Reklama

Reklama

Adam Małysz w miejsce Apoloniusza Tajnera. Prezes związku ogłasza!

Adam Małysz może zastąpić Apoloniusza Tajnera na stanowisku prezesa PZN? W połowie przyszłego roku z posadą prezesa Polskiego Związku Narciarskiego pożegna się Tajner, któremu ustawa o sporcie nie pozwala ubiegać się o kolejną kadencję. W kuluarach wiele mówi się o Adamie Małyszu, lecz dotąd brakowało konkretów. Wreszcie, w rozmowie z Interią, prezes Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego Andrzej Wąsowicz jasno wskazuje, że stery w związku powinien przejąć były znakomity skoczek, a obecnie dyrektor w PZN. - Muszę panu powiedzieć, że od roku, a nawet dłużej, w cudzysłowie - pracuję nad Adamem. I chyba jestem bliski uzyskania jego zgody. Jako dwa największe okręgi, to znaczy Tatrzański i Śląsko-Beskidzki, które mają ponad 70 procent mandatów na walny zjazd PZN-u, będziemy wspierać Adama. I myślę, że nie pojawi się kontrkandydat - ogłosił Wąsowicz.

Misja prezesa Tajnera na fotelu prezesa największego związku sportów zimowych w kraju zaczęła się 2 lutego 2006 roku. To wówczas współtwórca sukcesów Adama Małysza, który z racji eksplozji formy Orła z Wisły i jego nieprawdopodobnej popularności, sam stał się postacią szeroko rozpoznawalną.

W gruncie rzeczy to sam Tajner odegrał kluczową rolę w przygotowaniach do rzeczonych wyborów, bo w październiku roku poprzedniego został mianowany kuratorem związku. Przypomnijmy, że był to okres bardzo burzliwy w działalności PZN, a poprzedni prezes znalazł się w tarapatach.

Reklama

Wtenczas, 15 lat temu, na ostatniej prostej w wyścigu po fotel prezesa, poza Tajnerem, pozostał Andrzej Kozak. I wiele wskazywało na to, że siła głosów delegatów Tatrzańskiego Związku Narciarskiego przechyli szalę na korzyść byłego trenera kadry alpejek. Stało się inaczej. Dzisiaj prezes Tajner, jako jeden z sukcesów swojej kadencji, poczytuje sobie zbudowanie dobrych relacji pomiędzy TZN a swoim matecznikiem, czyli Śląsko-Beskidzkim Związkiem Narciarskim.

Sam prezes Tajner już parokrotnie zwracał uwagę, że naturalnym kandydatem na jego następcę jest Adam Małysz. Jednak dotąd jeszcze nie namaścił go oficjalnie, między innymi biorąc pod uwagę fakt, że takim posunięciem mógłby wyrządzić swojemu byłemu podopiecznemu w kadrze, a obecnie prawej ręce w związku, niedźwiedzią przysługę. Wszak decyzję na walnym podejmą delegaci.

Kto nowym prezesem PZN? Andrzej Wąsowicz: Będziemy wspierać Adama Małysza

Tymczasem, jak właśnie ustaliła Interia, wciąż aktualny prezes PZN raczej nie ma się czego obawiać, bo oba największe okręgi zamierzają iść ręka w rękę.

- My, jako dwa największe okręgi, to znaczy Tatrzański i Śląsko-Beskidzki, które mają ponad 70 procent mandatów na walny zjazd PZN-u, będziemy wspierać Adama. I myślę, że nie pojawi się kontrkandydat. A Adam jest naturalnym człowiekiem, który zna to środowisko od podszewki, począwszy od bycia wybitnym zawodnikiem. Teraz jest czas na to, aby przejął stery w związku. Ma świetnych ludzi do pomocy. Jest to nasz naturalny kandydat, którego ja, jako że mieszka na naszym terenie, z wielką przyjemnością bym zgłosił jako oficjalnego kandydata na nowego prezesa związku - zapowiada prezes Wąsowicz w rozmowie z Interią.

Polski Związek Narciarski: Adam Małysz wciąż się zastanawia?

Szef terenowego związku nie ukrywa, że sam wykonuje wiele zabiegów, aby Orzeł z Wisły ostatecznie zgodził się na zgłoszenie jego kandydatury.

- Muszę panu powiedzieć, że od roku, a nawet dłużej, w cudzysłowie - pracuję nad Adamem. I chyba jestem bliski uzyskania jego zgody na to. No bo kto inny? Jest to wielka postać polskich skoków. Proszę zauważyć, że w innych związkach sportowych ster też przejmują wybitni sportowcy i medaliści olimpijscy

Szef Komitetu Organizacyjnego Pucharów Świata w Wiśle w rozmowie dzieli się wątpliwościami, które wciąż determinują niezdecydowanie Małysza.

CZYTAJ TAKŻE: Małysz skrytykował organizatorów TCS, Niemcy odpowiadają

Wybory prezesa PZN: "Adam Małysz boi się biurokracji"

- Adam, jak to Adam, a znam go od urodzenia - boi się biurokracji i tego jeżdżenia na spotkania. Staram się mu wytłumaczyć, że nawet w naszym statucie jest napisane, że ma reprezentować związek, a nie siedzieć w biurze i pracować nad dokumentami - mówi Wąsowicz, po czym dodaje: - Na przeszkodzie staje tylko jedna osoba, jego ukochana małżonka. Albo Adam tak się broni, bo z Izą jeszcze nie pogadałem.

Ta wypowiedź prezesa ŚBZN skłoniła nas do żartobliwej konstatacji. Otóż Adam Małysz, mówiąc pół żartem-pół serio, musi się mieć na baczności, bo jeśli by sobie wymyślił, że na kozła ofiarnego swojej decyzji wskaże małżonkę, to może być pewny, że Andrzej Wąsowicz osobiście to sprawdzi i najwyżej zawstydzi dyrektora. - Trafnie pan to ocenił - puścił oko nasz rozmówca.

  Wąsowicz akcentuje, że w przypadku Małysza cenne jest to, że po zakończeniu kariery nie rozsiadł się na kilka lat w fotelu i nie zaczął odcinać kuponów od sławy. Zamiast tego, od razu zakasał rękawy i bardzo udanie odnalazł się w życiu po sporcie.

- Redaktorze, on w niedzielę w nocy wrócił z Klingenthal, a dzisiaj (w poniedziałek - przyp. AG) już o godz. 9 był na skoczni w Wiśle, w gnieździe trenerskim, obserwując co się poprawiło. On po prostu cały czas jest zaangażowany. Proszę zauważyć, że od zakończenia kariery ciągle jest w rytmie. I Adama to rajcuje, żeby być blisko zawodników i trenerów. Ale to kiedyś trzeba mu zmienić, dlatego ja osobiście i wielu delegatów, którzy będą decydować o tym, nakłaniamy i będziemy go namawiać, bo jest naturalnym kandydatem na szefa związku - podkreśla Wąsowicz.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Adam Małysz nie przebiera w słowach po Klingenthal: "Jesteśmy w szoku"

Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje