Adam Małysz nie krył oburzenia. "Ten, kto to wymyślił, powinien się schować pod stół"
- Akurat kończyła się seria próbna. Zobaczyłem, że Kacper był trzeci. Pomyślałem: to dobrze, będzie walczył o medal. On jest po prostu "debeściak" - mówił Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, po tym, jak Kacper Tomasiak zdobył drugi medal zimowych igrzysk olimpijskich. Sternik związku zabrał też głos na temat przyszłości trenera Macieja Maciusiak. Nie krył oburzenia, co się dzieje wokół szkoleniowca.

W skrócie
- Adam Małysz wyraził oburzenie wobec zarzutów o rolę trenera Macieja Maciusiaka w sukcesie Kacpra Tomasiaka.
- Kacper Tomasiak zdobył dwa medale podczas zimowych igrzysk olimpijskich, co zostało pozytywnie ocenione przez prezesa PZN.
- Małysz podkreślił znaczenie psychicznej siły Tomasiaka oraz rolę wsparcia ze strony trenera w osiągnięciu tych sukcesów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Dwa medale Kacpra Tomasiaka w zimowych igrzyskach olimpijskich. To ucina debatę o tym, czy Maciej Maciusiak powinien odejść?
Adam Małysz: - Trener jest rozliczany za wyniki, więc sami sobie odpowiedzcie na to pytanie. Sceptycy mają teraz nad czym główkować. To, co się wypisuje, że Maciek Maciusiak nie jest trenerem Kacpra Tomasiaka, jest krzywdzące dla wszystkich. Ten, kto to wymyślił, powinien się schować pod stół.
Adam Małysz: mało kto wierzył w słowa Maćka Maciusiaka
Wierzyłeś w medal na dużej skoczni?
- Kacper nie mógł trafić w próg. Podobnie było zresztą na normalnej skoczni. Akurat oglądałem łyżwiarstwo szybkie. Akurat kończyła się seria próbna. Zobaczyłem, że Kacper był trzeci. Pomyślałem: to dobrze, będzie walczył o medal. On jest po prostu "debeściak".
Na zawody budzi się w nim bestia.
- Kacper jest bardzo mocny psychicznie. I to jest ważne. Techniki nie da się też wytrenować w czasie igrzysk. To się ma. Do tego na pewno napędził go ten medal na normalnej skoczni. Wiedział, na co jest go stać. Przy tej silnej głowie, trzeba było tylko zacząć trafiać w próg, a wtedy samo go nakręci nad narty. Zrobił swoją robotę. Chyba nikt nie przypuszczał, że zdobędzie dwa medale.
Można odnieść wrażenie, że dla Kacpra nie ma znaczenia, czy to są igrzyska, czy Orlen Cup. Robi wszystko, jakby od niechcenia.
- Kiedy ja walczyłem o medale igrzysk, to jechałem na nie jako lider. To było bardzo uciążliwe. Czułem się, jakbym skakał z 10-kilogramowym plecakiem. Wszyscy ode mnie wymagali tego medalu. W przypadku Kacpra nikt nie liczył na to. Oczywiście mówiliśmy, że fajnie by było, gdyby powalczył o medal, ale nikt nie nakładał na niego presji. Zresztą to i tak nie miałoby znaczenia, bo on i tak robi swoje. Przed dużą skocznią mógł poczuć już presję, a jednak zrobił, co do niego należało.
Te medale wiele ważą chyba dla całych polskich skoków?
- Mało kto wierzył w słowa Maćka, kiedy mówił, że na igrzyska jedziemy po medal. Wiele razy pracowałem z Maćkiem i wiem, że jeśli on sobie coś założy, to zrobi wszystko, by do tego dążyć. Byłem na treningach. Także tych w Predazzo. Widziałem, jakie robili pobudzenie. To pokazywało, że to wszystko idzie w dobrą stronę. Czasem trzeba zawierzyć i dać komuś szansę, żeby się mógł wykazać.
Co teraz? Medal w duetach?
- Nie chcę zapeszać.
W Predazzo - notował Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













