Reklama

Reklama

Apoloniusz Tajner: W tej chwili mam informacje, że nasze umowy są bezpieczne i będą respektowane

- Adam Małysz nie jest do końca zorientowany w całościowych sprawach, dotyczących związku, ponieważ działa na wąskim odcinku skoków i kombinacji norweskiej. Dlatego to, co Adam uważa za pewnik, że mamy jakieś problemy, muszę zdementować. Czytałem te wypowiedzi Adama, których on ze mną nie konsultował. To są jego, powiedzmy, przemyślenia lub jakaś wiedza, ale jego w związku nie ma. On tych spraw po prostu nie zna. Mogę z tego miejsca uspokoić, że sytuacja na pewno nie wygląda źle - twierdzi w rozmowie z Interią Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, komentując m.in. sytuację finansową stowarzyszenia, którym zawiaduje od 2006 roku.

Artur Gac, Interia: Dzisiaj nie wypada rozpocząć rozmowy inaczej niż od tego, jak z pana zdrowiem? Stosuje się pan do wszelkich rygorów i ograniczeń?

Reklama

Apoloniusz Tajner, prezes PZN: - Dziękuję. Muszę powiedzieć, że stosuję się bardzo ściśle. Właściwie od 14 marca praktycznie nie wychodzę z mieszkania, poza krótkimi spacerami, wtedy gdy można i jest bezpiecznie.

W takim razie nałożył pan sobie konkretny rygor.

- To prawda. Ale to też dlatego, że dla nas, dla Polskiego Związku Narciarskiego, to taki czas, że wszystko w zasadzie układa się na papierze, więc da się pracować na odległość. Można powiedzieć, że z naszego punktu widzenia moment, w którym się to wszystko stało, jest dość szczęśliwy, bo jesteśmy po końcu sezonu. A miesiąc kwiecień zawsze mamy bardziej organizacyjny, nazwijmy to "papierkowy". Wprawdzie dużo jest różnego rodzaju ustaleń, ale można to robić zdalnie, z domu. Tak że nasza księgowość częściowo pracuje zdalnie, my także pracujemy z domów i układamy wszystko to, co ma być gotowe do rozpoczęcia przygotowań do kolejnego sezonu.

Jakie najtrudniejsze decyzje w tych ostatnich tygodniach, w trybie zdalnym, musiał pan podjąć?

- My jesteśmy, że tak powiem, już na etapie końcowym. Jednak zawsze ta układanka, czy reorganizacja kadr, bo niektóre osoby odchodzą, zaś inne przychodzą, po każdym sezonie wymaga uwagi. Teraz jest tak samo. Do tego doszła sytuacja związana z pandemią koronawirusa, co jednak jest już inną rzeczą. Najważniejsze było wstępne poukładanie, żeby zawodnicy, będąc w kontakcie ze swoimi trenerami wiedzieli, co mają robić i jak to wykonać w warunkach, w jakich wszyscy się znaleźliśmy. Najprościej było ze skokami, bo powstał dość dokładny plan, założony przez nasze wszystkie kadry. A realizować trening, na tym etapie przygotowań, można w zasadzie w garażu lub w innym pomieszczeniu i w taki sposób zawodnicy rzeczywiście wykonywali kolejne jednostki. Mogę powiedzieć, że w tej chwili chyba najmniejsze straty treningowe mamy właśnie w skokach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje