Reklama

Reklama

Apoloniusz Tajner: Trener Aleksander Wierietielny sam mi powiedział, że nie będzie kontynuował pracy

- Trener Wierietielny już w listopadzie był u mnie, w Polskim Związku Narciarskim. Wtedy powiedział, że już czuje się bardzo zmęczony, jeszcze dociągnie do końca tego sezonu, ale już dłużej nie będzie kontynuował pracy, tylko sam się zwolni. Później na spotkaniu, 10 marca, potwierdził, że kończy współpracę. Nagle sprawa została niewłaściwie rozdmuchana. Jednak głębiej nie chciałbym wchodzić w tę kwestię, żeby nie wkładać kija w mrowisko - mówi w drugiej części rozmowy z Interią Apoloniusz Tajner, prezes PZN, przedstawiając swoją optykę m.in. na rozstanie z wybitnym szkoleniowcem.

W pierwszej części wywiadu dla Interii prezes Tajner zdementował słowa Adama Małysza na temat sytuacji finansowej związku. Więcej TUTAJ!

Reklama

Artur Gac, Interia: Wróćmy do pierwszych zwolnień, które pojawiły się w związku. Ruchy kadrowe mają miejsce w różnych sektorach?

Apoloniusz Tajner, prezes PZN: - Przede wszystkim, jak już powiedziałem, nie są one w tym momencie związane z sytuacją finansową, ale na przykład mieliśmy kilka umów z różnymi współpracującymi z nami ekspertami m.in. od żywienia, czy fizjologii. W tej chwili je wygasiliśmy, ponieważ te osoby są zatrudnione w różnych jednostkach, a z nami tylko współpracują na zasadach ryczałtowych. Innymi słowy w tej chwili te umowy są zawieszone, ponieważ przez kilka miesięcy niektóre osoby będą nam, można tak powiedzieć, niepotrzebne. Po prostu zanim znowu ruszy cykl zgrupowań właściwego szkolenia, jeszcze minie trochę czasu, a w każdej chwili możemy błyskawicznie powrócić do współpracy. Wówczas zobaczymy, jakie będą uwarunkowania i co będzie się działo.

A jeśli chodzi o umotywowanie konkretnych ruchów w kadrach szkoleniowych?

- W marcu podjęliśmy decyzję o rozwiązaniu umowy z Tomaszem Pochwałą, trenerem kombinacji norweskiej, ponieważ ta grupa, nie licząc sztabu, praktycznie się rozpadła. Wyniki sportowe były bardzo słabe, postęp też był bardzo słaby, więc już w styczniu wiedzieliśmy, że decyzja jest nieuchronna. Podobnie rozwiązaliśmy umowę o pracę z trenerem Januszem Krężelokiem. W zasadzie już od jesieni wiedzieliśmy, że rozstaniemy się po zakończeniu sezonu, ponieważ mamy trochę inną koncepcję związaną ze szkoleniem juniorów. To były, że tak powiem, dwie szybkie decyzje, związane z reorganizacją w grupach młodzieżowych.

- Poza tym rozwiązaliśmy umowę z trenerem Christianem Leitnerem w narciarstwie alpejskim, ponieważ po dwóch latach i stworzeniu bardzo dobrych warunków dla tej grupy, nie odnotowaliśmy żadnego postępu. Dlatego po prostu zakończyliśmy tę współpracę, a o tym, że podejmiemy takie kroki, wiedzieliśmy już w styczniu. Tam było jeszcze dwóch trenerów, którymi jesteśmy zainteresowani, żeby nadal pracowali z naszymi alpejczykami, czyli Matic Skube (był asystentem trenera głównego - przyp. AG) i Robert Lesjak (serwisant). Jednak w związku z obecną sytuacją, gdy nie wiemy, kiedy będzie mogło rozpocząć się zorganizowane scentralizowane szkolenie, a im umowy się skończyły, umówiliśmy się z tą dwójką Słoweńców, że w ciągu miesiąca lub dwóch, jak tylko realia zaczną wracać do porządku, nawiążemy kontakt. Tak jesteśmy dogadani, tu nie ma mowy o tym, że ich zbywamy. Po prostu, w tym momencie, jesteśmy trochę zawieszeni w próżni. I w tym sensie przeszkadza nam pandemia, a nie ma takiego tematu, że musimy kogoś zwalniać, bo nie mamy pieniędzy. To nie jest powód.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje