Adam Małysz nie mógł zrozumieć tego, co się stało. "Przekraczali pewne granice"
Co konkurs to wielkie emocje. Adam Małysz sam nie mógł uwierzyć w to, co widział na skoczniach w Predazzo. Polskie skoki jechały - zdaniem wielu - dostać łupnia, a wracają do kraju w chwale. Zwieńczeniem była rywalizacja duetów, w której była niezwykła dramaturgia. - To był thriller, który wiódł przez wzloty i upadki - powiedział Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, który z samego rana we wtorek opuści arenę igrzysk i wyruszył w drogę do kraju.

To, czego byliśmy świadkami, to była bajka z fantastycznym zakończeniem. Można było przypuszczać przed igrzyskami, że w duetach Polacy będą w stanie nawiązać walkę o medale, ale jednak nikt chyba nie sądził, że Biało-Czerwoni wrócą z Włoch z trzema medalami.
- Pięknie się to dla nas skończyło. W konkursie duetów mieliśmy finalnie dużo szczęścia, ale jednak nasi zawodnicy skakali tak dobrze w dwóch seriach, że po prostu ten medal im się należał - mówił Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, w rozmowie z Interia Sport.
Adam Małysz nie mógł tego zrozumieć
Sternik Polskiego Związku Narciarskiego nie mógł jednak zrozumieć, dlaczego - skoro były dokładne prognozy pogody i z nich wynikało, że będą opady śniegu - nie przyspieszono o kilka minut zakończenia konkursu.
Mieli prognozy i to bardzo dokładne. Wiedzieli, że ten front przyjdzie. Można zatem było zrobić krótsze przerwy, a nie 20 minutowe między seriami
Zapytany o to, czy po skoku Tomasiaka pomyślał sobie, że jest po medalu, odparł: - Wiedziałem, że w takich warunkach nie miał żadnych szans. Prędkość na najeździe była bardzo niska. I tak daleko poleciał w takich warunkach.
"Niektórzy przekraczali pewne granice"
To był konkurs, w którym pisały się niesamowite historie. Trzeci medal wywalczył bowiem Kacper Tomasiak. Na podium stanął z nim Paweł Wąsek, który przebył drogę z piekła do nieba.
- Dla nas to były bardzo udane igrzyska i to jest najważniejsze. Byliśmy świadkami świetnych historii - przyznał Małysz.
Mam nadzieję, że teraz krytycy Maćka Maciusiaka dadzą sobie na wstrzymanie. Niektórzy przekraczali pewne granice. Dostali teraz po głowie i zobaczyli, że nie tędy droga. Maciek pokazał, że ma trenerskiego nosa. Wiedział kiedy odpuścić, żeby to wszystko zadziałało. Miał plan, którego się trzymał
Te igrzyska cieszą też z jeszcze jednego powodu. Mamy zawodnika, który zdobył trzy medale igrzysk i w tym sukcesie nie maczał palców żaden zagraniczny szkoleniowiec. To pierwszy taki przypadek w polskich skokach od dawna. Teraz wiemy, że w Polsce są też fachowcy.
- Trzeba stawiać na naszych trenerów, bo pokazują, że znają się na robocie. Przechodziliśmy przez różne szkoły trenerskie. Także te z innych krajów. Słoweńcy, Norwegowie, czy Austriacy trzymają się jednak swoich. Może my też tak powinniśmy - zakończył.
Z Predazzo - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














