Dawny rywal Małysza uderza w Norwegów. Nie chce ich widzieć na skoczni
Afera sprzętowa z udziałem norweskich skoczków wciąż budzi ogromne emocje, a ich szybki powrót do rywalizacji wywołał falę krytyki. Jednym z najostrzej komentujących sprawę jest Sven Hannawald, legendarny rywal Adama Małysza, który nie ukrywa oburzenia faktem, że Marius Lindvik i Johann Andre Forfang mogą skakać w Pucharze Świata bez konsekwencji.

Na tegorocznych mistrzostwach świata w skokach narciarskich w Trondheim wybuchła afera, która mocno podzieliła środowisko. W kombinezonach Norwegów - Mariusa Lindvika i Johanna Andre Forfanga - znaleziono nieregulaminowe przeszycia i wstawki, co nie tylko naruszało zasady, ale także podważyło uczciwość rywalizacji o medale. Sprawa odbiła się szerokim echem, a po jej nagłośnieniu zawodnicy zostali zawieszeni na trzy miesiące.
Gdy nadeszła decyzja o powrocie Norwegów na skocznię, wielu kibiców i ekspertów nie kryło oburzenia. Kontrowersje wywołał zwłaszcza fakt, że obowiązywanie kary obejmowało głównie sezon letni, który nie ma tak dużego znaczenia, jak zimowe konkursy Pucharu Świata. Dla wielu była to kara wyłącznie "na papierze", niewpływająca realnie na ich sportową sytuację.
Sven Hannawald o powrocie Norwegów. "Moja nadzieja na sprawiedliwość słabnie"
Gdy Lindvik i Forfang pojawili się ponownie na belce startowej, odżyły emocje. Jednym z tych, którzy nie zamierzali przechodzić wokół tej sprawy obojętnie, był Sven Hannawald - jeden z największych rywali Adama Małysza na przełomie wieków i jednocześnie jeden z najbardziej utytułowanych skoczków swojej epoki. Złoty medalista MŚ i igrzysk, dziś ceniony ekspert, nie gryzł się w język. Uznał, że fakt, iż zawodnicy oszukujący podczas MŚ mogą bez przeszkód rywalizować od początku zimy, jest nie do zaakceptowania. Podkreślał, że skoro do nieprawidłowości doszło zimą, to właśnie zimą powinna obowiązywać kara.
"To wciąż mnie dręczy, bo tak naprawdę nic się nie zmieniło. Do oszustwa doszło zimą, więc kara powinna być ogłoszona zimą. Co więcej, Marius Lindvik nadal jest aktualnym mistrzem świata, co jest dla mnie prawdziwym ciosem w zęby. To są rzeczy, które mnie martwią. A moja nadzieja na sprawiedliwość słabnie" - ogłosił w rozmowie ze Sport1.
Hannawald nie ukrywał, że trudno mu spokojnie oglądać skoki Norwegów. Oczekuje od nich przyznania się do winy i otwartego zmierzenia się z konsekwencjami. Jak sam wyznał, gdy widzi ich na belce, musi się powstrzymywać, by nie reagować emocjonalnie. Zdaniem Niemca dopiero pełne ujawnienie prawdy może przywrócić wiarę w sprawiedliwość w świecie skoków narciarskich.
"Kiedy widzę tych dwóch na skoczni, naprawdę muszę się powstrzymać. Muszę to przyznać. (...) Chcę tylko, że by się przyznali i przy tym obstawali. Oczywiście obstają przy tym, że nic nie wiedzieli i to mnie naprawdę denerwuje" - przyznał legendarny skoczek.












