Atak zimy w Planicy, Polacy nie mieli prostego zadania. "Robiło się niebezpiecznie"
Planica od rana zmagała się z trudnymi warunkami atmosferycznymi. Kibiców i zawodników przywitały intensywne opady śniegu, które rozpoczęły się już w nocy. W związku z porywistym, miejscami bardzo silnym wiatrem, pod znakiem zapytania stanęło rozegranie czwartkowych kwalifikacji - lokalnie wydano nawet ostrzeżenia meteorologiczne. Ostatecznie czarny scenariusz się nie sprawdził i skoczkowie przystąpili do rywalizacji. O panujących warunkach od kulis opowiedzieli polscy zawodnicy.

Tegoroczny finałowy weekend w Planicy znacząco różni się od tego, do czego przyzwyczajeni byli kibice. Zamiast słońca i pięknej pogody nad Słowenią pojawiły się intensywne opady śniegu. Dodatkowym zagrożeniem dla przeprowadzenia rywalizacji były silne podmuchy wiatru.
Po odwołaniu jednej z serii treningowych nie było pewne, czy dzisiejsze zmagania na Letalnicy zakończą się tylko na jednej próbie. Ostatecznie udało się jednak przeprowadzić kwalifikacje, które rozpoczęły się z 40-minutowym opóźnieniem.
"Nie byłem zaskoczony, że była podjęta próba przeprowadzenia kwalifkacji. Znam Borka i Sandro, więc wiem, że to jest Puchar Świata - nie ma miejsca na to, żeby konkurs się nie odbył, chyba że warunki są naprawdę ekstremalne, jak w Vikersund" - wyznał Aleksander Zniszczoł.
Trudne warunki w Planicy. Polscy skoczkowie opowiedzieli o kulisach
Decyzją Macieja Maciusiaka na finałową rywalizację powołani zostali: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Klemens Joniak, Dawid Kubacki oraz Aleksander Zniszczoł. Najlepszym z "Biało-Czerwonych" okazał się Żyła, który kwalifikacje zakończył na 36. miejscu.
Jako pierwszy z reprezentantów Polski na belce startowej pojawił się 21-letni Klemens Joniak. Debiut na Letalnicy, w obliczu panujących warunków, był dla niego dużym wyzwaniem. Skokiem na 181,5 m nie zdołał jednak wywalczyć awansu do piątkowego konkursu.
"Tu na rozbiegu jest akurat w porządku. Nawet przy tak intensywnych opadach śniegu, jak dzisiaj, organizatorzy robią wszystko, co w ich mocy, żeby był on odpowiednio przygotowany" - powiedział zawodnik.
Gęsty śnieg sprawiał, że wielu zawodników zmagało się z trudnościami przy lądowaniu.
Dzisiejszy dzień pokazał, że to jest sport ekstremalny i że przy tym lądowaniu było sporo niepewności. Na rozbiegu jeszcze nie było najgorzej, ale przy odjeździe robiło się już niebezpiecznie. Później to poprawili, ale – jak mówię – cały czas była taka niepewność, bo nie wiedziałem, jak tam naprawdę jest. Dlatego ten telemark był bardzo ostrożny
"Ta seria próbna odbyła się przy dość ciekawych warunkach - mocny wiatr z tyłu i trochę kręciło, chociaż opad śniegu też trochę przeszkadzał. Teraz czekamy, co się dalej wydarzy" - przyznał z kolei Kubacki, któremu nie udało się wywalczyć awansu do konkursu.
"Biało-Czerwoni" po piątkowej rywalizacji przystąpią w trzyosobowym składzie. Początek konkursu o godzinie 15:00.
Z Planicy - Natalia Kapustka, Interia Sport













