Dawid Kubacki znów wśród najlepszych, idealny skok Polaka. Zdecydował 1 metr
Drużyna Martina Schmitta ponownie okazała się najlepsza podczas kończących sezon zawodów "Red Bull Skoki w Punkt". W składzie niemieckiej legendy ponownie znalazł się Dawid Kubacki, który z tej imprezy ma już dwa złote medale. - To jest takie skakanie "na odcięcie głowy", bez żadnej presji, bez ciśnienia, bez zastanawiania się nad tym, co masz zrobić - powiedział Polak. W rywalizacji najważniejsza była taktyka - w jednej z prób Kubacki sam musiał skracać odległość, co okazało się kluczowe dla końcowego zwycięstwa. Polak opowiedział również o planach na najbliższy czas.

Zakopane 1 kwietnia powitało zawodników i kibiców intensywnymi opadami śniegu. Sceneria ta wcale nie przypominała wiosennego klimatu ani typowych oznak końca sezonu. To już drugi rok, kiedy część skoczków zakończyła cykl oficjalnie w słonecznej Planicy, podczas gdy dla pozostałych oficjalnym zwieńczeniem rywalizacji były zawody "Red Bull Skoki w Punkt" na Wielkiej Krokwi.
"Atmosferę mieliśmy zimową, bo wydaje się, że przez całą zimę nie mieliśmy tyle śniegu. Może nie niebezpiecznie, ale zdradliwie, bo tory nie jechały tak, jak powinny. Tutaj, na spadzie, też trochę trzymało, więc trzeba było cały czas to mieć na uwadze - głównie przy ustalaniu belki. Ale dało się - fajna była zabawa. Kolejny raz udało nam się wygrać, a mnie w końcu udało się trafić w punkt, co daje dużą radość" - powiedział po rywalizacji Dawid Kubacki.
Sukces drużyny Martina Schmitta. Kubacki w gronie zwycięzców
Przed rozpoczęciem właściwej rywalizacji na skoczni K-4 zaprezentowali się kapitanowie drużyn - niegdyś wielcy zawodnicy tej dyscypliny. Podobnie jak w poprzednim roku, najlepszy okazał się Niemiec Martin Schmitt, osiągając 4 metry. Adam Małysz skoczył o 0,5 metra krócej.
W drużynie Schmitta ponownie znalazł się Dawid Kubacki, który nie zawiódł oczekiwań. Po ośmiu skokach drużyna osiągnęła łącznie idealny wynik 1000 metrów. Dodatkowo dwukrotnie udało się oddać skok "w punkt" - jedną z takich prób wykonał właśnie Kubacki. Dzięki temu kapitan mógł skorzystać z opcji "Jokera" i dodał do rezultatu drużyny dodatkowe 3 metry.
"To wcale nie jest takie łatwe. W tym skoku, po wyjściu z progu, nie widziałem, gdzie dokładnie jest kreska. Wiedziałem, że będzie to okolica 110 metrów, ale później musiałem trochę próbować ze ślizgiem obniżyć lot i finalnie udało się trafić w te 110 metrów. To też była naprawdę fajna zabawa" - przyznał Polak.
"To trochę inny rodzaj skakania, bo tutaj nie walczymy o punkty czy odległość w klasyczny sposób. Trzeba czasem skracać skoki. Widać wtedy, jak lądowania wyglądają i co się dzieje w powietrzu. To zupełnie nietypowe - taki rodzaj show i zabawy. Myślę, że po to jest to stworzone. Fajnie jest pokazać skoki, bez presji, takie skoki na luzie i próbować trafiania punktu" - dodał.
To jest takie skakanie "na odcięcie głowy", bez żadnej presji, bez ciśnienia, bez zastanawiania się nad tym, co masz zrobić. Robisz to na automatyzmie, na tym, co potrafisz, i to też jest fajna forma skakania. Ale mimo wszystko można odciąć się od klasycznych skoków. Tu nie chodzi o pełną koncentrację i precyzyjne odbicie - bawimy się odległościami, próbujemy z różnych belek trafić w punkt i to jest naprawdę fajna zabawa
Po zawodach odbyła się uroczysta ceremonia. Najlepsze drużyny zostały nagrodzone medalami, a widowiskowości dodawały płomienie ognia. Dorobek Kubackiego powiększył się więc o kolejny złoty krążek za rywalizację w skokach "do celu". Polak przyznał również, że w najbliższym czasie będzie się już skupiał na przygotowaniach do kolejnego sezonu.
"Myślę, że dużo wolnego nie będzie, bo przed kolejnym sezonem jest nad czym pracować. Na pewno jednak będzie trochę czasu na odpoczynek, żeby z czystą kartą przystąpić do treningów wiosną. Na razie to raczej spokojne czyszczenie głowy w domu, a później może uda się zorganizować jakiś wyjazd. Na razie nawet nie było czasu o tym za bardzo myśleć" - zakończył.















