Reklama

Reklama

Apoloniusz Tajner: Po raz kolejny w tym sezonie czuję niedosyt

Prezes PZN Apoloniusz Tajner po raz kolejny w tym sezonie czuje niedosyt. Tym razem po zakończonym we wtorek Turnieju Czterech Skoczni. Najlepszy z Polaków - Kamil Stoch był dziesiąty, ale na razie trener Łukasz Kruczek może czuć się bezpiecznie.

- Jeżeli chodzi o wyniki sportowe, to na pewno po raz kolejny w tym sezonie czujemy niedosyt. Nie są one najlepsze. Pozytywne jest to, że Kamil Stoch wrócił do skakania, ale zdarzyło się to na tyle wcześnie po operacji, że nie miał czasu na przygotowanie się do tego turnieju. Wystartował zatem całkowicie z marszu. Było widać, że w końcówce brakowało mu już sił, ale to całkiem naturalne - ocenił.

Prezes liczył na lepszą postawę Piotr Żyły, który słabo zaprezentował się w Bischofshofen (33. miejsce) i spadł na 19. pozycję w klasyfikacji generalnej TCS.

Reklama

- Ten zawodnik ma zdecydowanie większy potencjał i nie skacze tego, co powinien. Miałem nadzieję, że wejdzie do dziesiątki, ale stało się inaczej - przypomniał Tajner.

Szef polskiej centrali ma jednak także optymistyczne przemyślenia. Przede wszystkim zauważył, że w całej ekipie biało-czerwonych widać było tendencję wzrostową. Tym bardziej go to cieszy, że niebawem odbędą się konkursy w Wiśle (15 stycznia) i w Zakopanem (17-18 stycznia).

Tajner zaznaczył jednak, że oczekiwania się nie zmieniły i nadal uważa, że trzech-czterech zawodników powinno znajdować się regularnie w "30" Pucharu Świata.

- Mam nadzieję także, że Kamil zdoła w mistrzostwach świata sięgnąć po medal w konkursie indywidualnym, a drużyna również stanie na podium. Potencjał jest i dość czasu, by wrócić do swoich dobrych skoków" - zaznaczył.

Krytyczny moment w polskiej kadrze był po konkursach w rosyjskim Niżnym Tagile.

- Wtedy był głęboki niepokój. Na szczęście teraz się to ustabilizowało i wszyscy czują, że forma idzie już w górę. Ten okres najgorszy chyba już minął i teraz jest czas budowania coraz lepszej dyspozycji. Dlatego też liczę bardzo na udane treningi w Szczyrku - dodał.

Na razie Tajner nie chce też mówić o jakichkolwiek zmianach na stanowiskach trenerskich. Główny szkoleniowiec kadry Kruczek może czuć się bezpiecznie.

- Nie ma powodu by w tej chwili w ogóle mówić o zmianie trenera. Rozmawiałem z zawodnikami. Bardziej szukają u siebie winy swoich słabszych występów, a nie w sztabie szkoleniowym. Ja też mam poczucie, że Łukasz oraz jego team zrobili wszystko i poukładali to jak trzeba. Przyszła naturalna obniżka formy. Nie było w tym ich błędów i ja ich też nie widzę. A po takich słabych występach przychodzą też dobre. Poza tym do mistrzostw świata zostało jeszcze trochę czasu - podkreślił.

Tajner uważa, że polskiej ekipy bardziej zaszkodziły... ubiegłoroczne sukcesy.

- Przez wiele miesięcy się bardzo udzielali. Myślę, że to bardziej zaszkodziło niż jakiekolwiek błędy trenerskie. Sukces zawsze niesie ze sobą zagrożenia, których nie było wcześniej - ocenił.

Prezes PZN zdaje sobie sprawę z tego, że wypalenie współpracy między Kruczkiem a zawodnikami jest nieuniknione, ale na razie nie widzi żadnych takich symptomów.

- To może przyjść w każdej chwili i chyba już ten czas się też zbliża. Ja sam pracowałem pięć lat jako trener i dla mnie było to zrozumiałe, że się wszystko zaczyna wymykać z rąk i pora na zmianę. Rozsądny trener też to wyczuwa i widzi. Nie wiem, czy w tej chwili to już nadchodzi. Na razie w tej grupie jest dobra atmosfera. Poza tym to młody, szeroki i dynamiczny zespół. Nie widzę objawów wypalenia. Niech się na razie ten sezon skończy i zobaczymy - powiedział Tajner.

63. Turnieju Czterech Skoczni wygrał Austriak Stefan Kraft. W ostatnim konkursie w austriackim Bischofshofen zwyciężył lider Pucharu Świata Austriak Michael Hayboeck, a Stoch, który jako jedyny z Polaków zakwalifikował się do serii finałowej, był 15.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje