Burza wokół Adama Małysza, czegoś takiego jeszcze nie było. "Widać, że prawda boli"
W czerwcu minie pięć lat od momentu, w którym Adam Małysz objął stanowisko prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. W tym czasie wydarzyło się sporo dobrego, ale bywają i trudne chwile. Dużym problemem zdaje się kryzys w skokach narciarskich oraz - od niedawna - zamieszanie związane z niespodziewanym odejściem Alexandra Stoeckla. Temat rozgrzewa kibiców, a część z nich ma już dość. Pod nowym wpisem Małysza wydarzyło się coś, czego do tej pory raczej nie było. Sternik PZN musi mierzyć się z bolesną krytyką.

Coraz goręcej wokół polskich skoków i samego Adama Małysza, który niejako rozpoczął medialną wrzawę, publicznie wypowiadając się na temat pracy Alexandra Stoeckla, do niedawna dyrektora sportowego w PZN-ie. "Chcieliśmy, żeby Stoeckl był przywódcą całych skoków. Ale czujemy, że trochę za bardzo stał się teamem. Brakuje trochę dystansu. Widzieliśmy, jak Słoweńcy potrafili walczyć o swoje na lotach i w Willingen po dyskwalifikacji Zajca. A u nas Alexa nie widać, a po to Thomas go chciał, aby walczył o nasz team. Oczywiście, bardzo dużo zrobił i robi dalej, ale wydaje mi się, że w pewnych momentach cały czas tylko uspokaja, że będzie dobrze, że trzeba dać czas, itd. Wiem, że tego czasu nie ma" - mówił Małysz w TVP Sport.
Temat kontynuował w rozmowie z Interią Sport. Podtrzymał swoje zdanie i przyznał, że "ostatnio puściły mu już trochę nerwy, bo cały czas są - jako związek - uspokajani przez sztab trenerski, że potrzebują czasu". Podkreślał, że zostało niewiele konkursów do końca sezonu, a rewelacji - jeśli chodzi o wyniki - nie ma.
Mam już dość tego, że ciągle ktoś przychodzi i mówi mi, że od Alexa wymagaliśmy trochę więcej jako związek. Musimy wymagać, bo solidnie mu płacimy. Tymczasem nie ma konkretów, a do tego od początku zarząd PZN ciągle słyszy, ze potrzeba czasu i cierpliwości, a wszystko pójdzie w dobrym kierunku
Niejako w odpowiedzi Stoeckl ogłosił swoje zawodowe rozstanie z Polskim Związkiem Narciarskim. W komunikacie ubolewał nad tym, że krytyczne uwagi dotyczące jego pracy nie zostały mu przekazane osobiście, a dowiedział się o nich z wywiadu telewizyjnego. Przekonywał, że po emisji próbował nawiązać kontakt z Adamem Małyszem, lecz bez skutku. Później okazało się, że winne takiego stanu rzeczy mogły być kłopoty techniczne. A to nie koniec wieści w elektryzującej fanów skoków sprawie.
Zamieszanie w polskich skokach narciarskich. Ludzie kierują zarzuty pod adresem Adama Małysza
Podczas gdy trwa medialna burza, Adam Małysz - za pośrednictwem mediów społecznościowych - opublikował wpis ze zdjęciami z mistrzostw świata w narciarstwie alpejskim. "Pozdrowienia z Mistrzostw Świata w Saalbach! Dziś w końcu wyszło słońce! Czas na drugi przejazd giganta (GS) w rywalizacji mężczyzn. Warunki zapowiadają się świetnie – emocje gwarantowane! Trzymajcie kciuki" - napisał.
Pod wpisem miało pojawić się ponad 40 komentarzy, ale wyświetla się tylko kilka z nich. Powód? Niewykluczone, że to sprawa techniczna, lecz zdaniem jednego z internautów większość komentarzy po prostu zniknęła. "Nie wierzę że taki 'mistrz' boi się krytyki, usuwając komentarze... Widać, że prawda boli. Myślałem, że jest Pan na tyle pokorny i potrafi przyznać się do błędu przed kibicami i samymi zawodnikami, aniżeli udawać że nic się nie dzieje" - twierdzi.
Może nie zawsze wielcy sportowcy powinni zarządzać związkami? Brakuje transparentności, zawodnicy gryzą się w język. Dlaczego Thurnbichler jest nietykalny?
Dla równowagi jest też komentarz biorący prezesa PZN w obronę. "Mistrz jakim jest Adam, który jest prezesem związku i rządzi w PZN i ma pełne prawo wypowiadać się na tematy związane z trenerami lub osobami zatrudnionymi przez niego samego. Tym bardziej, w programie, gdzie dziennikarze zadają pytania. Adam powiedział prawdę, jaka jest na temat Stoeckla i chwała mu za to. Jest prawdziwym skromnym człowiekiem i chce dla skoków jak najlepiej, a od Stoeckla najwidoczniej nie dostał tego, czego oczekiwał" - czytamy.
Nie wygląda na to, aby temat w najbliższym czasie zupełnie ucichł. Nie przykryje go zapewne nawet przełomowy konkurs Kamila Stocha w Sapporo. Przy okazji ostatnich zawodów "Orzeł z Zębu" okazał się najlepszy z Polaków i zajął 16. miejsce, najwyższe od dawna. Niewykluczone, że Thomas Thurnbichler weźmie pod uwagę to osiągnięcie przy okazji ustalania składu na mistrzostwa świata w Tronheim (1-2 marca).















