi nie szło, a potem przyjeżdżałem do jakiegoś miejsca i czułem się naprawdę dobrze. Jakby sprzyjała mi aura, miejsce i energia. I wierzę, że tak będzie w Predazzo, bo wiele razy już tego doświadczyłem - i tu, i w innych miejscach - dodał.
Kilka lat temu w rozmowie ze Skijumping.pl Stoch był pytany o to, czy igrzyska w 2026 roku to realna wizja. Zarzekał się wówczas, że absolutnie.
- I byłem wtedy pewny, że to nie będzie realne i dużo wcześniej skończę karierę. Jest jednak, jak jest. Dostałem powołanie na igrzyska i zrobię z nim najlepszą możliwą rzecz. Na miejscu zrobię najlepszą możliwą robotę. Na więcej mnie nie naciągniecie (śmiech). Przed igrzyskami nie ma już możliwości zbudowania mocy, trzeba tylko uwolnić te pokłady, które w nasz drzemią - mówił Stoch.
Debiut Kamila Stocha w igrzyskach na koniec kariery
On w Predazzo będzie pełnił zaszczytną rolę. Będzie - obok Natalii Czerwonki - chorążym polskiej reprezentacji. Nasza panczenistka będzie niosła flagę w Mediolanie, a Stoch w Predazzo.
Będzie tym samym pierwszym polskim skoczkiem narciarskim od 1952 roku i Stanisława Marusarza, który dostąpi tego zaszczytu.
Bycie chorążym polskiej reprezentacji olimpijskiej jest dla mnie dużym wyróżnieniem. Jednocześnie cieszę się, że będę mógł po raz pierwszy wziąć udział w ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich, gdzie z dumą poniosę polską flagę. Mam nadzieję, że dzięki temu poczuję atmosferę i magię igrzysk jeszcze pełniej
W czwartek, 5 lutego, skoczków czekają pierwsze treningi na obiekcie normalnym (godz. 20.00).
Zobacz również:















