Dwa rekordy świata skok po skoku. Szaleństwo. Stoch tylko łapał się za głowę
Pierwszy medal olimpijski, od razu złoty, ma już na swoim koncie Domen Prevc. W Predazzo słoweński dominator cieszył się we wtorek z triumfu w konkursie drużynowym par mieszanych. Rywalizacja odbywała się na skoczni normalnej (HS-107), co dla aktualnego rekordzisty świata w długości lotu stanowiło w zasadzie jedynie rozgrzewkę przed zmaganiami na dużym obiekcie. Czempion z Bałkanów miał ledwie 11 lat, kiedy po raz pierwszy na mamucie złamano granicę 240. metra. Dziś mija 15 lat od tamtego dnia.

Najdłuższy udokumentowany lot na skoczni narciarskiej datowany jest na 24 kwietnia 2024 roku. Tego dnia Japończyk Ryoyu Kobayashi lądował na 291. metrze. Dokonał tego w trakcie eventu organizowanego przez sponsorów.
W zawodach przeprowadzanych pod szyldem FIS aktualny rekord świata należy Słoweńca Domena Prevca. Obecny lider Pucharu Świata skoczył 254,5 m. Miało to miejsce 30 marca 2025 roku na mamucie w Planicy.
Evensen skakał jak w transie. Dwa rekordy świata jednego dnia. Jako pierwszy człowiek przekroczył granicę 240 metrów
W środę, 11 lutego, mija tymczasem 15 lat od pierwszego skoku poza 240. metr. Rekord świata padł wówczas na norweskim gigancie w Vikersund. Obiekt oddano do użytku po rocznej modernizacji, był przystosowany do długich i bezpiecznych lotów.
Skorzystał z tego reprezentant gospodarzy Johan Remen Evensen. Już w pierwszym treningu przed zawodami PŚ poszybował na 243. metr. Poprzedni rekord, z 2005 roku, poprawił o cztery metry.
Ale to nie było jego ostatnie słowo tego dnia. Kilkadziesiąt minut później odpalił kolejną "petardę", tym razem w kwalifikacjach - osiągnął aż 246,5 m. Rekordzistą globu pozostał przez kolejne cztery lata.
W pamiętnym konkursie w Vikersund wzięło udział pięciu Polaków: Adam Małysz, Marcin Bachleda, Piotr Żyła, Maciej Kot oraz - jedyny na listach startowych w trakcie trwających igrzysk olimpijskich - Kamil Stoch. Żaden z nich nie stanął wówczas na podium. Wszyscy z uznaniem oklaskiwali wyczyn Norwega.
Evensen niespodziewanie ogłosił zakończenie kariery niemal równo rok później. Miał wtedy ledwie 26 lat. Pełnił potem rolę komentatora i eksperta w telewizji NRK. Przed pięcioma laty spełnił dziecięce marzenie... i został strażakiem.
- Chciałem zostać strażakiem już w 2006 roku, ale wtedy dostałem się do kadry. Potem przyszedł czas na komentowanie. A teraz otworzyła się szansa na robienie czegoś, co moim zdaniem jest społecznie użyteczną, a jednocześnie ekscytującą i pełną wyzwań pracą - tłumaczył z entuzjazmem w rozmowie z "Dagbladet".













