Reklama

Reklama

Adam Małysz: Nie ma polskiej szkoły skoków

- Mówiono: nareszcie jest polska szkoła skoków narciarskich. A widzimy, że dalej tego nie ma. Łukasz Kruczek wykonał bardzo dobrą robotę. Jego następcą będzie trener zagraniczny - mówił w Wiśle Adam Małysz.

Jeszcze w trakcie sezonu ogłoszono, że trener Łukasz Kruczek po sezonie rozstanie się z reprezentacją Polski. Pod jego wodzą m.in. Kamil Stoch sięgnął po dwa złote medale olimpijskie i tytuł mistrza świata. Obecny sezon nie jest jednak udany w wykonaniu polskich skoczków. 

Reklama

- Zmiany w polskich skokach są potrzebne i na pewno będą. Już zaczęto prowadzić rozmowy z różnymi trenerami. Myślę, że następcą Łukasza Kruczka będzie trener zagraniczny, bo trzeba trochę potrząsnąć naszymi skokami oraz wprowadzić świeżą krew - powiedział nam w Wiśle Małysz.

- Łukasz Kruczek osiem lat był trenerem. Można na palcach policzyć trenerów, którzy w reprezentacji danego kraju wytrzymali aż tak długo. Wykonał bardzo dobrą robotę i chwała mu za to. Nikt nie będzie miał do niego pretensji. Nastąpiło zmęczenie materiału - stwierdził Małysz, podkreślając zasługi Kruczka.

- Łukasz dostanie dużo propozycji, a my potrzebujemy trenera, który weźmie to w końcu w garść i zgra tak, że od trenerów kadry po trenerów klubowych będzie to jedna szkoła. Mówiono: nareszcie jest polska szkoła skoków narciarskich. A widzimy, że dalej tego nie ma. Musimy nad tym popracować, a to może zrobić tylko wielki autorytet skoków narciarskich - zaznaczył skoczek z Wisły.

Małysz nie jest zainteresowany funkcją trenera reprezentacji. - Ja jestem teraz w innym sporcie, ale skokami zawsze żyłem i w skokach będę. Zawsze służę swoją pomocą, z tym, że na trenera się nie nadaję. Nigdy o tym nie myślałem. Mogę coś z boku podpowiedzieć, takie osoby też się przydają - powiedział.

Małysz obawia się o przyszłość polskich skoków, zaznaczając, że często przywiązujemy zbyt dużą wagę do osiągnięć młodych zawodników, przedwcześnie ogłaszając sukces. 

 - Bardzo często chwalimy się czymś na zapas. Trzeba więcej spokoju i opanowania. Młody zawodnik jeszcze rośnie. Dochodzi do wieku seniora, jego parametry się zmieniają i nagle jest wielkie rozczarowanie, dlaczego jest tak, a nie inaczej. A my lubimy sukcesy. Polacy mają tak mało sukcesów, że są ich żądni. Stąd często napalanie się i pokazywanie sukcesów tam, gdzie nie powinno tego być - podkreślił.

- To często szkodzi zawodnikowi. Na przykład Klemens Murańka jako dziecko bardzo dobrze skakał, był faworyzowany. Teraz jest większy ode mnie o głowę, jego parametry totalnie się zmieniły i często ma problemy, żeby dobrze dojechać, dobrze się odbić. Potrzebuje spokoju i stabilizacji - ocenił.

- Musimy trochę się obudzić. Na mistrzostwach świata juniorów było pięciu polskich zawodników, a okazuje się, że w sumie w juniorach A jest ich tylko siedmiu. To dla mnie wielkie zaskoczenie. Teraz mamy zaplecze w Pucharze Świata, ale potem może stać się tak, że obudzimy się nagle i młodych zawodników nie będzie. Cały czas musimy walczyć, żeby był nabór, żeby trenerzy chodzili po szkołach, żeby związek się trochę bardziej zaangażował - apeluje nasz mistrz.

- Patrząc na dzisiejszą młodzież, gdzie większość spędza czas wolny w domu przed komputerem albo gdy w szkole, gdzie na zajęciach wuefu jest grupa dwudziestu osób, ćwiczy pięciu, jestem tym załamany. Taką mamy dziś młodzież, która niechętnie idzie do sportu - martwi się czterokrotny medalista olimpijski.

Z Wisły Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz | łukasz kruczek | skoki narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje