Chwile grozy na Wielkiej Krokwi. Banda zbliżała się bardzo szybko. "Dobrze, że wziąłem majtki na przebranie"
Jazda bez trzymanki. Tak wyglądały zawody Red Bull Skoki w Punkt w Zakopanem na Wielkiej Krowi im. Stanisława Marusarza. Nie było kontroli sprzętu, nie było przeliczników za wiatr i możliwe były dalekie skoki. Jakby na przekór temu, co widzimy zwykle w Pucharze Świata w skokach narciarskich. Zawody bez dwóch zdań atrakcyjne dla kibiców. Dla samych zawodników też. Nie zabrakło też mrożących krew w żyłach sytuacji.

Jednym z takich niebezpiecznych skoków był ten w wykonaniu Władimira Zografskiego w drugiej serii konkursowej. Bułgara zaczęło nagle znosić mocno na bandę skoczni w Zakopanem.
W momencie kiedy Zografski pojawił się na belce, akurat zaczął mocniej sypać śnieg i pojawił się silny boczny wiatr. Mimo tego, choć starano się dbać o bezpieczeństwo zawodników, bo była osoba, która nad tym czuwała, Bułgar otrzymał zielone światło.
"Było niebezpiecznie. Banda zbliżała się bardzo szybko"
Zaraz po wyjściu z progu Zografski otrzymał jednak mocny podmuch z boku i zaczęło go znosić na prawą stronę. W pewny momencie leciał już blisko bandy na skoczni. Lądował też bardzo blisko niej.
- Było blisko i do bandy i do odległości, jaką miałem osiągnąć - próbował Zografski obrócić w żart to, co się stało na skoczni, w rozmowie z Interia Sport.
Było trochę nerwów i chyba puls mi nawet mocno skoczył w locie, bo nie spodziewałem się takiego mocnego wiatru z boku. Udało się jednak szczęśliwie wylądować, choć banda zbliżała się bardzo szybko. Nie ukrywam, że było to bardzo niebezpieczne. Najważniejsze jednak, że nic się nie stało. Nogi nie trzęsły się po wylądowaniu, bo trzymałem wszystko pod kontrolą do ostatniej chwili
Duże ryzyko i niezła kasa. "Dobrze, że wziąłem majtki na przebranie"
Ryzyko, jak widać, było duże, ale też nikt nie namawiał skoczków do tego, by je podjąć. Skoro to sport ekstremalny, to i warunki też były ekstremalne. Zawodnicy jednak nie narzekali, bo za dwa skoki można było zainkasować kilka tysięcy euro. Z tego, co udało się ustalić Interia Sport, to był to przedział od 2500 - 6500 euro (ok. 10 600 - 27 600 złotych).
- Dobrze, że wziąłem drugą parę majtek na przebranie, bo nie były to przyjemne warunki do skakania. Ryzyko było duże, ale też wszyscy zgodziliśmy się na to. To jest sport ekstremalny zresztą i przyjechaliśmy po to, by skakać mimo trudnych warunków - mówił z kolei Maciej Kot.
Z Zakopanego - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














