Reklama

Reklama

Adam Małysz: Robert Lewandowski nie ma mi co zazdrościć

Tego jeszcze nie było. Spektakl pod tytułem skoki narciarskie, po raz pierwszy w historii, zostanie zainaugurowany w Polsce, w dodatku na obiekcie imienia żywej legendy tego sportu w naszym kraju, czyli Adama Małysza w Wiśle-Malince. "Orzeł z Wisły" mógłby triumfować, bo takich honorów jeszcze nie doczekał się Robert Lewandowski, ale skromny mistrz woli zwrócić uwagę, że "Lewy" wcale nie ma mu czego zazdrościć.

Dwie dekady temu polskie skoki były w totalnym rozkładzie. Gdy Adam Małysz brał udział w mistrzostwach Polski, na starcie stawało kilkunastu zawodników, a na trybunach nie było prawie nikogo.

Reklama

Dziś skoki narciarskie są naszym sportem narodowym. Więcej, sezon po raz pierwszy rozpoczyna się w Polsce, na sztucznym śniegu, a zainteresowanie nadal jest tak wielkie, jak w okresie osławionej małyszomanii.

- Po to wtedy dobrze się skakało i promowało skoki, żeby było tak, jak jest. Bądźmy szczerzy, dzisiaj po piłce nożnej, to jest nasz drugi sport narodowy. Można jeszcze dodać siatkówkę, czasami piłkę ręczną, ale już jak przychodzi zima, to jesteśmy numerem jeden. Wtedy piłka troszkę odchodzi na bok i wszyscy interesują się skokami - mówi w rozmowie z Eurosport.Interia Małysz, obecnie dyrektor w Polskim Związku Narciarskim ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej.

- Na tym też mi zależało, by taka sytuacja miała miejsce. Dwa, trzy, a może nawet cztery miesiące przed konkursami w Wiśle, nie było biletów. To jest fajne, ale nie chodzi tylko o kibiców, ale też o to, że teraz mamy zawodników, którzy odnoszą sukcesy i mamy drużynę, która - nie ukrywajmy - jest najlepsza na świecie. Co tu wiele mówić. Teraz na pewno nie jest też łatwo, bo trzeba zrobić wszystko, żeby zawodnicy utrzymali swoją formę - przyznaje legendarny skoczek z Wisły, patron obiektu w Malince.

Wszyscy piłkarze, na czele z Robertem Lewandowskim, mogą Małyszowi pozazdrościć, że jest ojcem sukcesu i sprawcą "boom" na skoki narciarskie w ojczyźnie. Dwukrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch na każdym kroku podkreśla, że uczył się na skokach swojego wielkiego poprzednika, podobnie jak pozostali zawodnicy. Szczególnie w sporcie warto mieć kogoś godnego naśladowania.

- Myślę, ze Robert nie ma mi co zazdrościć, bo ma miliony, czy nawet parędziesiąt milionów Polaków za sobą - zaczął Małysz...

- ...ale stadionu Lewandowskiego nie ma - weszliśmy w słowo "Orłowi z Wisły".

- (śmiech) ale słyszałem, że już jest jego ulica. Pewnie stadion i tak powstanie, choć trzeba chwilę poczekać, żeby dorobić się czegoś takiego. Choć myślę, że najważniejsze dla zawodnika jest to, by po nim pozostało coś żywego. Czyli, by po Robercie pozostało mnóstwo małych Polaków, a później dojrzewających, którzy będą reprezentować nas w jak najlepszym stylu i odnosić sukcesy. Robert już może być dumny z tego, czego dokonał, bo coraz więcej osób chce być Lewandowskim. To naprawdę coś wielkiego - zakończył Małysz.


Z Wisły Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje