Reklama

Reklama

Adam Małysz z tytułem licencjata na Politechnice Częstochowskiej

Będąc kwalifikowanym czeladnikiem Adam Małysz nie miał się czego wstydzić, ale po latach przerwy w edukacji "Orzeł z Wisły" postanowił pójść krok dalej z inwestycją w swoje wykształcenie. Efektem jest ukończenie studiów pierwszego stopnia, przypieczętowane obroną pracy licencjackiej.

Najpopularniejszy polski skoczek narciarski w historii po zakończeniu przebogatej w sukcesy kariery zawodniczej najpierw, przez kilka lat, parał się rajdami samochodowymi, po czym wrócił do macierzy. Małysz objął nowo utworzone stanowisko dyrektora w Polskim Związku Narciarskim, zostając prawą ręką prezesa Apoloniusza Tajnera. Teraz, blisko dwa lata od tej nominacji, nadal będzie pełnił tę eksponowaną funkcję, ale już z wyższym wykształceniem.

40-latek właśnie został absolwentem Wydziału Zarządzania Politechniki Częstochowskiej, z powodzeniem broniąc na śląskiej uczelni tytuł licencjata, a o całej sprawie poinformowała lokalna redakcja "Gazety Wyborczej". Studiujący na kierunku turystyka i rekreacja Małysz postanowił skupić się na walorach swojej rodzinnej Wisły, poświęcając cztery rozdziały pracy pod tytułem: "Produkt turystyczny i jego promocja na przykładzie miasta Wisły".

Reklama

- Ostatni raz tak się stresowałem na maturze - cytuje czterokrotnego mistrza świata "GW", który miał wypowiedzieć te słowa po wyjściu z egzaminu licencjackiego. Legendarny skoczek podobno zdecydował się zainwestować w wykształcenie w Częstochowie za namową kierowcy rajdowego Jakuba Brzezińskiego, z którym wspólnie podchodził do obrony.

"Orzeł z Wisły" nigdy nie sprawiał wrażenia kogoś, kto ma kompleks osoby bez dyplomu uczelni wyższej. Więcej, cenił sobie gotowy fach w ręku i dawał odpór hejterom, który wielokrotnie wyzłośliwiali się, że dekarz został dyrektorem.

- Ja się tego nie wstydzę i niech hejterzy to zrozumieją. Może mało kto wie, ale tak, mam średnie wykształcenie. Niemniej w obecnych czasach, będąc kwalifikowanym czeladnikiem, nie mam się czego wstydzić. Niejedna osoba, będąca po studiach, zamiata ulice, a dobrych fachowców jest mało. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak tylko z tego się śmiać - mówił Małysz w głośnej rozmowie z Interią, chwilę po tym, jak we wrześniu 2017 roku został najpopularniejszym polskim sportowcem w badaniu "Top 50 polskich sportowców" instytutu ARC Rynek i Opinia. Wybitny skoczek, będący już wiele lat emerytem, wyprzedził wszystkie aktywne tuzy polskiego sportu, na czele z Robertem Lewandowskim.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL